piątek, 28 grudnia 2007
Dwadzieścia parę dni...
Kolejne odliczanie rozpoczęło się dziś... Odznaczyłam w kalendarzu dwie daty: 10 stycznia 2008 i 21 stycznia 2008. Każdego dnia skreślę dzień miniony modląc się w duchu. Słonika po łysinie głaskać nie będę, bo już za mocno błyszczy.
niedziela, 23 grudnia 2007
Gwiazdkowe iskierki...
Zbliża się Boże Narodzenie. Okres przedświąteczny zawsze był bardzo ważnym dla mnie czasem, W tym roku jest to czas szczególny...
Szczególny o dwojakiej naturze.
Najpierw to co dla mnie przykre:
Primo - Pierwsze Boże Narodzenie bez Babci... bez jej uśmiechu... bez ciepłych dłoni... bez jej barszczu... bez gwiazdkowych iskierek w oczach... pusto...
Duo - Wszyscy jesteśmy przemęczeni. A jak jesteśmy przemęczeni to o kłótnie i zwady nietrudno. Wybuchają zupełnie bez sensu na każdym kroku. Tym sposobem nastrój świąteczni diabli biorą.
Teraz to co budzi nadzieję i radość:
Właściwie tutaj zdecydowanie dominuje 18mm w 10 dc! :D
Jeżeli się uda - gwiazdkowe iskierki powrócą z wielkim hukiem :)
Im więcej o tym myślę, tym mocniej przekonana jestem, że innego prezentu nie mogłabym sobie wymarzyć... Jeżeli się uda...
Paskudne to słowo. - Jeżeli -
Wolałabym, żeby ktoś mi powiedział: "Uda się" albo "Nie uda się". Konkretnie. Beż żadnego "Jeżeli". Ale tak się nie da... Odcierp swoje człowieczku...
Wczorajszy stan rzeczy pani dr określiła jednym słowem: "Mniamniuśnie". I ze szczerze radosnym uśmiechem wypisała receptę na gonadotropinę. Dziś miałam dostać zastrzyk. Postanowiłam skorzystać z dobrodziejstwa rodzimych zasobów medycznych i zamiast do kliniki na Ursynowie, ze zleceniem wykonania zastrzyku pojechałam do własnego miejsca pracy. Na Izbie Przyjęć panował spokój. Miła pani pielęgniarka wzięła ode mnie pudełko z lekiem, poprosiła o położenie się na wyrku i opuszczenie spodni (nie ma to jak zastrzyk domięśniowy ;P)
Dla mnie rutyna. Zabieg przebiegł bezboleśnie - troszkę mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj boli, a dziś nic. Stwierdziłam, ze ktoś na górze ma dziś dobry dzień i postanowił uchylić nam odrobinkę nieba ;) Ubrałam się, uśmiechnęłam do pani pielęgniarki i już chciałam wychodzić, gdy nagle ona wyciągnęła do mnie rękę z pudełkiem po leku. - "Można to wyrzucić" - powiedziałam. Na co pani pielęgniarka z rozbrajającym uśmiechem i spokojem odpowiedziała: - "Ale tam jeszcze jedna ampułka została". Opanowała mnie zgroza. "Jak to została?" - pytam. Otwieram pudełko i włos mi się jeży. W pudełeczku spoczywa sobie bezpiecznie ampułka z gonadotropiną, za w koszu na śmieci ampułka po rozpuszczalniku (z wypisanym słowem - ROZPUSZCZALNIK). Zmroziło mnie. Ta kobieta zrobiła mi zastrzyk tylko z samego rozpuszczalnika, natomiast sam lek spokojnie został w pudełku! Faktycznie, nie powiedziałam, że zawartość ampułek się miesza i dopiero wstrzykuje, ale... zawsze wydawało mi się, że służby medyczne są czytate i pisate. Poza tym... poza tym to brak mi słów. Na szczęście okazało się, że rozpuszczalnikiem było NaCl, więc szybko rozpuściła gonadotropinę w odrobinie z zapasu Szpitalnego i zrobiła mi ten nieszczęsny zastrzyk. Sytuacja z jednej strony zabawna, z drugiej - woła o pomstę do nieba.
Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Teraz zostaje mocno trzymać kciuki ;)
Szczególny o dwojakiej naturze.
Najpierw to co dla mnie przykre:
Primo - Pierwsze Boże Narodzenie bez Babci... bez jej uśmiechu... bez ciepłych dłoni... bez jej barszczu... bez gwiazdkowych iskierek w oczach... pusto...
Duo - Wszyscy jesteśmy przemęczeni. A jak jesteśmy przemęczeni to o kłótnie i zwady nietrudno. Wybuchają zupełnie bez sensu na każdym kroku. Tym sposobem nastrój świąteczni diabli biorą.
Teraz to co budzi nadzieję i radość:
Właściwie tutaj zdecydowanie dominuje 18mm w 10 dc! :D
Jeżeli się uda - gwiazdkowe iskierki powrócą z wielkim hukiem :)
Im więcej o tym myślę, tym mocniej przekonana jestem, że innego prezentu nie mogłabym sobie wymarzyć... Jeżeli się uda...
Paskudne to słowo. - Jeżeli -
Wolałabym, żeby ktoś mi powiedział: "Uda się" albo "Nie uda się". Konkretnie. Beż żadnego "Jeżeli". Ale tak się nie da... Odcierp swoje człowieczku...
***********
Wczorajszy stan rzeczy pani dr określiła jednym słowem: "Mniamniuśnie". I ze szczerze radosnym uśmiechem wypisała receptę na gonadotropinę. Dziś miałam dostać zastrzyk. Postanowiłam skorzystać z dobrodziejstwa rodzimych zasobów medycznych i zamiast do kliniki na Ursynowie, ze zleceniem wykonania zastrzyku pojechałam do własnego miejsca pracy. Na Izbie Przyjęć panował spokój. Miła pani pielęgniarka wzięła ode mnie pudełko z lekiem, poprosiła o położenie się na wyrku i opuszczenie spodni (nie ma to jak zastrzyk domięśniowy ;P)
Dla mnie rutyna. Zabieg przebiegł bezboleśnie - troszkę mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj boli, a dziś nic. Stwierdziłam, ze ktoś na górze ma dziś dobry dzień i postanowił uchylić nam odrobinkę nieba ;) Ubrałam się, uśmiechnęłam do pani pielęgniarki i już chciałam wychodzić, gdy nagle ona wyciągnęła do mnie rękę z pudełkiem po leku. - "Można to wyrzucić" - powiedziałam. Na co pani pielęgniarka z rozbrajającym uśmiechem i spokojem odpowiedziała: - "Ale tam jeszcze jedna ampułka została". Opanowała mnie zgroza. "Jak to została?" - pytam. Otwieram pudełko i włos mi się jeży. W pudełeczku spoczywa sobie bezpiecznie ampułka z gonadotropiną, za w koszu na śmieci ampułka po rozpuszczalniku (z wypisanym słowem - ROZPUSZCZALNIK). Zmroziło mnie. Ta kobieta zrobiła mi zastrzyk tylko z samego rozpuszczalnika, natomiast sam lek spokojnie został w pudełku! Faktycznie, nie powiedziałam, że zawartość ampułek się miesza i dopiero wstrzykuje, ale... zawsze wydawało mi się, że służby medyczne są czytate i pisate. Poza tym... poza tym to brak mi słów. Na szczęście okazało się, że rozpuszczalnikiem było NaCl, więc szybko rozpuściła gonadotropinę w odrobinie z zapasu Szpitalnego i zrobiła mi ten nieszczęsny zastrzyk. Sytuacja z jednej strony zabawna, z drugiej - woła o pomstę do nieba.
Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Teraz zostaje mocno trzymać kciuki ;)
środa, 12 grudnia 2007
Feniks
Gałązka umarła
Spopieliłam ją wzrokiem
dziś rano
Serce mi umarło
Spopieliłam je wzrokiem
dziś rano
Zadziwiające
że podnosi się
z popiołów
jak feniks
Spopieliłam ją wzrokiem
dziś rano
Serce mi umarło
Spopieliłam je wzrokiem
dziś rano
Zadziwiające
że podnosi się
z popiołów
jak feniks
wtorek, 11 grudnia 2007
CzarEWAnica...
CzarEWAnica...
Czarownica...
Wiedźma...
Ale taka dobra...
Wcisnęła mi do ręki gałązkę nadziei
i zabrania puścić
do piątku
tego
albo przyszłego
Gałązka zakwitnie-mówi
Pewnym głosem
Bez drżenia
Z uśmiechem
w oczach
Czekam
Czarownica...
Wiedźma...
Ale taka dobra...
Wcisnęła mi do ręki gałązkę nadziei
i zabrania puścić
do piątku
tego
albo przyszłego
Gałązka zakwitnie-mówi
Pewnym głosem
Bez drżenia
Z uśmiechem
w oczach
Czekam
sobota, 8 grudnia 2007
Bo życie trzeba przeżyć, skarbku....
Huragan...
huragan w sercu
i wichura w głowie...
I deszcz...
paskudny
wszędzie się wciskający
słony
deszcz....
kruche życie...
to życie trzeba przeżyć, Skarbku...
huragan w sercu
i wichura w głowie...
I deszcz...
paskudny
wszędzie się wciskający
słony
deszcz....
kruche życie...
to życie trzeba przeżyć, Skarbku...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
