wtorek, 25 listopada 2008

Nie rozdziobią mnie kruki!

Zostałam zadziwiona. Myślałam, że tego typu zachowania nie zdarzają się wśród poważnych ludzi na stanowiskach dyrektorskich. Tymczasem Pan Rzeczywistość postanowił mnie zreformować i przywołać do porządku. Pokazał mi, że również "poważnym " ludziom biznesu zdarzają się wpadki i dziecinne zagrania.
Zacznę od początku.
Jakiś czas temu zostałam poproszona o przesłanie CV do pewnej instytucji. Tworzyli nowy Dział i poszukiwali kierownika. Życiorys posłałam nie licząc na zbyt wiele. Zaproszono mnie na rozmowę z dyrektorem. Przeszła gładko i miło. Poproszono mnie na drugą rozmowę, bezpośrednio z Panią Zastępcą nadzorującą tworzony dział. Ustaliłyśmy wszystkie warunki, w tym również finansowe. Ustaliłyśmy również termin mojego przejścia do owej firmy. Mieli się odezwać do mnie w połowie listopada i przekazać termin dostarczenia niezbędnej dokumentacji. Połowa listopada minęła, koniec miesiąca się zbliża, a o nich ani widu, ani słychu. Coś mnie tknęło (widocznie Pan Rzeczywistość po konsultacji z Kawalerem Doświadczenie dał mi kopa w siedzenie) i zadzwoniłam sama. I tu mnie zaskoczyli. Generalnie Pani Zastępca Dyrektora się rozmyśliła... Dział nie powstaje. Szkoda tylko, że zapomniała mnie o tym drobnym i nieistotnym fakcie poinformować...
I przed chwilą nawiedziła mnie znów Panna Refleksja okutana w ciepły szal i wełniany płaszcz. Przywitała się z Panem Rzeczywistość i dalej jazda na mnie. Że wymagam niesamowitości od kadry dyrektorskiej, że oni nie skupiają się na takich sprawach... I w ogóle to co ja sobie wyobrażam? Otóż uczciwego postawienia sprawy żądam. O! Nie mam pretensji, że się rozmyślili... W czasach kryzysu i upadku jakiejkolwiek etyki, w czasach masowych obniżek kosztów, takie rzeczy się zdarzają. Ale... Że też ja zawsze jakieś ale wynajdę. Panna Refleksja w uprzejmy sposób przerwała moje wywody stwierdzając błyskotliwie - "Justyna, może ty masz wygórowane żądania finansowe..." Cóż... Nie sądzę. Jak na warunki warszawskie, za moją wiedzę i doświadczenie żądam stosunkowo niewiele. Pan Rzeczywistość stanął po mojej stronie (będę musiała mu jakieś ciasto w podziękowaniu upiec. Łasy na słodycze się zrobił skubaniec). Przeszperaliśmy oferty pracy wspólnie. Wielu analityków szukają. A analitycy z doświadczeniem w pracy przy funduszach unijnych... poszukiwani na gwałt! Na gwałt to może ja nie chcę. Wolę po dobroci się dzielić ;) Przynajmniej rozeznanie rynku zrobiłam. Póki co pracę mam. Nie rozdziobią mnie kruki! Debilizmowi i nieprofesjonalizmowi też się nie dam.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Close enough to perfect...

(...)
You only get one life to work it
So who cares if it's not perfect
I say it's close enough to perfect for me
(...)

Kolejny poranek wypełniony szeptem. Kolejny uśmiech. Kolejne drżenie serca. Kolejna szansa. Kolejna cudownie bezpieczna noc wypełniona snami.

Oglądając wczoraj Camp Rock (chyba wspominałam już o moich dziwactwach? ;)) usłyszałam piosenkę - "Here I am". Rozkosznie młodzieńcza opowieść o odnalezieniu siebie i swojego miejsca w świecie. I przyszła do mnie Panna Refleksja. A ostatnio dość często zdarza jej się przychodzić. I jest mile widziana! Nawet gdy przychodzi sama z siebie, bez zaproszenia, bez zapowiedzi.
Dlaczego Refleksja jest Panna, a nie Pani? Odpowiedź jest prosta - nie złapała jeszcze Pana Refleksa. Zawsze biedaczka przychodzi odrobineczkę spóźniona. Widocznie jej czas jeszcze nie nadszedł, więc tkwi w tym swoim panieństwie, a ja cieszę się, gdy mnie odwiedza. Ale wracając do meritum.
Panna Refleksja zapukała do mnie wczoraj i rozpoczęła dysputy ze mną. Przy dobrej herbacie lipowej z miodem. W końcu nie chcę, żeby mi się rozchorowała i padła gdzieś pod płotem. Ona słabowitego zdrowia jest...
Dysputy z Panną Refleksją lubię. Są stymulujące. I zawsze skutkują czymś. Po wczorajszej znów mi przetasowały się Prioryt Ety. I spojrzenie na Życie mam jakby inne.
Cytując słowa piosenki w wolnym tłumaczeniu by Justysia:

"Dostajesz tylko jedno życie
I kogo obchodzi, ze nie jest perfekcyjne.
Dla mnie jest bliskie ideału..."

Mało poetycko, ale chodziło przecież o uchwycenie sensu. I zrewidowałyśmy z Panna Refleksją moje Życie. O dziwo, podczas rewizji nawet zwykle śmiały Rozum i emocjonalne Serce siedzieli jak trusie.
A ja dzięki Pannie Refleksji doszłam do wniosku, że moje życie jest tak bliskie ideału. Brakuje kilku elementów puzzli, ale zarys obrazu został zachowany. Patrząc z daleka, nawet się tych braków nie dopatrzysz...
Wymarzyłam sobie mały biały domek z ogródkiem. Zamiast niego mam mieszkanie. Ale mam! Pomieszkuję sobie w nim, odnawiam, sprzątam, gotuję. Czynsz płacę i rachunki - ale na każdym materiale może być skaza, prawda? ;)
Miałam być piękna i bogata. Cóż.... Z Matką Naturą dyskutować nie będę - różne są kanony piękna :) A bogactwo? Mam bogatą osobowość! To się liczy bardziej niż drogi samochód czy markowe ciuchy.
Miałam mieć dwójkę ślicznych i mądrych dzieci. Tu sprawa nie jest przesądzona. Pertraktacje z Wielkim Manitou trwają.. Podobno twarda ze mnie sztuka i ciężki negocjator ;)
Męża mam. Nie wygląda jak Adonis, ale nie zamieniłabym go na żadnego innego Daje mi siłę, oparcie, poczucie bezpieczeństwa, daje mi serce. Jest kochany, czuły, cudowny. Jest moim przyjacielem, do którego mogę się zwrócić ze wszystkim. Pewnie, ze mnie wkurza, ale... Ale życie bez niego by nie istniało...
Tak naprawdę mimo całego codziennego marudzenia i narzekania, gdy rozłożyłam życie na czynniki pierwsze stwierdziłam, że ono jest bliskie ideału. Jest moje. Uwielbiam to moje Życie. Jedyne jakie mam.

niedziela, 23 listopada 2008

Endorfiny ;)

I've always been the kind of girl
That hid my face
So afraid to tell the world
What I've got to say
But I have this dream
Right inside of me
I'm gonna let it show, it's time
To let you know
To let you know

This is real, this is me
I'm exactly where I'm supposed to be, now
Gonna let the light, shine on me
Now I've found, who I am
There's no way to hold it in
No more hiding who I want to be
This is me

Do you know what it's like
To feel so in the dark
To dream about a life
Where you're the shining star
Even though it seems
Like it's too far away
I have to believe in myself
It's the only way

This is real, This is me
I'm exactly where I'm supposed to be, now
Gonna let the light, shine on me
Now I've found, who I am
There's no way to hold it in
No more hiding who I want to be
This is me

You're the voice I hear inside my head
The reason that I'm singing
I need to find you, I gotta find you
You're the missing piece I need
The song inside of me
I need to find you, I gotta find you

This is real, this is me
I'm exactly where I'm supposed to be, now
Gonna let the light, shine on me
Now I've found, who I am
There's no way to hold it in
No more hiding who I want to be
This is me
You're the missing piece I need
The song inside of me (this is me)
You're the voice I hear inside my head
The reason that I'm singing
Now I've found, who I am
There's no way to hold it in
No more hiding who I want to be
This is me


Od samego rana słyszę w głowie tę piosenkę z musicalowej produkcji Disney Channel (tak, ja też miewam dziwactwa XD)
Niesamowicie pozytywnie ładująca mój styrany pracą organizm. Podnoszacy poziom endorfin utworek.. Chociaż nie wiem czy po wczorajszym dniu poziom hormonu szczęścia może być wyższy. :DDDDDDDDDDDDD Dzień, który spowodował, ze dziś śpiewam, rozpiera mnie energia i zachowuję się jakbym miała ADHD - tylko takie radosne i roześmiane.
Więcej takich dni proszę!

piątek, 21 listopada 2008

Oto ja. Ponownie.

Minęła wiosna i lato. Jesień się już kończy... Zima za płotem.
A u mnie zmiana goni zmianę.
Nie w sensie fizycznym. Chociaż to też... Obcięłam włosy. Chodzę w spódnicach (o matko, świat się kończy! :P ).
Główne zmiany zaszły w psychice. Dojrzałam. Osiągnęłam kompromis ze starą Mną. Już nie walczę z wiatrakami. Bezsensowne trwonienie siły i energii na walki niemożliwe do wygrania, to czysta głupota. Najprostsza droga do zagubienia siebie. Po co mi to? Lubię siebie i wolałabym tej siebie nigdzie nie zagubić. Musiałabym później błądzić, nawoływać, włóczyć się gdzieś po ogórach... Szkoda czasu!
Od kilku miesięcy uśmiecham się szczerym uśmiechem. Patrzę na ludzi zauważając ICH. Nie miewam depresji, nie zamykam się w sobie... Otwieram worek z dobrym humorem i pozwalam czerpać każdemu.
To mnie cieszy.
Cieszy mnie każdy uśmiech na twarzy przyjaciela.
Cieszą mnie ich sukcesy, nawet te najmniejsze.
Cieszy mnie moje spojrzenie poranne.
Cieszy mnie mój własny uśmiech.
Cieszy mnie oddech śpiącego Krzyśka.
Cieszy mnie każde jego westchnienie, gdy musi wstać z łóżka.
Cieszy mnie dźwięk fortepianowych utworów Yirumy, których słucham co wieczór.
Cieszy mnie aromat czerwonego wina i truskawek.
Cieszy mnie żółty liść na trawniku.
Cieszy mnie chłód pnia orzecha, do którego przytulam się codziennie wracając z pracy.
Cieszy mnie cały świat.
Cieszy mnie życie.
Bo jest cenne.
Bo jest nasze.
Bo jest moje.

czwartek, 20 listopada 2008

__________________________________________

To jest gruba krecha oddzielająca o co było od tego co jest.