piątek, 28 grudnia 2007
Dwadzieścia parę dni...
niedziela, 23 grudnia 2007
Gwiazdkowe iskierki...
Szczególny o dwojakiej naturze.
Najpierw to co dla mnie przykre:
Primo - Pierwsze Boże Narodzenie bez Babci... bez jej uśmiechu... bez ciepłych dłoni... bez jej barszczu... bez gwiazdkowych iskierek w oczach... pusto...
Duo - Wszyscy jesteśmy przemęczeni. A jak jesteśmy przemęczeni to o kłótnie i zwady nietrudno. Wybuchają zupełnie bez sensu na każdym kroku. Tym sposobem nastrój świąteczni diabli biorą.
Teraz to co budzi nadzieję i radość:
Właściwie tutaj zdecydowanie dominuje 18mm w 10 dc! :D
Jeżeli się uda - gwiazdkowe iskierki powrócą z wielkim hukiem :)
Im więcej o tym myślę, tym mocniej przekonana jestem, że innego prezentu nie mogłabym sobie wymarzyć... Jeżeli się uda...
Paskudne to słowo. - Jeżeli -
Wolałabym, żeby ktoś mi powiedział: "Uda się" albo "Nie uda się". Konkretnie. Beż żadnego "Jeżeli". Ale tak się nie da... Odcierp swoje człowieczku...
Wczorajszy stan rzeczy pani dr określiła jednym słowem: "Mniamniuśnie". I ze szczerze radosnym uśmiechem wypisała receptę na gonadotropinę. Dziś miałam dostać zastrzyk. Postanowiłam skorzystać z dobrodziejstwa rodzimych zasobów medycznych i zamiast do kliniki na Ursynowie, ze zleceniem wykonania zastrzyku pojechałam do własnego miejsca pracy. Na Izbie Przyjęć panował spokój. Miła pani pielęgniarka wzięła ode mnie pudełko z lekiem, poprosiła o położenie się na wyrku i opuszczenie spodni (nie ma to jak zastrzyk domięśniowy ;P)
Dla mnie rutyna. Zabieg przebiegł bezboleśnie - troszkę mnie to zdziwiło, bo zazwyczaj boli, a dziś nic. Stwierdziłam, ze ktoś na górze ma dziś dobry dzień i postanowił uchylić nam odrobinkę nieba ;) Ubrałam się, uśmiechnęłam do pani pielęgniarki i już chciałam wychodzić, gdy nagle ona wyciągnęła do mnie rękę z pudełkiem po leku. - "Można to wyrzucić" - powiedziałam. Na co pani pielęgniarka z rozbrajającym uśmiechem i spokojem odpowiedziała: - "Ale tam jeszcze jedna ampułka została". Opanowała mnie zgroza. "Jak to została?" - pytam. Otwieram pudełko i włos mi się jeży. W pudełeczku spoczywa sobie bezpiecznie ampułka z gonadotropiną, za w koszu na śmieci ampułka po rozpuszczalniku (z wypisanym słowem - ROZPUSZCZALNIK). Zmroziło mnie. Ta kobieta zrobiła mi zastrzyk tylko z samego rozpuszczalnika, natomiast sam lek spokojnie został w pudełku! Faktycznie, nie powiedziałam, że zawartość ampułek się miesza i dopiero wstrzykuje, ale... zawsze wydawało mi się, że służby medyczne są czytate i pisate. Poza tym... poza tym to brak mi słów. Na szczęście okazało się, że rozpuszczalnikiem było NaCl, więc szybko rozpuściła gonadotropinę w odrobinie z zapasu Szpitalnego i zrobiła mi ten nieszczęsny zastrzyk. Sytuacja z jednej strony zabawna, z drugiej - woła o pomstę do nieba.
Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Teraz zostaje mocno trzymać kciuki ;)
środa, 12 grudnia 2007
Feniks
Spopieliłam ją wzrokiem
dziś rano
Serce mi umarło
Spopieliłam je wzrokiem
dziś rano
Zadziwiające
że podnosi się
z popiołów
jak feniks
wtorek, 11 grudnia 2007
CzarEWAnica...
Czarownica...
Wiedźma...
Ale taka dobra...
Wcisnęła mi do ręki gałązkę nadziei
i zabrania puścić
do piątku
tego
albo przyszłego
Gałązka zakwitnie-mówi
Pewnym głosem
Bez drżenia
Z uśmiechem
w oczach
Czekam
sobota, 8 grudnia 2007
Bo życie trzeba przeżyć, skarbku....
huragan w sercu
i wichura w głowie...
I deszcz...
paskudny
wszędzie się wciskający
słony
deszcz....
kruche życie...
to życie trzeba przeżyć, Skarbku...
czwartek, 29 listopada 2007
15 dni...
Odrobinkę więcej niż dwa tygodnie...
Niby nic, ale...
Odliczam każdy dzień z tych 15...
Odliczam trzymając kciuki, modląc się, żywiąc się nadzieją i pocierając łysinkę słonika...
na szczęście!
poniedziałek, 26 listopada 2007
Czy wierzysz w cuda?
**********
Jest noc, która nagle wszystko zmienia,
całe miasto śpi.
Jest dzień, który w życie się zamienia,
robisz pierwszy życia łyk.
Mam sen- nie pamiętam nawet jaki,
tyle dzieje się.
A ten dzień, bardzo wiele dla mnie znaczy.
Oddychaj szeptem, przytul mnie.
Oddychaj w ciszy, ogrzej mnie.
Czy wierzysz w cuda ?
Chcę przy nim czuwać cały dzień.
Zerwał się wiatr, który budzi nas z mocnego snu.
Ostatni raz, nie pamiętam bym płakał do słów.
On słyszy Twoje myśli, które chcesz przekazać mu.
On słyszy Twoje słowa i czeka już na Ciebie tu.
Jest noc, która nagle wszystko zmienia,
całe miasto śpi.
Jest sen, który w życie się zamienia,
robisz pierwszy życia łyk.
Jak ptak, wciąż pamiętam o wolności,
którą w sobie mam.
Jak brat pokochałem twe słabości.
Oddychaj szeptem, przytul mnie.
Oddychaj w ciszy, ogrzej mnie.
Czy wierzysz w cuda ?
Chcę przy nim czuwać cały dzień.
Zerwał się wiatr, który budzi nas z mocnego snu.
Ostatni raz, nie pamiętam bym płakał do słów.
On słyszy Twoje myśli, które chcesz przekazać mu.
On słyszy Twoje słowa i czeka już na Ciebie tu.
/Feel - Paul/
**************
A u mnie ostatnio muzycznie... Cóż poradzę - w duszy mi gra. Nad tym nie należy ubolewać ani płakać - z tego trzeba się cieszyć :-D Więc się cieszę z tych chwil maniakalnej radości :-))))
Nadzieja wykiełkowała mimo wielu przeciwności i spadających głazów. Nie damy się lawinie zdarzeń negatywnych! O! Taki manifest napisało moje serce i o dziwo - trzyma się go pazurami. I niech trzyma! Bo, Szanowni Państwo, moje serce uparcie wierzy w cuda. Tak uparcie, że i mnie przekonało. Wywieszę flagę w akcie poparcia tej idei! Bo cuda się zdarzają. Co więcej.. Każdy dzień w nie obfituje. Bowiem cudem jest każdy uśmiech, każde życzliwe spojrzenie, każda ciepła myśl... Ileż doświadczamy ich każdego dnia? Większości z nich nawet nie zauważamy.
piątek, 23 listopada 2007
Ciebie mam....
To tyle o pracy. A co prywatnie?
Cóż, serce chce śpiewać: "Ciebie mam i nic mi nie trzeba. Nieważny cały świat.." :-D
Krzyś dzielnie sekunduje i wspiera. Przetrwał nawet mój ostatni nocny atak paniki i histerii. Pełen podziw i szacunek :-)
Nieważny cały świat
Powiem to po cichu
Zostań ze mną chwilę
Kolejny dzień, kolejna noc
Chcę Ciebie non stop
Rano i po zmierchu
potrzebuję Ciebie
Kolejny dzień, kolejna noc
Chcę Ciebie non stop
Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
to wszystko jest łatwiejsze
lepszy cały świat
Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
wtedy nic nie jest ważne
Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Nieważny cały świat
Przytul mnie na chwilę
Chcę Cię mieć dla siebie
Kolejny dzień, kolejna noc
Bądź ze mną non stop
Czaruj mnie pomału
Czaruj mnie namiętnie
Kolejny dzień, kolejna noc
Dotykaj non stop
Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
to wszystko jest łatwiejsze
lepszy cały świat
Gdy Ciebie mam
dla siebie tak
wtedy nic nie jest ważne
Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Nieważny cały świat
Ciebie mam i nic mi nie trzeba
Wtedy nic nie jest ważne
wtorek, 20 listopada 2007
Między nami nigdy nic nie było...
W oceanie trudny sens
Chodzę ulicami niespełnienia...
Na poduszce Twoich ust
Dotknij oczu mych i oczaruj
Bo chcę byś była już
Była tu...
Osiągnęłam cel. Wyciszyłam się i uspokoiłam. Piosenka zlała się w jeden dźwięk. Serce śpiewa już wszystkie jej słowa... Jak wiele może sprawić muzyka, blask świec i lampeczka dobrego wina... I czas, czas, czas...
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię
Zagubiony w morzu słów westchnienia
W oceanie trudny sens
Chodzę ulicami niespełnienia
I wierzę że znajdę Cię
Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię
W filiżance szukam Twego smaku
Na poduszce Twoich ust
Dotknij oczu mych i oczaruj
Bo chcę byś była już
Była tu...
Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię.
Szukam Cię, dziś wiem gdzie Ty tam ja
Głód oczu mych mówi, że to jest Twoja twarz
Między nami nigdy nic nie było
Nasze dłonie nigdy nie spotkały się
Teraz już napewno wiem że to miłość
I dlatego mówić chcę Kocham Cię
Kocham Cię...
czwartek, 15 listopada 2007
Wiesz zaufaj mi jak chcesz, zaczaruj mnie jak chcesz,
Pokochaj kiedy ja sam ze sobą kłócę się.
Oddychaj dla mnie, spójrz czasem w oczy me,
Zastanów się, no zastanów się!
(...)
Największy wkład w rozwój ludzkości niektórzy przypisują mężczyznom. Mają wówczas na myśli malarstwo, muzykę, architekturę, rozwój nauki i techniki. Bycie kobietą kojarzy się wtedy z niższym statusem społecznym, z zależnością od mężczyzn, z bólem i trudem rodzenia dzieci. Tak widziana kobiecość jest traktowana raczej jak ciężar, niż jak powód do dumy. Tymczasem wychowanie dziecka czy troska o bardziej ludzkie oblicze ziemi, wymaga większego geniuszu niż zbudowanie komputera czy wieżowca. Dojrzała kobieta to natchnienie dla mężczyzn i błogosławieństwo dla ludzkości. Taka kobieta - aby być szczęśliwą - nie musi stawać się kopią mężczyzny.(...)
Kobiety są nazywane płcią "słabszą", ale żyją zwykle dłużej od mężczyzn, a ich organizm jest zaskakująco wytrzymały. Mężczyzna jest zdolny do cięższej pracy, ale potrzebuje regularnego odpoczynku. Kobieta potrafi dniami i nocami trwać na "dyżurze" przy tych, którzy potrzebują jej obecności. Zdrowie to dla kobiety cenne narzędzie miłości i to jest najważniejszy motyw, by troszczyć się o własny organizm.(...) Troska o ciało ma sens, gdy połączona jest z troską o rozwój duchowy. Poczucie bezpieczeństwa, oparte na fizycznej atrakcyjności, jest nietrwałe i zawodne.(...)
Kobiecy wygląd i ubiór, ton głosu, uśmiech, sposób poruszania się i zachowania wyraża wdzięk i harmonię nieosiągalną dla mężczyzny. Kobieta jest wrażliwa na piękno kształtów, kolorów i zapachów, ale też na piękno wewnętrzne: psychiczne, moralne i duchowe, na piękną miłość, czystość, gościnność, kulturę bycia. Zdumiewa i porusza pięknem swej troski o człowieka, pięknem odwagi i bezinteresowności. Pięknem, które przemienia środowiska dotknięte brzydotą materialną czy moralną.(...) Piękna jest kobieca filozofia życia, w której miłość i szlachetność ważniejsza jest niż przyjemność czy zysk. Kto dostrzega jedynie zewnętrzny urok kobiety, ten nie potrafi zachwycić się jej wewnętrznym pięknem. Szczęśliwa kobieta to więcej niż płeć piękna. To piękna osoba. (...)
Rodzice są zwykle przekonani, że łatwiej jest wychować córkę niż syna. Córki są bardziej posłuszne, pracowite, zdyscyplinowane. Nie jest to jednak cała prawda, gdyż córka jest bardziej niż syn wrażliwa na zranienia emocjonalne i moralne, na kryzys rodziców i negatywny wpływ środowiska. Mocniej przeżywa własne słabości i rozczarowania w kontakcie z innymi. Potrzebuje szczególnego wsparcia rodziców, nieustannych znaków miłości i troski, serdecznych rozmów i słów otuchy. Potrzebuje rodziców, którzy z czułością i dyskrecją wsłuchują się w jej radość i łzy, w jej słowa i milczenie, w jej wrażliwość i lęki, w jej poczucie osamotnienia czy bezradności. Wychowanie córki to pomaganie, by stała się artystką, a nie rzemieślnikiem w przeżywaniu i wyrażaniu człowieczeństwa. Wychowanie córki to towarzyszenie w narodzinach drogocennej perły. (...)
Najsilniej łączy się kobieta ze swoim mężem. To więź obejmująca ducha i ciało, oparta na miłości wiernej i wyłącznej. Łączy ją z nim intymność psychiczna, duchowa i fizyczna, która jest nieosiągalna w innych więziach. Żona jest niezwykłym darem dla męża i podobnego daru potrzebuje z jego strony. Uczy męża czułości i wierności. Pomaga mu w łączeniu seksualności z miłością. Wspiera więź męża z dziećmi. Stając się matką, pozostaje żoną, która nadal dba o swoją więź z mężem, o swój wygląd i swoją kobiecą atrakcyjność. Dzięki temu dzieci mogą czuć się kochane wewnątrz miłości rodziców, a po ich odejściu więź małżeńska nie ulega osłabieniu.
Żona pomaga mężowi rozwijać w sobie to, co najpiękniejsze. (...)
Mózg kobiet umożliwia lepszy niż u mężczyzn przepływ informacji między półkulą myślenia i półkulą emocji. Kobieca psychika jest lepiej dostosowana do kontaktu z osobami, gdzie trzeba jednocześnie myśleć i odczuwać. Kobiety funkcjonują na zasadzie współzależności. Chętniej pomagają i przyjmują pomoc. Mężczyźni szukają bardziej niezależności, dlatego stany samobójcze są u kobiet wołaniem o pomoc, a u mężczyzn wołaniem o śmierć. Dojrzała kobieta wie, że jej zmienne nastroje powodują zmienność myśli i zachowań. Rozumie, że psychika to "lustro", które odzwierciedla jej sytuację i jej więzi.(...)
Seksualność mężczyzny jest silnie powiązana z cielesnością, a kobiety bardziej zintegrowana z całą jej osobą. Trzymając kogoś za rękę, kobieta nie skupia się na dotyku, lecz na człowieku, na jego przeżyciach i potrzebach. Łatwiej panuje nad pożądaniem i uczy mężczyzn właściwej kolejności więzi. Bliskość fizyczna cieszy ją tylko w kontekście więzi duchowej i uczuciowej. Najbardziej intymne gesty rezerwuje do najsilniejszej więzi. Czuje się bezpieczna tylko wtedy, gdy seksualność połączona jest z miłością wierną i wyłączną, czyli małżeńską i gdy kontakt seksualny z mężem to czubek góry lodowej w morzu czułych słów, spojrzeń i gestów. W przeciwnym przypadku kobieta czuje się poniżona i dotkliwie cierpi.(...)
Szlachetna więź kobiety i mężczyzny to miejsce fascynacji i rozwoju. Kobieta wprowadza mężczyznę w świat dobra, prawdy, piękna i świętości. Otwiera na tajemnicę człowieka. Uczy miłości i czułości. Potrzebuje też wsparcia, podziwu, szacunku i opieki z jego strony. W chwilach kryzysu i słabości mobilizuje ją świadomość, że mężczyzna się o nią troszczy. Potrzebuje jego dyskrecji, cierpliwości, stanowczości i pogody ducha. Dzięki kobiecie mężczyzna odkrywa radość z czystej miłości, która jest nieosiągalna w inny sposób.(...)
zczególna wrażliwość kobiet na świat osób sprawia, że mówią one więcej i chętniej niż mężczyźni. Ludzie są przecież bardziej intrygujący i skomplikowani, niż rzeczy. Kobiety mają uszy, które więcej słyszą oraz oczy, które lepiej widzą. Dzięki temu łatwiej niż mężczyźni odczytują ton głosu, wyraz twarzy, sens spojrzenia. Łatwiej wczuwają się w myśli i przeżycia własne oraz swoich rozmówców. W kontaktach z innymi mówią zwykle o konkretnych ludziach i ich zachowaniu. Natomiast mężczyźni chętniej opowiadają o ekonomii, polityce czy sporcie. Sądzą, że to są istotne tematy. Tymczasem zdolność mówienia o osobach jest ważniejsza, niż wypowiedzi na temat świata rzeczy. Przyjazne i mądre rozmowy czasem dosłownie ratują komuś życie. (...)
Wielu mężczyzn sądzi, że to oni wnoszą największy wkład w rozwój ludzkości. Redukują dzieła rąk ludzkich do postępu w nauce i technice albo do produkcji dóbr materialnych. A przecież urodzenie i wychowanie człowieka jest nieporównywalnie bardziej kreatywne, niż skonstruowanie jakiegoś urządzenia. Dojrzałe kobiety są niezwykle twórcze duchowo. Dysponują fantazją miłości i geniuszem wychowawczym. Są natchnieniem mężczyzn w ich aktywności gospodarczej, kulturowej i politycznej. Mężczyznom trudno o pracowitość i zaangażowanie, gdy w ich życiu zabraknie twórczych kobiet. Popadają wtedy w apatię, bezradność i degradację psychospołeczną. Poprzez swoją agresję i wojny niszczą to, co zbudowali wspólnie z kobietami.
Przekazywanie życia i wychowanie człowieka to najbardziej genialna forma ludzkiej kreatywności.(...)
Kobieta potrafi być jednocześnie dobra i mądra. Kobieca dobroć jest zwykle bardziej cicha i bezinteresowna oraz mniej widoczna, niż dobroć mężczyzn. Kobieca mądrość dotyczy świata osób i jest ważniejsza niż wiedza mężczyzn na temat świata rzeczy. Kobieta komunikuje dobroć i mądrość łagodnie, a jednocześnie w sposób czytelny i przekonujący, gdyż przeżywa miłość i prawdę całą sobą, a nie tylko umysłem. (...)
Nie jest łatwo być dojrzałą kobietą, czyli kimś szczególnie wrażliwym na człowieka, miłość, więzi, uczucia. Kobieta w kryzysie skupia się przesadnie na sobie, przeżywa skrajną zmienność nastrojów, bolesne lęki, natrętne myśli, katastroficzne wyobrażenia. Wchodzi w toksyczne więzi z ludźmi, którzy przeżywają jeszcze większy niż ona kryzys i którzy ją krzywdzą. W "najlepszym" przypadku staje się bezradna i naiwna. Ulega manipulacjom oraz fizycznej, psychicznej i moralnej przemocy. Nie próbuje się bronić. W najgorszym przypadku staje się cyniczna, okrutna, zazdrosna, przewrotna, rozwiązła. Plotkuje, prowokuje, niepokoi. Okazuje się mistrzem w zadawaniu bólu. Staje się groźniejsza od cynicznych i zdemoralizowanych mężczyzn. (...)
Kobiecość nie uznaje przeciętności, gdyż świat osób stawia wyższe wymagania niż świat rzeczy. Mimo wewnętrznych trudności i zewnętrznych zagrożeń, wiele kobiet dorasta do swego geniuszu. Nie ulegają one sloganom, że kobieta jest "warta" nowych kosmetyków, ubrań czy telefonów. Wiedzą, że kobiety są warte czegoś znacznie więcej. Są warte szacunku, wdzięczności, podziwu dla ich uroku, ich sposobu bycia matką, żoną, siostrą, córką, współpracowniczką, dla ich niezastąpionego wkładu w życie rodziny i społeczeństwa. Gdy otrzymują miłość i wsparcie, wtedy dosłownie rozkwitają w swojej kobiecości. Stają się najlepszym przyjacielem i najwierniejszą towarzyszką życia . Postępują jak duchowe księżniczki i wymagają od mężczyzn, by tak je właśnie traktowali. Wiedzą, że nic mniej nie wystarczy kobiecie, by czuła się szczęśliwa i spełniona."
środa, 14 listopada 2007
JAK ANIOŁA GŁOS, USŁYSZAŁEM JĄ, POWIEDZIAŁA PATRZ
TAK TO ON, NA ROZSTAJU DRÓG STOI DOBRY BÓG
ON WSKAŻE CI DROGĘ
TAK TO ON, NA ROZSTAJU DRÓG STOI DOBRY BÓG
ON WSKAŻE CI DROGĘ
JUŻ POD KONIEC DNIA WIDZĘ OBRAZ SWÓJ,
WIDZĘ MIEJSCA W KTÓRYCH BYŁEM, WIDZĘ LUDZI TŁUM
JUŻ POD KONIEC DNIA PUSTEJ SZKLANKI DŹWIĘK
TO CHYBA SEN...
W PUSTEJ SZKLANCE POMARAŃCZE TO DOBYTEK MÓJ
JUŻ POD KONIEC DNIA, PUSTEJ SZKLANKI DŹWIĘK
TO CHYBA SEN...
WIDZĘ USTA W KTÓRYCH NIE RAZ SWÓJ TOPIŁEM BÓL
JUŻ POD KONIEC DNIA, SŁYSZĘ CICHY SZEPT
TO CHYBA SEN...
WIDZĘ DŁONIE, CZUJĘ SERCE, TO IDEAŁ MÓJ
JUŻ POD KONIEC DNIA, LECZ NIE SAM-
-LECZ NIE SAM!
***
Ostatnio przepełnia mnie optymizm. Niczym nieograniczony... I to jest piękne uczucie... Jak Anioła głos szepczący prosto w Serce... Zapomniałam już jak wspaniały potrafi być uśmiech i ciepło z niego płynące. Aż chciałabym się podzielić tym ciepłem z całym światem... a na dworze zimno! W taki dzień jak dziś chciałabym piec ptysie. I faszerować je bitą śmietaną. Dlaczego ptysie? Bo lubię ptysie. Dziś sama czuję się jak ptyś: wielki, słodki i niemożliwie miękko rozpływający się w ustach. A ja się rozpływam w uśmiechu....
środa, 31 października 2007
O dziadach, z którymi czasem trzeba się borykać...
czwartek, 18 października 2007
A ziemia toczy...
Laba labą, ale czas najwyższy wrócić do formy - i to szybko. Cały miesiąc zajęć przepadł. Na zajęciach u Moh sporo do nadrobienia, na zajęciach u Jasmin jeszcze więcej - cały układ zaliczeniowy. Dam radę! :)
Układam listę życzeń i plan na kolejny rok, bo listopad zbliża się nieubłaganie. W domu znów zapachnie cynamonem. Taka tradycja. Poza Świętami Bożego Narodzenia w moim domu cynamonem pachnie tak mocno tylko w listopadzie. Cynamonem i goździkami. W listopadowe szare wieczory robimy grzańca i objadamy się jabłkami z cynamonem. Dlaczego? Bo listopad to mój miesiąc :) Mama swój obchodzi w październiku, tata w maju, mój brat w czerwcu, Krzysiek w lipcu.. A listopad jest mój - póki ziemia toczy swój garb uroczy :))))
piątek, 12 października 2007
Nadszedł ten dzień...
Zastanawiałam się ostatnio, co mnie wkurzało przez cały czas leczenia. Doszłam do wniosku, że była to jedna rzecz. Bynajmniej nie chodzi o ciągłe pytania rodziny i znajomych - dało się z tym żyć. Ale ta ciągle powtarzająca się rada: "Wyluzuj się". Do tej pory zgrzytam zębami gdy usłyszę... Gdy uznajemy niepłodność za chorobę trudno jest zaakceptować takie słowa od lekarza. Czy jakikolwiek chory na cukrzycę, stwardnienie rozsiane czy nowotwór albo chociażby zwykłą grypę, w trakcie leczenia słyszy" Wyluzuj się"? Czy wszyscy zadręczają ich opowiastkami o osobach, które przestały myśleć o swojej chorobie i po wielu latach (ba, nawet dziesięciu!) wyzdrowiały?
A do tego dylemat na tle religijnym. Która z kobiet leczących się w kierunku niepłodności nie słyszała, że może Bóg nie chce żebyśmy miały dzieci? A my się faszerujemy lekami wbrew Jego woli? Której to nie przeszło przez myśl? To nie ułatwia walki i życia, i tak pełnego bólu i cierpienia. Gdy po latach bezsilnej batalii stajemy przed decyzja zapłodnienia in vitro, dowiadujemy się, że popełniamy grzech ciężki nie do wybaczenia. Tak bardzo pragnę mieć dziecko, a gdy robię wszystko co w mojej mocy nie mogę przyjąć komunii? Dlaczego nie mogę walczyć ze swoją chorobą z podniesioną głową, przy wsparciu lekarzy, Kościoła i znajomych? Czy to ciągłe miotanie się moralne i zadręczanie nie wpędza mnie w chorobę jeszcze bardziej?
Są jeszcze inne aspekty - takie objawy niepożądane - składowa leczenia - zupełnie niezależne i przychodzące ukradkiem. Pięknie opisano je w "Charakterach" :
"Owulacja palce lizać, plemniki jak pershingi - cieszy się ginekolog patrząc w ekran monitora - no to dziś wieczór do roboty. A za dwa tygodnie ciąża jak malowana. Mówi tak już od pięciu lat, odkąd Anna i Marek leczą się z powodu niepłodności. Anna przez rok mierzyła codziennie temperaturę. Każdy miesiąc to nowa szansa na dziecko. Lata lecą, oni już niemłodzi, trzeba dostosować się do rytmu leczenia i ciągle pilnować, kiedy jest ten najlepszy moment.
Niepłodność dotyka w Polsce co piątą parę. Rodzi depresję, lęk, wstyd, czasem wzajemne obwinianie się partnerów. Poddaje trudnej próbie życie seksualne. Wiele par skarży się: nie mamy już ochoty na seks.
Anna i Marek wychodzą od lekarza i już w samochodzie dochodzi do sprzeczki. "Właściwie nie wiadomo o co, o jakąś bzdurę." "Jest w tym jakaś prawidłowość' - myśli Anna.- To pewnie dlatego, że znowu przez dwa tygodnie będziemy żyć nadzieją" Wracają do domu. On włącza telewizor, ona zamyka się w kuchni. Oboje odwlekają moment pójścia do łóżka. Na seks nie mają kompletnie ochoty. Bo trzeba zrobić "na gwizdek". Ale muszą się przełamać, bo inaczej kolejny miesiąc zmarnowany. Anna nie pamięta, kiedy robili to z ochotą. A przecież kiedyś było inaczej. Seks sprawiał im tyle przyjemności. Marek zasypia przed telewizorem. Anna budzi go, z udręką w głosie mówi: chodź, musimy to zrobić.
Następnego dnia zwierza się przyjaciółce, jak bardzo oddalili się z mężem od siebie. Pożądanie stało się dla nich pustym słowem. Kiedy nie muszą współżyć, nie mają na to kompletnie ochoty. Czasem czuje, jakby nie byli w łóżku sami. Złości ją, że ktoś im mówi, kiedy się mają kochać. I podaje się, bo przecież chcą mieć dziecko.
Seks w służbie zajścia w ciąże rujnuje niejedno małżeństwo. Leczenie niepłodności ingeruje w pożądanie i intymność pary. Poczucie przymusu rodzi wściekłość, upokorzenie i bunt, że ktoś obcy ma kontrolę nad współżyciem. Pacjentki często mówią: wiem od początku, że nic z tego nie będzie, a jednak robię to. Ale organizm też buntuje się wobec przymusu.
Pomocy psychologiczna i terapia dla osób leczących się z powodu niepłodności ma na celu między innymi odbudowanie często zrujnowanego życia seksualnego, tak, aby przestało być traktowane jedynie jako sposób na posiadanie dziecka. Nieprzypadkowo do poczęcia dochodzi często podczas wakacji, albo wtedy, gdy para rezygnuje z walki o posiadanie dziecka, a seks odzyskuje swoje dawne znaczenie.
Krystynę od miesięcy prześladuje ten sam sen. Śni jej się, że idzie ulicą i zatrzymuje się przed wystawą z napisem "Drzewa owocowe". Przez szybę dostrzega swojego męża. On nie zauważa jej wpatrzony w młodą, uśmiechniętą kobietę. Kobieta, w przeciwieństwie do Krystyny, ma szerokie biodra, duże piersi. I Krystyna wie, że on właśnie wybrał tę kobietę na matkę swojego dziecka. I budzi się z krzykiem.
Od sześciu lat są małżeństwem. Pobrali się dwa lata po studiach. Wspólnie podjęli decyzję, że poczekają z dzieckiem. Wyjechali za granicę, by zarobić na własne mieszkanie. Po powrocie okazało się, że Krystyna nie może zajść w ciążę i czeka ją długie leczenie hormonalne. To był wstrząs. Nigdy nie należała do osób śmiałych i pewnych siebie. Teraz popadła w stan przygnębienia i apatii. Czuła się winna. Nigdy też nie była ulubienicą teściowej. Ta zarzucała jej zwlekanie z urodzeniem dziecka. Dawała tez do zrozumienia, że przy jej szczupłej sylwetce może nie być płodna. "Suche drzewa, które nie dają owoców, należy ścinać" - często powtarzała. Ten motyw pojawił się we śnie.
Krystyna nie czuje się w pełni kobietą, odkąd wie, że może nie być matką. Wszystko zaczęło ją drażnić, wybucha złością, albo potrafi przepłakać cały wieczór. Przestała spotykać się z koleżankami, zwłaszcza z tymi, które już są matkami. Obsesyjnie myśli o tym, że jest gorsza od innych kobiet, mało kobieca, zbyt chuda. Boi się, że maż ją opuści, bo nie urodzi mu dziecka. Mimo, że nigdy nie zarzucał jej tego, wręcz przeciwnie, troszczył się i współuczestniczył w leczeniu. Stała się wobec niego agresywna i odrzucająca. Na propozycje współżycia reaguje niechęcią albo złością. Zarzuca mu, że robi to z litości. Przecież bezpłodna kobieta nie może budzić pożądania. Jest pewna, że chciałby ją zostawić. Wcześniej ich życie seksualne układało się dobrze. Byli dobrana parą.
U kobiet, leczących się z powodu niepłodności, często zmienia się obraz ciała. Wydaje im się, że są mało kobiece, mniej atrakcyjne od innych kobiet i nie budzą już pożądania. Wierzą, że inni tak właśnie je spostrzegają. I zgodnie z tym wyobrażeniem zachowują się wobec partnera. Odrzucają go również seksualnie. Zdezorientowany partner często wycofuje się, co potwierdza obawy kobiety, że nie jest już atrakcyjna. Dopóki kobieta nie oddzieli sfery seksu i obrazu siebie jako kobiety od niemożności zajścia w ciążę, narażona jest na negatywne emocje, a w konsekwencji obniżenie popędu seksualnego.(...)
Pary leczące się z powodu niepłodności narażone są na pułapkę zniechęcenia seksem, traktowanym instrumentalnie. Niepłodność jest chorobą, a nie wyrazem braku kobiecości lub męskości."
Czy ktoś nas na to przygotował? Czy ktoś o tym mówił? Przez lata ten temat był tabu. Nawet próba rozmowy z własną rodziną bywa kwitowana: " a co ty opowiadasz? jesteś jeszcze młoda, masz czas... wyluzujcie się" i kółeczko się zamyka.
Tylko, że ja się nie chcę wyluzować... Ja najzwyczajniej w świecie chcę być matką... Jak mam sobie powiedzieć po latach nadziei i wiary, która gaśnie co miesiąc, że może warto zająć się czymś zupełnie innym?
czwartek, 27 września 2007
Uziemiona...
Zostałam uziemiona - na dzień dobry do 10 października... Mam zmienić tryb życia z aktywnego na kanapowy, fotelowy czy inny nie wymuszający chodzenia. Chyba uświrknę przez ten czas...
Niewłaściwe rozgrzanie i rozciągniecie mięśni i ścięgien przed ostatnim maratonem treningowym zaostrzyło stan zapalny rozcięgna, który rozwijać się musiał w piętach już od kilku miesięcy... I czeka mnie teraz terapia zastrzykowa (czy wspominałam, ze NIENAWIDZĘ igieł?), leżenie i fizykoterapia (laser, ultradźwięki i inne przyjemności)...
I co najgorsze - przerwa od tańca... to boli chyba najbardziej...
wtorek, 18 września 2007
Nowa siła :))))
Zajęcia u Jasmin są inne od tych u Moh. Moje pierwsze wrażenie z nich - przerażenie, gdy zaczęła mówić czego będzie wymagać. Pierwsze wrażenie zatarła lekcja - było super. Podobało mi się ćwiczenie koordynujące biodro - rękę - głowę. I możliwość uświadomienia (bolesnego) sobie, że mam dwa pośladki, a każdy z nich stanowi odrębny mięsień :D Przypomniały mi się jedne z pierwszych zajęć u Moh - że mam dwa biodra i one potrafią się ruszać :D:D:D:D W zasadzie obiektywnie muszę stwierdzić, że moja fascynacja tańcem brzucha rozwija się zdrowo na świetnej pożywce jaką jej funduję. I gdyby fundusze pozwoliły a doba trwała dłużej, ganiałabym na taniec 5 razy w tygodniu :D:D:D Niestety czas (niedobry on!) nie chce nagiąć się troszeczkę a pieniądze (wstrętne złośliwce!) nie chcą się rozmnożyć - zostaje mi ćwiczenie w domu :)))
Humor dodatkowo poprawił mi e-mail od Kamili :))))) He he :))))) Znalazłam prezent urodzinowy dla siebie :D:D:D W dodatku Pan Mąż i Przyjaciele zgodzili się go sponsorować :D:D:D Będzie małym (no troszkę większym) cudem :D Jedyny w swoim rodzaju i pasujący na mnie! :D:D:D:D Będzie boski jak i ja będę w nim boska :D :D:D:D
Hmm.. Chyba przegięłam z tą boskością :D:D:D hahahahaha
poniedziałek, 17 września 2007
Marzenia też umierają...
sobota, 15 września 2007
piątek, 14 września 2007
Bez tytułu...
czwartek, 13 września 2007
Dzień dobry. Jestem uzależniona...
wtorek, 11 września 2007
Pozwól mi zatonąć...
Kolejna faza księżycowa... Tym razem jakoś niezauważona, bez zbędnych emocji. Bez złości, żalu, płaczu. Może to kwestia ostatnio podjętej decyzji, by znów spróbować - od początku... Obudziłam w sobie nową nadzieję i pod wpływem chwilowego kaprysu podjęłam postanowienie, że będę ją pielęgnować. Ot tak... Przecież nie zaszkodzi... Wizyta w klinice dopiero za miesiąc... Powtarzam sobie, że to ostatnia próba, że więcej nie zniosę... Śmieję się w duchu - wiem, że to kłamstwo, i tym razem nawet powtarzane 100 000 000 razy nie stanie się prawdą - zniosę i sto takich prób. Gasnąc z każdą z nich... I po co?! By w końcu mieć PEWNOŚĆ, że nic się nie zmieni... Wtedy zacznę mozolny proces odbudowy zburzonego świata i nauczę się żyć od nowa - w niebycie... Albo wręcz przeciwnie. W efekcie którejś próby poczuję jak serce wypełnia radość, w ciało wstępują nowe siły, a w głowie kołacze się szaleńcza myśl: UDAŁO SIĘ! I to, co do tej pory tak bolało przestanie istnieć i mieć znaczenie...
Dla tej właśnie chwili znów zagryzam wargi, chowam dumę i godność do kieszeni, i czekam jak pies pod progiem... Zaczynam odliczanie... Do dnia, w którym Los, jak Cezar, zdecyduje wedle kaprysu - każąc mi zabić bądź ocalić Nadzieję...
Wytrwam... Obiecałam sobie, że wytrwam...
Zaczynam:
Lubię swoje oczy. Bo są zwierciadłem duszy, bo zmieniają kolor w zależności od mojego nastroju, bo widzą więcej niż bym chciała widzieć... bo widzę, że są smutne... to dlatego, że zimno na dworze... zmarzły...
"Orgazm to nic innego jak zatapianie mózgu endorfinami..."
Pozwól mi zatonąć...
niedziela, 9 września 2007
Jakoś mi tak...
Dom wydaje się jakiś pusty...
Moje emocjonalne zapotrzebowanie na przytulenie zwierzaka muszę chwilowo zaspokajać głaskaniem kota Agi. Bo Aga wyjechała. Teraz maszeruje gdzieś po tunezyjskiej ziemi. A kotem ktoś się musiał zająć... Nie żebym miała coś przeciwko, ja Tygryska lubię... i lubię go miziać za uszkiem... Ale jakoś mi tęskno za Luniakiem...
piątek, 7 września 2007
Nie patrz na to miła....
- "Świat jest taki, a nie inny
- i zapewne się nie zmieni -
- ogłosili wczoraj słynni dwaj uczeni,
- a w przypadku słynnych ludzi
- każda myśl jest całkiem dobra,
- więc ci goście otrzymali zaraz Nobla.
- Mieli rację - jest jak było,
- czyli całkiem nieciekawie,
- w rowie leży pierwsza miłość po zabawie.
- Jak się bawić - to się bawić.
- Krzyż na szyi, w dłoni "seta",
- i na niebie czasem zjawi się kometa.
- Zamknij oczy, nie patrz na to moja miła,
- pod powieką znacznie lepsze są obrazy,
- i w tym nasza siła,
- i w tym nasza siła,
- że umiemy jeszcze czasem marzyć.
- Jak się bawić - to się bawić,
- a tu biedy coraz więcej,
- i ważniejszy jest karabin - niźli serce.
- Tutaj się zabawą żyje,
- za to tępe rządzą głowy,
- a czasami kretyn z kijem bejsbolowym.
- Nie patrz miła na to wszystko,
- człowiek musi się szanować,
- niech nie schyla się za nisko twoja głowa.
- Lecz na chwilę - moment jeden,
- za to z góry ci dziękuję,
- otwórz oczy tylko, kiedy mnie całujesz.
- A na resztę zamknij oczy moja miła..."
Przychodzą dni, kiedy chce mi się tylko wyć... Ratuje mnie wtedy ta piosenka "Pod Budą". Właściwie Sikorowski ma odpowiednią, taką kojącą barwę głosu... Gdy nie pomaga pisanie i płacz, wtedy sięgam po ich płyty... Dziś słucham tego kawałka w kółko...
czwartek, 6 września 2007
Whatever happens...
Prawda stara jak świat i zawsze aktualna. Po koszmarnym początku tygodnia i wczorajszym dołeczku zaczynam dochodzić do siebie. Dzięki za linkę i windę - cholernie się przydały XD i co najważniejsze: ZADZIAŁAŁY!
Wszystko strasznie pędzi - sama przestaję nadążać. Zmiany przewijają się przez moje obecne życie z prędkością nadświetlną - zanim zdążę zastanowić się nad skutkami jednych, już przed oczami mijają następne...
I to mnie dobija troszkę...
piątek, 31 sierpnia 2007
Dwa razy pod obojczyk...
"Słowami też można dotykać, nawet czulej niż dłońmi"
Odbyłam spacer w S@motność... Mój egzemplarz leży teraz u M. i D. na półce, albo gdzieś na podłodze, a może na biurku.. a może myszy go zjadły ;))) Ale by odbyć ten spacer nie potrzebuję książki - te wszystkie słowa mam wyryte w sercu...
Rozum powiedziałby: Ty się, Serce nie wywyższaj...
Serce odcięłoby się: Ty Rozum i tak tego nie pojmiesz...
I toczyliby zaciętą dyskusję o życiu ;)
Do rozkoszowania się (tak, tak: rozkoszowania się) tym spacerem brakuje mi jedynie tak prozaicznej rzeczy jak kominek. Po pierwsze dlatego, ze jest mi zimno :) Po drugie, bo zawsze chciałam mieć kominek... Po trzecie, bo pasuje mi jakoś do tych moich spacerów w przeszłość...
Usiadłabym na miękkim chodniczku przed kominkiem, oparła plecami o fotel, wyciągnęła stópki w stronę ognia i powolutku sącząc czerwone wino uśmiechałabym sie na wspomnienie słów:
"(...) orgazm to nic innego jak zatapianie mózgu endorfinami."
Zamyśliłabym sie nad: "chociaz nie odważył się jej o to zapytac, byl pewien ze sie masturbuje. Była zbyt inteligentna, aby tego nie robić.
Był pewien że ona masturbuje sie, myśląc o nim. Tak, to była właśnie ta wyłączność: być w jej mózgu i w jej palcach - w takim momencie..."
I przeciągnełabym sie z uśmiechem przy: "Nigdy nie szukał erogennych miejsc na moim ciele. Założył, że kobieta jest erogennym miejscem jako całość, a z tej całości itak najbardziej erogenny jest mózg."
Właściwie ilekroć wracam do S@motności, tyle razy odkrywam w niej coś nowego. Kiedyś nie umiałam czytać jej nie rycząc jak bóbr - poruszała struny we mnie, o których wolałam zapomnieć. Ale czy warto zapominać? Przecież " przeżycia są najważniejsze. Tylko dla przeżyć warto żyć. I dla tego, by móc je komuś potem opowiedzieć." Każdego dnia życie dostarcza nam nowych, nie rozgranicza na te przyjemne i te naprawdę paskudne. Ale każde z nich coś w nie wnosi, coś z czego mozemy wyciągnąć wnioski, coś, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć siebie lub innych. Czy warto więc o nich zapominać?
Ten powrót do S@motności był spokojny - bez płaczu, bez zbędnego myślenia o osobie, od której książkę dostałam... Ten różnił się od innych powrotów - był... w pewnym stopniu oczyszczający... jak sen...
Może czas sprawdzić czy rzeczywiście "Sen, każdy sen, jest jak psychoza. Ze wszystkim, co do niej należy: pomieszaniem zmysłów, szaleństwem, absurdem. Taka krótkotrwała psychoza. Nieszkodliwa, wprowadzana za zgodą i kończona z własnej woli poprzez przebudzenie. Oczyszczająca." ?
Zasnę ze świadomością, że:
a
czwartek, 30 sierpnia 2007
Ogromna herbu Głupawka
Dzień totalnie wariacki, ale w sensie pozytywnym. Jak dalej tak pójdzie to niedługo jednak zmienię pracę. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć: zostanie mi jedna :)))) Wczoraj zgodzili się na moje warunki, więc wygląda na to, ze chyba rzeczywiście zależy im na tym bym dołączyła do ekipy. To miłe i niezmiernie budujące :))))
Gdy zaczynałam współpracę z nimi, o projektach wiedziałam bardzo niewiele. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się bardzo dużo i spodobała mi się ta praca. Pełna wyzwań, w kręgu fajnych, bystrych, szybko i kreatywnie myślących ludzi... To chyba jest to co Tygryski będą lubić najbardziej.... Aczkolwiek nie powiem, żebym za starą pracą nie tęskniła. Zostawiam w niej kawałek siebie, ze już nie wspomnę o współpracownikach... Za nimi chyba najbardziej będę tęsknić. Za Ewą, z która przepracowałyśmy wiele lat razem. Za Alinką której ciepło i dobry humor niejednokrotnie eliminowało wszelkie oznaki chandry. Za obiema Monikami... Za poranną kawą w Statystyce... No i za Piotrem... Dawno tak świetnie nie pracowało mi się z żadnym facetem..
Z resztą funkcjonowanie w jednym dziale nie kończy się tylko na pracy. Przede wszystkim są rozmowy. Rozmowy o wszystkim i o niczym. O życiu, o polityce, o filmach, o literaturze... O dzieciach - chociaż ja swoich nie mam. Piotr oprócz wiedzy ekonomicznej posiadł tajniki psychologii... Fajnie jest rozmawiać o zachowaniach i reakcjach na różne sytuacje rozkładając je na czynniki pierwsze i analizując. To są rozmowy, które nie tylko poruszają fascynujacą mnie dziedzinę życia ale również pobudzają intelektualnie, skłaniają do rozwoju :))) I tych rozmów będzie mi bardzo brakować...
***************************
Zajęcia z TB. Było bosko. Opanowała mnie totalna głupawka, która dała o sobie znać już w samochodzie.
Bo jak dziewczynki zachowuje się fujarek? :)))))))))))))))))))
Zajęcia wyjątkowo mi się podobały - powoli i niespiesznie ćwiczyłyśmy koordynację. Słusznie! Brakuje nam jej troszkę, przynajmniej większości ;) A wszystko początkowo przy troszkę zalatujących tribalem dźwiękach.. Bardzo przypominały mi niektóre kawałki z Arabic Lounge. Swoją drogą to całkiem przyjemny zestaw instrumentalnej muzyczki z naleciałościami orientalnymi. Nieźle mi się przy niej odpręża. Chociaż Nancy Ajram też ładuje mnie dodatkową porcją energii. Wracając do zajęć to chyba z Asią wyprowadziłyśmy Moh troszkę z równowagi rozwalając mu odrobinkę plan i ćwiczenia atakami głupawki :) ale cóż... czasem słońce czasem deszcz jak to mówią :))))))))))))))
Ogólnie rzecz biorąc wybranie się na zajęcia z TB to jedna z najlepszych rzeczy w moim jakże krótkim i burzliwym życiu ;) Wróciłam do czegoś co KOCHAM - czyli do tańca.. i to takiego w którym nie potrzebuję partnera! Zmiłowanie! :))))))))))))))) Poza tym szalenie mi się podobają zmysłowe ruchy, kobiecość bijąca z tancerek, doskonała świadomość zarówno swojej psychiki jak i ciała. By tańczyć dobrze, bardzo dużo mi jeszcze brakuje, ale trening czyni mistrzem... Tak więc ćwiczę, pracuję nad płynnością ruchów, nad ósemkami, nad shimmy, nad równowagą, nad dopracowanymi ruchami dłoni, rąk, bioder, brzucha... nadal mam jeszcze za sztywne nadgarstki, wężowe ruchy rąk nie wyglądają jak powinny... ale się pracuje :D Za to zyskałam akceptację siebie, głębsze zrozumienie tego co się ze mną dzieje, subtelność, miękkość ruchu... zalety i pozytywne skutki mogłabym tu mnożyć i mnożyc :D
Po zajęciach wyszłam bardzo przyjemnie zmęczona marząc o gorącej kąpieli. Po powrocie zanurzyłam się w w ciepłej wodzie pachnącej cedrem i jaśminem wśród blasku świec i dźwiękach kilku spokojnych ballad i szklaneczką Bailey'a... I tego było mi trzeba... BTW - dzięki Asiu za poddanie pomysłu...
środa, 29 sierpnia 2007
Erotyk ze wstążką
Zamiast dyskusji cosik na dobranoc autorstwa Lilly Lataus
"
wyjmujesz mi
z włosów wstążkę
a ja czuję
jakbyś mnie rozbierał
kocham cię tak głośno
już szeleszczą o tym
moje sukienki
krzyczą ziarenka piasku
na parapecie
myśli uciekają
do twoich ciepłych krajów
a ty się dziwisz
że wstążka taka czerwona"
Sennych marzeń... nawet tych które na zawsze pozostaną marzeniami.... :)
Walka z wiatrakami
dominacja - panowanie, przewaga, górowanie nad kim, czym.
forsować - przeprowadzać coś zdecydowanie; wymuszać, wywalczać, wywojować; przekroczyć, zdobyć, opanować szturmem (most, bramę, barykadę, przejście).
Dziś zamierzam przeforsować korektę wniosku i zamknąć w końcu ten nieszczęsny i katorżniczy okres w moim życiu (przy następnym nie będzie tylu niedociągnięć:>) Zdobędę szanowną instytucję wdrażającą szturmem, wywalczę wszystko co jest do wywalczenia i odejdę z poczuciem dobrze wykonanej pracy oraz spełnionymi marzeniami o chwilowej dominacji.
Rozum: Dobrze się dziś czujesz?
Serce: Dziękuję lepiej.
Rozum: Nie spałeś Serce zbyt wiele.
Serce: Bo tęsknię, Rozumku. Gdy tęsknię nie sypiam zbyt dobrze. Ty za niczym nie tęsknisz?
R: Nie, ja tylko jestem głodny.
S: Ty głodny? Rozumy nie jedzą!
R. : Mylisz się, Serce... Odczuwam ciągły głód wiedzy, głód poznania... a karmią mnie tylko jakąś rąbanką bezwartościowych informacji dla mas. Czy Ty wiesz, jak trudno się na tym rozwijać?! Jak trudno wyłowić prawdziwe myśli? Szkoda cennych słów, Serce...
S: Wiesz, Rozumku, wydaje mi się, że to chwilowy stan rzeczy... że minie... Ale może prześpij ten czas, zahibernuj...
R: To byłoby wyjście. Ale ja się tego boję, Serce. Że jak usnę, to zniknę, zapadnę się w siebie, umrę... Zostaje mi tylko ta walka z wiatrakami...
1) nie sforsowaliśmy szacownej instytucji wdrażającej,
2) ambicje i marzenia o dominacji nadal pozostały niespełnione,
3) walka z wiatrakami trwa,
ale
4) po ciężkiej bitwie zdołaliśmy odeprzeć wroga za miedzę i ZDOBYLIŚMY PRZYCZÓŁEK!
Pamiętajmy, że choć bitwę wygraliśmy, ta wojna się nie skończyła.
Erotyk pewnej chwili
i pod łóżkiem
na rogu stołu i na podłodze
gryzł i kąsał
Twoje białe ciało
rozwierał ustami Twoje uda
zdrapywał pazurami obce
pieszczoty z Twoich piersi
aż staniesz się łagodna przezroczysta
w swojej nagości
i tylko
moja
będą przybywać Ci zmarszczki
i siwieć włosy
a Ty będziesz wciąż piękna
zasadzona jak trwałe drzewko
tą chwilą w moich oczach
/B.M. Bartosiewicz/wtorek, 28 sierpnia 2007
Będzie burza...
Ogrom pracy od wczoraj się nie zmniejszył, tylko czas się skurczył - termin nadchodzi nieubłaganie. A ja znów nie mogę się skoncentrować. Rozproszenie wisi w powietrzu, tak jak burza (ta naturalna) A za mną wiszą jagody - właściwie nieodparta ochota na nie... Kto ma jeszcze troszkę zachomikowanych?
| ignorować - celowo, świadomie nie zauważać; nie brać pod uwagę, lekceważyć. |
Ile rzeczy ignorujemy codziennie?
Ja świadomie nie zauważam denerwujących nawyków mojego brata - póki z nami mieszka... Chociaż czy mogę mówić ignorowaniu ich jeżeli odliczam czas do jego wyprowadzki?
Ignoruję spojrzenia robotników z budowy, gdy codziennie mijam ich pędząc na autobus, lekceważę ich gwizdy i śmiechy...
Nie biorę pod uwagę, że inni dopuszczają możliwość popełniania przeze mnie błędów...
Nie zauważam... czego jeszcze?
Właśnie dodałam kolejnego demona do mojej kolekcji. Nazywa się Organizacja Czasu - potrafi być wyjątkowo podły i podstępny, atakuje gdy najmniej się tego spodziewasz. Ale to chyba charakterystyczna cecha wszystkich demonów - czekają na chwile Twojej słabości by ukąsić. A gryzą cholernie mocno...
17:51
Powtarzam sobie - byle do piątku, może troszke odetchnę, na spacer się wybiorę. Ale taki samotny... Znów łapię sie na tym, że chcę uciekać od ludzi. Gnać bez oglądania sie za siebie. Nie słuchać, nie patrzeć - tylko biec. Jak najdalej od codzienności, od pracy bez satysfakcji, od pustego chwilami domu... Marzy mi się łąka - pełna trawy i kwiatów, a jeszcze lepiej polana w lesie... O! Właśnie! Połaziłabym boso po Puszczy Augustowskiej - tam zawsze trawa była najbardziej miękka, a rosa o poranku najmniej zimna. Tam zawsze było spokojnie i cicho, samotność nie była samotna, a ja mogłam być sobą od początku do końca...
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
Serce mi uciekło...
Bardzo się zmieniłam przez kilka ostatnich miesięcy - złośliwość Skorpionia ze mnie wychodzić zaczęła, jak Prezesowi słoma z butów. Ech. Może to zmęczenie pracą - przestała stanowić miłe wyzwanie, a stała się uciążliwa. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że czas się pożegnać z tą szacowną instytucją i poszukać czegoś innego. Może wrócę do wizażu... a może wznowię mozolne leczenie i tym razem nie dam się depresji? Hehe... Już się widzę latającą codziennie do lekarza, siadającą grzecznie w poczekalni i czekającą spokojnie na kolejne usg... Nic z tego... Jeszcze za wcześnie. Poza tym gdzie ja znajdę lekarza w Warszawie, który przetrzyma moje przekleństwa i pretensje, i niecierpliwość (o niej nie można zapomnieć :P ). Z drugiej strony wszyscy Ci mądrzy profesorowie mogliby wymyśleć w końcu coś innego niż rozkładanie rąk z bezradnym uśmiechem i słowami: "proszę mieć nadzieję" - to takie uzasadnienie do bezkarnego faszerowania pacjentów lekami w chwilach gdy sami nie wiedzą co się robić i czemu terapia nie działa - "przecież to z pewnością nie zaszkodzi"
I serce wtedy ucieka... Jak dziś...
Ale dzis sama bym uciekła na Szmaragdową Wyspę - za K.rzyśkiem, za myślami, za sercem, za spokojem...
Zamiast tego siedzę w sypialni zawalonej papierami, czuję jak czas mi przecieka przez palce i usiłuję wymyśleć logiczne wyjaśnienia do korekty wniosku. Bleh. Dziadostwo!
Ile razy w ciągu dnia można pomyśleć o seksie? Mężczyźni podobno myślą tylko o nim. A jak jest z kobietami? Jest jakaś norma? Jakaś granica? Hmmm... kolejna do przekroczenia ;D
Tyle że nie w moim przypadku - ostatnio myślę głównie o seksie. Nawet gdy siedzę zatopiona w cyferkach po uszy - nie zdawałam sobie sprawy, że można mieć tyle skojarzeń w stosunku do cyfry 2 :D albo liczby 721 ;)
