Kolejne odliczanie rozpoczęło się dziś... Odznaczyłam w kalendarzu dwie daty: 10 stycznia 2008 i 21 stycznia 2008. Każdego dnia skreślę dzień miniony modląc się w duchu. Słonika po łysinie głaskać nie będę, bo już za mocno błyszczy.
"Jest taka cierpienia granica,
za którą się uśmiech pogodny zaczyna,
i mija ją człowiek, i już zapomina,
o co miał walczyć i po co..."
I tak jest ze mną. Po przekroczeniu granicy cierpienia nie wiem już o co walczyłam, nie wiem po co. Nagle to wszystko przestało mieć znaczenie, a świat nabrał innych barw i kształtów. Wiem, że mnie nie złamie. Uśmiecham się lecz na dnie został niewypowiedziany smutek. Ale z nim da się żyć. Jak się człowiek umie układać, to ze wszystkim można żyć. Nawet z sąsiadem, który nie lubi muzyki. Bo "jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy" /Haruki Murakami, Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz