poniedziałek, 7 stycznia 2008

Gorszy dzień...

Czasem mnie dopada. Taki zły dzień... Za oknem szaro i zimno... W sercu szaro i mokro... Płaczek do mnie przyszedł... I tak siedzi mi na głowie od rana.
Doszłam do wniosku, że nie wyczekam tylu dni. Pomaszerowałam rano na betę - wyniki w najlepszym razie jutro, a najprawdopodobniej w środę. W sumie to lepiej - zawsze to 2 dni nerwów, a nie 12. Pregnyl podany 22 grudnia - 16 dni temu - nie powinien zakłócić wyniku. A ja będę wiedziała na czym stoję i albo oszaleję z radości albo przeżałobuję kilkanaście dni.
Zbierając siły na następną próbę.

Zauważyłam, że boję się myśleć...
Boję się pomyśleć, że się udało - bo co będzie jeżeli się nie uda? Boję się myśleć, że się nie udało - bo popadam w coraz głębszy dołek. Boję się pesymizmu... Boję się optymizmu.. Boję się wierzyć... Boję się mieć nadzieję... Boję się ją stracić... Strach! Wszechobecny strach!
Czasem z tego strachu brakuje mi tchu, trudno oddychać. Zapadłabym się w tym strachu... I w ciemności, którą niesie... Gdyby nie ciepłe dłonie Krzyśka i jego spokojny głos, zapadłabym się.

W te gorsze dni jest różnie. Czasem budzę się rano i chce mi się wyć. W poczuciu bezsilności zaciskam pięści raniąc paznokciami wnętrza dłoni. Czasem budzę się obojętna na to co się dzieje wokół mnie. Czasem po prostu płaczę. Czasem dopada mnie histeryczny śmiech. Czasem nie mam siły na podniesienie się z łóżka. Czasem wyskakuję z niego jak oparzona. Kompletne niezrównoważenie....
Dziś jest to płaczliwe Czasem. Płaczliwe i wyjątkowo niecierpliwe.

A w tym wszystkim najgorsze jest czekanie... Z jednej strony usilnie staram się nie myśleć o wynikach badania, staram się zająć czym innym. Z drugiej strony pytania wciąż kołaczą mi się w głowie... A jeżeli tym razem się udało? Jaka będzie płeć? Czy będzie zdrowe? Czy w końcu się udało?!? A co jeżeli nie?! Czy dam radę znów się podnieść i stanąć do nowej walki? Czy starczy mi sił? Czy jeszcze chcę walczyć? Czy warto próbować? Czy to ma w ogóle sens?!

Brak komentarzy: