sobota, 30 maja 2009

Bo z ciebie to taki anioł...

Antoine de Saint - Exupery powiedział swego czasu, że "przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać". Moje skrzydła zapomniały jak latać już dawno temu. Często wokół siebie znajduję pustkę. Dzwoniącą w uszach ciszę. Dzisiaj T. powiedział mi coś, co Panna Refleksja uznała za warte uwagi. Później maltretowała mnie tymi słowami i swoimi przemyśleniami przez kilka godzin. Otóż szanowny Kawaler Orderu Jakojedynymogecimówićcochce uświadomił mi pewien fakt dotyczący mojego życie:

"Bo ty, Justka, jesteś jak taki anioł. Zjawiasz się w życiu człowieka, gdy najbardziej tego potrzebuje. Robisz rewolucję, wywracasz człowiekowi życie do góry nogami, stawiasz do pionu, godzisz z samym sobą... i znikasz. Jak anioł... tylko taki z podciętymi skrzydłami. A wiesz czemu? Bo ludzie zapominają o tobie. Sama im pozwalasz. I dlatego samotnie ryczysz w poduszkę, gdy jest ci źle"

Wściekłam się w pierwszej chwili. Ale po staranowaniu piersi Panny Refleksji, która wzięła T. w obronę, musiałam przyznać mu rację. Ludzie zapominają i trudno mieć im to za złe, skoro sama na to pozwalam. Ba! ja im to ułatwiam. Gdy tylko zaczynają sobie życie układać, przestaję się odzywać uznając, Bóg wie czemu, że mają ciekawsze rzeczy do roboty niż rozmowa ze mną. Działanie kompletnie pozbawione logiki i sensu. Tak samo się dzieje, gdy to ja potrzebuje pomocy, bo przestaję sobie z czymś radzić... Jednego dnia jestem, a drugiego już nie. Zamykam się szczelnie we własnej skorupce, schodzę głęboko do bunkra, otaczam się zasiekami z drutu kolczastego, a na straży stawiam osiłka z kałaszem. I ryczę w poduszkę. Samotnie.

I tym sposobem kolejna grupa moich znajomych rozpływa się w nicość. Serce boli.... A moje skrzydła nadal nie pamiętają jak latać... Może lepiej, że je podcinają? Przynajmniej się nie potykam gdy idę...


środa, 27 maja 2009

Zrozumienie

Władysław Grzeszczyk w swojej "Paradzie paradoksów" zawarł kilka wyjąkowo cennych myśli. Dziś najbliższą mnie samej zdaje się być:
"Siebie można przemilczeć,
także - przeczekać,
a nawet - przeżyć.
Tylko nie - zrozumieć."
Nie rozumiem siebie. Ni w ząb. Od zawsze... Nie bójmy się tego stwierdzenia. NIE ROZUMIEM.
Jednego dnia sama zapraszam Pannę Rozpacz do domu, następnego strzelam z wiatrówki, gdy tylko ją zobaczę na horyzoncie. Dzisiaj najchetniej bym ją wykreśliła z tego swiata. Zapomniałabym, że istnieje. To samo czasem robię z Panną Refleksją, Panem Melancholią i Dziadkiem Humorem. Czasem mówię co myślę, kiedy indziej gryzę się w język. Czasem śmieję się, gdy moje Serce wyje z rozpaczy, a nastepnym razem wyje razem z nim. Niekiedy każę Rozumowi iść precz, w kolejnej chwili błagam by wrócił.
Zrozumie to kto?
Zrozumienie innych przychodzi mi łatwiej. Ich motywy, zachowania, powody widze jakoś wyraźniej. Ich działania układają się w mniej lub bardziej, ale jednak logiczną całość. Moje? Nie bardzo. To tak jakbym jednocześnie chciała iść w przód i w tył - przecież to fizycznie niemożliwe. I motam się tak sama ze sobą. I nie chodzi o to, ze nie wiem czego chcę. Moje pragnienia są wyjątkowo dobrze sprecyzowane, tylko droga do nich taka jakaś... dziwna... inna niż wszystkie wokół. Ale idę nią. Nadzieja pomaga mi iść naprzód, wytrwałość stać, gdy napotkam przeszkodę, a odwaga - wracać, gdy zbłądzę. Jednak siebie nadal nie rozumiem. Może nie warto próbowac? Może po prostu zaakceptować, przemilczeć, przeczekać? Iść dalej mając na uwadze słowa Orzeszkowej:"Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne." Może jedną z trudności jest brak zrozumienia własnych działań?

wtorek, 26 maja 2009

A ja wolę moją mamę...

Dzisiejszy dzień jest stanowczo zbyt długi. Chciałabym, żeby się skończył zanim jeszcze sie zaczął. Jechałam do pracy.. Trajkoczące mamusie... Te stare i te młodziutkie... "A moje dziecko to.. A moje dziecko tamto..." Dobrze, że kupiłam nowe słuchawki do mp3 - w przeciwieństwie do starych, te DZIAŁAJĄ. I dobrze, ze moja mp3 ma duże możliwości głosowe. Włączyłam na full... Dobrze, że wracam dzis późno... Ominą mnie dzieci wychodzące z przedszkola koło mojego bloku. Te maleńkie istotki ściskające w maleńkich rączkach samodzielnie wykonane laurki. Aż mnie w gardle dławi na samą myśl. W takie dni jak dzisiejszy, najchętniej nie wychodziłabym z domu. Albo uciekła do puszczy. Z gruboskórnymi niedźwiedziami posiedzieć... Zabrałabym takiemu jego grubą skórę i owinęła się nią dokładnie.
Znów źle spałam. Śniły mi się maleńkie rączki, którychnie mogłam uchwycić. Znów we śnie słyszałam płacz dziecka, którego nie mogłam znaleźć... Doszły mi kolejne siniaki na ręku. Znów w nocy uderzyłam o szafkę....
Nerwy mam napięte do granic możliwości. Czuję się tak jakbym za chwilę miała się rozsypać. Na pył. Na kurz... taki już nie do pozbierania.

poniedziałek, 25 maja 2009

Niech staną zegary...

Niech staną zegary
Zamilkną telefony
Dajcie psu kość
Niech nie szczeka, niech śpi najedzony.
Niech milczą fortepiany
I w miękkiej werbli ciszy
Wynieście trumnę
Niech przyjdą żałobnicy
Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
I kreśli na niebie napis "On nie żyje!"
Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.
W nim miałem moją północ, południe i zachód i wschód
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud.
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie,
Myliłem się,
Nie potrzeba już gwiazd - zgaście wszystkie - do końca
Zdejmijcie z nieba Księżyc i rozmontujcie słońce
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się...

/Weyston Hugh Auden: Funeral Blues/

Dzisiejszy dzień zaczął się nawet spokojnie, ale później...
Panna Rozgoryczenie trzyma się na szczęście ode mnie z daleka. Jednak odwiedziła mnie znów Panna Refleksja. Pod pachą przytargała grube tomisko pełne zdarzeń minionych. Otwiera mi kolejne karty i podsuwa pod oczy. Niedobra ona. A mi w tych oczach łzy się zbierają.
Na jednych z pierwszych kart: Przyjaciel... jeszcze zadowolony, szczęśliwy, pełen życia. Na następnej... Tylko pół roku... Moje serce zabrane. Rozdarte i rozdeptane przez Los w ciężkich butach. Ryczę...
Następne karty... Zapuchnięte oczy bolą...
Doszłyśmy dopiero do połowy tej grubej księgi, a z mojego serca został jakis taki mocno sponiewierany ochłap i strzępek. Z każdym grymasem bólu, w oczach Panny Refleksji odbija się zrozumienie i współczucie. A ja wyję: Co to ma być? Cholerne katharsis? Źle sobie dzień wybrałaś, panno Refleksjo... Oj źle...
Natrafiam na chwilę, gdy w sieci znalazłam wpisy Panny Rozpacz na Kateferii. Znów ryczę... jak za pierwszym razem. Wpisy kończą się w styczniu. Sprawdziłam. Ciekawe jak sobie Panna Rozpacz radzi. Ledwie tłumię odruch, by do niej napisać. Czy słusznie? Nie wiem. Tłumię ze strachu. Że nie odpowie...
Kolejna karta i kolejny wybuch płaczu. Tu odszedł drugi Przyjaciel... Nagle. Z dnia na dzień. Nienawidzę motorów. Nienawidzę kierowców Volkswagenów... Nienawidzę! Za kilka dni minie 6 lat... A ja nadal ich nienawidzę. Co roku chadzam w miejsce gdzie odszedł. Co roku boleśnie uświadamiam sobie, ze mogłam odejść razem z nim... Gdyby nie głupi przypadek... Ja miałam jechać na tym motorze... Czasem męczą mnie głupie wyrzuty sumienia. Że mnie na nim nie było. Że ja żyję a on nie...
Kilka kart wywołuje uśmiech. Ociera łzy... Serce mi wraca do życia. A myślałam kiedys, że to niemożliwe. Wracają do mnie kojące słowa, ciepły dotyk, gorący oddech. Ale czy rzeczywiście wracają? Przecież one są na stałe. Nawet gdy kolejne z kart zostają naznaczone bólem. Te kojace słowa nadal słyszę w tle. Co z tego, ze szeptem... Dotyk przesmyka mi pogłowie głaszcząc uspokajająco. Słyszę dwa głosy. Po kolejnej karcie zostaje juz tylko jeden.
Kochana odeszła... Tęskno mi. Tęskno mi za nią czasem tak bardzo, że aż mi tchu brakuje. Czasem gdy idę na cmentarz nie mogę się powstrzymać by chociaż na chwilę nie przytulić policzka do zimnego pomnika. Jak jestem sama... Przy innych jakoś mi tak nieswojo. Jakby zabierali mi najbardziej intymne przeżycia. Pozwalam sobie wówczas tylko na ukradkowy całus przesłany ręką. Tęsknię za jej mądrością, za dobrymi słowami, za ciepłym usmiechem, za subtelnym zapachem, którym rozjaśniała najgorszy dzień. Tęsknię za aromatem sernika, który piekła. Tęsknię za Nią. Za Kochaną...
Drugi głos jest ze mną. A we mnie narasta strach, że któregoś dnia go zabraknie, że zniknie, odejdzie.... Kurczowo się go łapię... aż tłamszę... chcę zachować dla siebie... To mnie przeraża.
Na kolejnej karcie znów błyszczy jasna plamka. To moja Kosa. Te 9 złotych. Mękka. Ta, która jest dla mnie jak córka, której nie mam. I znów ogarnia mnie strach. Że przestanie mnie chcieć. Że sie znudzi.. Zniknie...
Z niepokojem patrzę na Pannę Refleksję i kolejną kartę, którą chce odkryć.
Pusta...
Kolejna. Pusta... Pusta.. Pustapustapustapusta.
Spoglądam na Pannę Refleksję. Uśmiecha się ciszą.
Oddycham z ulgą.
Nie wszystko w moim życiu zostało jeszcze napisane. Nadal jeszcze mam białe karty do zapełnienia. Nadal mogę odbijać na nich łzy i uśmiechy. Nadal mogę na nich tańczyć walca albo tango. Nadal mogę wtrącać w ciemność zapomnienia albo uwodzić pamięcią. Nadal mogę... Nie umarłam i nie odeszłam... Parafrazując:
Moje zegary jeszcze biją.
Mnie nadal gwiazd potrzeba - zapalcie wszystkie - do końca
Zawieście na niebie Księżyc i zamontujcie słońce
Wlejcie wodę do morza, zwróćcie drzewom cień
One nadal jeszcze do wszystkiego przydadzą się...

piątek, 15 maja 2009

A ja się śmieję!

Wiecie jak to jest gdy się wstaje rano, spogląda w lustro i mimo bolących z niewyspania oczu gęba wam się śmieje?
Nie wiecie?
To zmieńcie pracę!

I to nie tak, że starej nie lubiłam.
Lubiłam pracę, lubiłam ludzi, ale w pewnym momencie zaczęłam się uwsteczniać, rutyna mnie zjadała… Brak perspektyw, stagnacja i brak możliwości rozwoju to rzeczy, które tępię bezlitośnie i bez sentymentów. To rzeczy, które sprawiają, że czuję się mała, zaściankowa i głupia. A z całą pewnością taka nie jestem.
W każdym razie dopadła mnie z rana Panna Refleksja. Zaczepiła w windzie. Po krótkiej wymianie zdań doszłam do wniosku, ze babka ma rację. Zmiany są dobre. Nawet te najmniejsze.
Ostatnio dużo zmian w moim życiu. Szczególnie tych związanych z nastawieniem do Życia samego w sobie. Życie zaskakuje, zaurocza mnie… Gdy zaczynam już wątpić, ono podsuwa mi małe miłe prezenciki w postaci osób spotykanych na drodze. Tych pozytywnie zakręconych… A takich w moim życiu ostatnimi czasy przybyło.I mam nadzieję, że szybko nie ubędzie. Cieszę się... Śmieję! Cały czas... na okrągło.... Inni marudzą, narzekają, krzyczą... A ja się śmieję!