Władysław Grzeszczyk w swojej "Paradzie paradoksów" zawarł kilka wyjąkowo cennych myśli. Dziś najbliższą mnie samej zdaje się być: Nie rozumiem siebie. Ni w ząb. Od zawsze... Nie bójmy się tego stwierdzenia. NIE ROZUMIEM.
Jednego dnia sama zapraszam Pannę Rozpacz do domu, następnego strzelam z wiatrówki, gdy tylko ją zobaczę na horyzoncie. Dzisiaj najchetniej bym ją wykreśliła z tego swiata. Zapomniałabym, że istnieje. To samo czasem robię z Panną Refleksją, Panem Melancholią i Dziadkiem Humorem. Czasem mówię co myślę, kiedy indziej gryzę się w język. Czasem śmieję się, gdy moje Serce wyje z rozpaczy, a nastepnym razem wyje razem z nim. Niekiedy każę Rozumowi iść precz, w kolejnej chwili błagam by wrócił.
Zrozumie to kto?
Zrozumienie innych przychodzi mi łatwiej. Ich motywy, zachowania, powody widze jakoś wyraźniej. Ich działania układają się w mniej lub bardziej, ale jednak logiczną całość. Moje? Nie bardzo. To tak jakbym jednocześnie chciała iść w przód i w tył - przecież to fizycznie niemożliwe. I motam się tak sama ze sobą. I nie chodzi o to, ze nie wiem czego chcę. Moje pragnienia są wyjątkowo dobrze sprecyzowane, tylko droga do nich taka jakaś... dziwna... inna niż wszystkie wokół. Ale idę nią. Nadzieja pomaga mi iść naprzód, wytrwałość stać, gdy napotkam przeszkodę, a odwaga - wracać, gdy zbłądzę. Jednak siebie nadal nie rozumiem. Może nie warto próbowac? Może po prostu zaakceptować, przemilczeć, przeczekać? Iść dalej mając na uwadze słowa Orzeszkowej:"Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne." Może jedną z trudności jest brak zrozumienia własnych działań?
"Siebie można przemilczeć,
także - przeczekać,
a nawet - przeżyć.
Tylko nie - zrozumieć."
Jednego dnia sama zapraszam Pannę Rozpacz do domu, następnego strzelam z wiatrówki, gdy tylko ją zobaczę na horyzoncie. Dzisiaj najchetniej bym ją wykreśliła z tego swiata. Zapomniałabym, że istnieje. To samo czasem robię z Panną Refleksją, Panem Melancholią i Dziadkiem Humorem. Czasem mówię co myślę, kiedy indziej gryzę się w język. Czasem śmieję się, gdy moje Serce wyje z rozpaczy, a nastepnym razem wyje razem z nim. Niekiedy każę Rozumowi iść precz, w kolejnej chwili błagam by wrócił.
Zrozumie to kto?
Zrozumienie innych przychodzi mi łatwiej. Ich motywy, zachowania, powody widze jakoś wyraźniej. Ich działania układają się w mniej lub bardziej, ale jednak logiczną całość. Moje? Nie bardzo. To tak jakbym jednocześnie chciała iść w przód i w tył - przecież to fizycznie niemożliwe. I motam się tak sama ze sobą. I nie chodzi o to, ze nie wiem czego chcę. Moje pragnienia są wyjątkowo dobrze sprecyzowane, tylko droga do nich taka jakaś... dziwna... inna niż wszystkie wokół. Ale idę nią. Nadzieja pomaga mi iść naprzód, wytrwałość stać, gdy napotkam przeszkodę, a odwaga - wracać, gdy zbłądzę. Jednak siebie nadal nie rozumiem. Może nie warto próbowac? Może po prostu zaakceptować, przemilczeć, przeczekać? Iść dalej mając na uwadze słowa Orzeszkowej:"Ku celom pożądanym wiodą drogi trudne." Może jedną z trudności jest brak zrozumienia własnych działań?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz