środa, 24 grudnia 2008

Choinka...

Świąt białych, pachnących choinką,
skrzypiących śniegiem pod butami,
spędzonych w ciepłej, rodzinnej atmosferze,
pełnych niespodziewanych prezentów.
Świąt dających radość i odpoczynek,
oraz nadzieję na Nowy Rok,
żeby był jeszcze lepszy niż ten, co właśnie mija.

sobota, 13 grudnia 2008

A Serce boli...

Serce mi się dziś schowało w zakamarkach należących do Rozumu. Uciekło przede mną. A Rozum siedzi i nad uchem mi utyskuje. W zasadzie nie mówi nic nowego... Ma pretensję, że Serce ranię, że nierozsądna jestem, że popełniam błąd za błędem, że naiwnam i za bardzo ufnam...
Definicja zaufania według słownika to: „poleganie na uczciwości, prawdziwości, przyjaźni i zdrowych zasadach drugiej osoby, poleganie na kimś”. Mało w dzisiejszych czasach tego zaufania pośród ludzi. Bo i mało ludzie zwracają uwagę na zasady. I w tym właśnie tkwi błąd, który Rozum tak bardzo mi wytyka. Ufam ludziom.
Ufam ludziom zwykle za bardzo. A nie wszyscy są tego zaufania godni. Zwykle dostaję za to po tyłku. Ale nie umiem przestać ufać. Zazwyczaj otaczam się tarczą optymizmu. Mocną, grubą, zdolną przetrwać wiele. Siłę by ją utrzymać czerpię z mojej wiary w ludzi. Ale w ciągu kilku ostatnich miesięcy moja wiara w ludzi została nieco nadszarpnięta. Co Rozum dotkliwie uświadomił mi dzisiaj... Nie mógł sobie darować tych drobnych uszczypliwości. Wypunktował co do jednego przypadku, gdy za tą wiarę w człowieka dostałam po głowie. Dotkliwe te krzyki Rozumu dzisiaj.
Zebrało mu się dziś na rozrachunki, do diaska! Nie mógł lepszej pory znaleźć? Zdrajca! Wykorzystał to, że przed Bożym Narodzeniem dopada mnie depresja, że jestem słabsza, podatniejsza na jego utyskiwanie.
I zasiał we mnie ziarno niepokoju. Zaszczepił ponowna chęć ucieczki przed ludźmi. Podsycił pragnienie zamknięcia się w czterech ścianach.
I wiem, że Serce dziś cierpi, ale nie mam dla niej słów pocieszenia. Nie mam słów pocieszenia także dla Rozumu. Może po Świętach je znajdę. Jak umilkną te wszystkie burze. Chwilowo mam kompletnie zaburzony tok myślenia, miejscami graniczący z paranoją. Znów patrzę na życie przez pryzmat ostatnich mało przyjemnych zdarzeń. Tych, o których wiem tylko ja. Nie mam odwagi wypowiedzieć ich na głos. Nie mam odwagi przed samą sobą przyznać, że wszystko składa się w jedną paskudna całość. Nie chcę do tego bagna już wracać. Nie chcę się wikłać w jakieś chore gierki czyichś niezaspokojonych ambicji... I nie mam siły by zatrzasnąć temu drzwi. A Serce cierpi przez to moje niezdecydowanie. A Serce boli...

czwartek, 11 grudnia 2008

Dwie połówki jabłka...

Ostatnio często jestem świadkiem dysput Serca i Rozumu. Znów się za pełne uczuć rozmowy wzięli.

Rozum chciał się wyprowadzić na dobre z powodu nierównowagi emocjonalnej Serca. Na szczęście jakoś się dogadali, bo co ja bym biedna bez Rozumu zrobiła? Dziś dla odmiany Serce szaleje...

******

Serce: Wynoś się! Wynoś się z mojej piersi! Do głowy sobie wracaj, Hipokryto jeden!

Rozum: Ale o co Ci chodzi, Serce?

S: Już ja wiem o co mi chodzi! Specjalnie mnie tu zamknąłeś i nie pozwalasz się ruszyć. Specjalnie mnie ograniczasz! Nie pozwalasz poszaleć! A ja chcę drżeć! Chcę bić szaleńczo! Chcę czuć!

R: Serce, Serce... Ale ja to wszystko dla Twojego dobra... Wiesz co będzie jak się rozszalejesz? Każdemu się oddasz, na drobne rozmienisz i nic z Ciebie nie zostanie... Oni przez chwilę się pocieszą, porzucą Cię i będziesz cierpiało... Tego pragniesz, durne Serce? Tego chcesz?

S: Tak! Tego chcę! Ty się z innymi spotykasz, a ja nie mogę? Ty codziennie na coś oczy wyślepiasz, czegoś nowego doświadczasz, a ja nie mogę?! To niesprawiedliwe! Chcę więc się rozmienić na dobre! Chcę żeby mnie dotykano, głaskano, ściskano. Chcę coś czuć, do cholery!

R: Kretyńskie Serce! Nie wiesz o co prosisz! Wiesz ile tam bólu? Ja co dzień na ten ból spoglądam i codziennie głowię się jak Cię od tego bólu uchronić, a Ty?!

S: Co ja?! Nie pomyślałeś o tym, statusiały Rozumie, że ja może chcę sama tego bólu doświadczyć? Zarzucasz mi, że jestem dziecinna. Że na życiu się nie znam... Jak mam je poznać skoro mnie od niego separujesz?! Ale nie możesz mnie odgrodzić zupełnie! Ono do mnie śpiewa! Codziennie! Cichutko wpełza do mnie i pieści z daleka moje komórki, moje przedsionki, drażni przez osierdzie... dociera do mnie z tlenem. Najpełniej wtedy, gdy ty śpisz, Rozumku. Przechytrzyło Cię to życie... Już w nim zasmakowałam i chcę więcej.

R: Serce... Serce... Ja nie chę byś cierpiała... Nie będę Cię na siłę trzymał, ale nie chcę by Cię bolało...

S: Ehmmm... Rozum, Ty zbladłeś...

R: Nic mi nie jest... Po prostu wyobraziłem sobie, że Ciebie zabrakło...

S: Nie masz czego sobie wyobrażać? Przecież Cię nie zostawię zupełnie... Tylko troszkę poszaleję, ale wrócę zaraz... No nie martw się, Rozum. Nie martw się.

R: Obiecujesz, ze wrócisz? Że nie uciekniesz po cichu? Że nie oddasz się na zawsze byle komu?

S: Oj, Rozum. Przecież wiesz, ze takich decyzji nie podejmuję się pochopnie. Takie decyzje trzeba dobrze przemyśleć. A kto jest w myśleniu lepszy niż Ty? To chyba jasne, że decyzję taką musimy podjąć wspólnie.

R: Chyba miałem chwilowe wygładzenie fałdek...

S: Zazdrosny byłeś i tyle...

R: No to idź, Serce... Poszalej... Posmakuj życia... i wróć całe...

S: Wrócę. Z pewnością wrócę. A ty będziesz czekał na mnie?

R: Zawsze... Co ja bym zrobił bez Serca?

S: To dobrze... Co ja bym zrobiła bez Rozumu?

******

I tak sobie gawędzą, kłócą się i ględzą. Ale żyć bez siebie nie mogą. Jak dwie połówki jabłka...