Nie mogę się na niczym skoncentrować. Od kilku godzin ślęczę nad jednym zadaniem i nie mogę się zmusić do zakończenia go.
Palce same zawijają się w szpony i wędrują w okolice kolan. Mam ochotę rozryć sobie uda z nagromadzonej frustracji.
Udaję, że to co się dzieje wokół mnie nic mnie nie obchodzi ale to nieprawda. Szaleję z niepokoju i tyle...
कोचम गो इ जेस्तेम ज़ज्द्रोसना !
Tak po prostu.
Faza złości nadal mnie trzyma, ale powoli dosięga mnie zobojętnienie. Niedługo życie zatoczy krąg i zacznę znów wyłączać emocje dochodząc do wniosku, że nie są mi potrzebne. A potem zaczne wyłączać ludzi.
Jak po odejściu Maćka.
Czuję się zagubiona i zostawiona samej sobie. Jak zwykle. A jednocześnie wiem, ze nikomu nie powiedziałabym o tym co mnie frustruje w tej chwili.
Dlaczego?
Po pierwsze, bo to za bardzo osobiste.
Po drugie, bo to coś co nie powinno mieć miejsca.
Po trzecie, bo już mnie raz osądzono i nie dam osądzić się ponownie.
Mam ochotę wydrapać sobie सरके i wyrzucić je daleko. Chciałabym, żeby po prostu stało się zbędne i dało się wyłączyć. Jak mikser.
Czuję się tak jakbym zaraz miała eksplodować wrzaskiem.
Wypiszę to z siebie tu i teraz...
क्ज़ुजे सीए जक ज़बव्का व जेगो रेकाच। नी वीएम जुज़ सीओ रोबिक। स्ज़लेजे z ज़ज्द्रोस्की i मम ओचोते व्य्द्रपक सोबी ओच्ज्य बी नी ज़ेर्कक सीओ चवीला। सिएर्पिए गद्य नी ओद्पोविअद i मेच्ज़े सीए व्योब्रज़जक गो सोबी z इन्ना कोबिएता। नी पोविन्नाम टेगो क्ज़ुक, नी मम परवा, अ जेद्नक क्ज़ुजे। अबिएर्ज़्किए to ओदे मनी! बलगम... निएद्लुगो ओस्ज़लेजे जेज़ेली to सीए नी स्कोंच्ज्य। tak जक पोविएद्ज़िअलम ज्निकने। न ज़व्स्ज़े। i वीएम ज़े मिमो टेगो सीओ ओबिएक्य्वल, नी बेद्जिए मनी स्ज़ुकल। पो प्रोस्तु प्र्ज़ेज्द्जिए नाद टीम दो पोर्ज़ाद्कू द्ज़ेंनेगो बो ज्नुद्जोंय मना स्ज़ुका इन्न्य्च बोद्ज्कोव। माँ पुलिने॥ ओना व्य्स्तार्च्ज्य मु जा व्स्जय्स्तको। जा ब्य्लम त्य्ल्को च्विलोव्य्म प्र्ज़्य्स्तन्किएम्, z क्तोरेगो स्कोर्जय्स्तल, बो i क्ज़ेमु मिअल्ब्य नी...
त्य्ल्को द्लाच्ज़ेगो, दो कुर्वी नेद्ज्य to तक बोली????
नी मोगे सपक ओद किल्कू दनी बो गद्य त्य्ल्को ज़म्कने ओच्ज्य विडजे गो z इन्ना, अ विदोक तें दुसी मनी i ज़बिएरा ओद्देच। to प्रव्द्ज़िवे ज्नाच्ज़ेनिए कोस्ज्मारू, कटोरी मिअलम। to नी पुलिन मी जले जय्च्ज्य, to जा समां सीए द्रेच्ज़े। बज पोवोदु... बो गो कोचम जक ग्लुपिया! बो स्ज़लेजे z ज़ज्द्रोस्की! जक ग्लुपिया... बो वीएम ज़े दल निएगो to नी माँ ज्नाच्ज़ेनिया। बो वीएम, ज़े दल निएगो रोव्निए दोब्र्ज़े मोग्लाब्य्म नी इस्त्निएक। बो वीएम, ज़े नी जेस्तेम निकिम स्ज्च्ज़ेगोल्न्य्म।
दल निएगो...
sobota, 29 maja 2010
piątek, 28 maja 2010
Chwilowe zwycięstwo i postępujące zniechęcenie...
Panna Melancholia czaiła się na mnie od kilku dni. Po przedwczorajszym koszmarze doszłam do wniosku, że ktoś mi naprawdę źle życzy. Wczoraj przynajmniej spałam...
Nic nie dzieje się bez przyczyny, nic nie dzieję się bez powodu, szczególnie w moim życiu.
Koszmar dopadł mnie przed Dniem Matki. Reaguję nań z każdym rokiem mniej histerycznie, mniej emocjonalnie. Panna Melancholia próbowała mnie zmusić do płaczu, ale jej nie wyszło. Pan Złośliwiec próbował mnie nastraszyć i zmusić do kolejnej bezsennej nocy, ale dzięki Ragowi udało się go wygnać w cholerę. Swoją drogą ten facet mnie zaskakuje. Mimo, ze gwałci statystykę jak ostatni zboczeniec :D
Dzisiaj dopadła mnie panna Melancholia... A zaraz za nią Kawaler Zniechęcenie.
W sumie nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy, ale życie zawsze nas zaskakuje. Jak to mówi Kudłaty: "Życia nie oszukasz"
Nienawidzę tych słó, ale prawdziwości im odmówić nie mogę.
Myślałam, że odniosłam zwycięstwo nad moją największą słabością. Myślałam, że w końcu będę mogła zatrzymać się na chwilę i odpocząć mając poczucie bezpieczeństwa i harmonii. Nie dane mi będzie...
Zwycięstwo było chwilowe, przez co smak porażki wyjątkowo gorzki. Ogarniają mnie wizje tysiąca prawdopodobnych scenariuszy, z których jeden wybija się na pierwszy plan podpierając się bolesną świadomością własnego realizmu. Wolałabym się nad nim nie zatrzymywać, ale to niemal niewykonalne, nie na tym etapie, nie w tej chwili....
Czuję narastające zniechęcenie do dalszej walki, do trzymania nerw na wodzy, do udawania, ze nic mnie nie obchodzi. Do stania obojętnie i z uśmiechem na twarzy pozwalania na kopanie mnie z każdą chwilą dotkliwiej.
Znów zapaliłam świece. Tym razem na noc zostawię wszystkie trzy. Na wszelki wypadek i dla spokoju serca. Tego samego, które trzepoce mi w piersi zniechęcone równie jak ja... Całokształtem, próbą sił i domysłami.
Chciałabym móc wstać, spojrzeć w lustro i ze śmiechem powiedzieć: Mam to w dupie.
Problem polega na tym, ze nie mam. Cholernie nie mam...
Panna Melancholia podśpiewuje się ze mnie w kącie. Mam ochotę rzucić w nią butem, ale akurat nie mam żadnego pod ręką.
Milczenie, takie milczenie, zuboża, oddala, odchudza serce. Jak nieobecność.
Wsłuchuję się w hang, bo on pomaga mi uspokoić rozżalone serce i wmawiać sobie, ze mało mnie obchodzi co się z Tobą dzieje i co robisz w tej właśnie chwili. Wmawiam sobie to wpatrując się w płomienie świec. Palą się prosto i równo. Będę jak one. Wyprostowana, spokojna, dumna i pewna swego. Niewzruszona. Niepowstrzymana.
I tylko gdzieś w środku zniechęcona na przyszłość....
Nic nie dzieje się bez przyczyny, nic nie dzieję się bez powodu, szczególnie w moim życiu.
Koszmar dopadł mnie przed Dniem Matki. Reaguję nań z każdym rokiem mniej histerycznie, mniej emocjonalnie. Panna Melancholia próbowała mnie zmusić do płaczu, ale jej nie wyszło. Pan Złośliwiec próbował mnie nastraszyć i zmusić do kolejnej bezsennej nocy, ale dzięki Ragowi udało się go wygnać w cholerę. Swoją drogą ten facet mnie zaskakuje. Mimo, ze gwałci statystykę jak ostatni zboczeniec :D
Dzisiaj dopadła mnie panna Melancholia... A zaraz za nią Kawaler Zniechęcenie.
W sumie nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy, ale życie zawsze nas zaskakuje. Jak to mówi Kudłaty: "Życia nie oszukasz"
Nienawidzę tych słó, ale prawdziwości im odmówić nie mogę.
Myślałam, że odniosłam zwycięstwo nad moją największą słabością. Myślałam, że w końcu będę mogła zatrzymać się na chwilę i odpocząć mając poczucie bezpieczeństwa i harmonii. Nie dane mi będzie...
Zwycięstwo było chwilowe, przez co smak porażki wyjątkowo gorzki. Ogarniają mnie wizje tysiąca prawdopodobnych scenariuszy, z których jeden wybija się na pierwszy plan podpierając się bolesną świadomością własnego realizmu. Wolałabym się nad nim nie zatrzymywać, ale to niemal niewykonalne, nie na tym etapie, nie w tej chwili....
Czuję narastające zniechęcenie do dalszej walki, do trzymania nerw na wodzy, do udawania, ze nic mnie nie obchodzi. Do stania obojętnie i z uśmiechem na twarzy pozwalania na kopanie mnie z każdą chwilą dotkliwiej.
Znów zapaliłam świece. Tym razem na noc zostawię wszystkie trzy. Na wszelki wypadek i dla spokoju serca. Tego samego, które trzepoce mi w piersi zniechęcone równie jak ja... Całokształtem, próbą sił i domysłami.
Chciałabym móc wstać, spojrzeć w lustro i ze śmiechem powiedzieć: Mam to w dupie.
Problem polega na tym, ze nie mam. Cholernie nie mam...
Panna Melancholia podśpiewuje się ze mnie w kącie. Mam ochotę rzucić w nią butem, ale akurat nie mam żadnego pod ręką.
Milczenie, takie milczenie, zuboża, oddala, odchudza serce. Jak nieobecność.
Wsłuchuję się w hang, bo on pomaga mi uspokoić rozżalone serce i wmawiać sobie, ze mało mnie obchodzi co się z Tobą dzieje i co robisz w tej właśnie chwili. Wmawiam sobie to wpatrując się w płomienie świec. Palą się prosto i równo. Będę jak one. Wyprostowana, spokojna, dumna i pewna swego. Niewzruszona. Niepowstrzymana.
I tylko gdzieś w środku zniechęcona na przyszłość....
niedziela, 9 maja 2010
Rozmowy kontrolowane!
Zostałam właśnie załatwiona!
Obfotografowana, uwieczniona w eterze taka jaką mnie stworzono... Skrzywiona, roześmiana, zdziwiona, zamyślona...
A wszystko przez skype.
Zacznę kontrolować moich rozmówców albo zepsuję kamerkę.
Nie wiedziałam, że podczas rozmowy stroję dziwne miny.
Teraz już wiem :D
Dostałam śmiechawki.
Ja jednak lubię śmiać się z siebie...
Poza tym dźwięki zespołu Keona wprawiają mnie w dobry nastrój.
Taki z ciepłym uśmiechem błyszczącym w oczach. Po prostu nie jestem w stanie tego opanować. Muzyka hangu wtapia się we mnie grając na strunach serca bez mojego udziału. Rozsiewa wokół ciepło, spokój i dziwną radość z tego, że jednak żyję....
Obfotografowana, uwieczniona w eterze taka jaką mnie stworzono... Skrzywiona, roześmiana, zdziwiona, zamyślona...
A wszystko przez skype.
Zacznę kontrolować moich rozmówców albo zepsuję kamerkę.
Nie wiedziałam, że podczas rozmowy stroję dziwne miny.
Teraz już wiem :D
Dostałam śmiechawki.
Ja jednak lubię śmiać się z siebie...
Poza tym dźwięki zespołu Keona wprawiają mnie w dobry nastrój.
Taki z ciepłym uśmiechem błyszczącym w oczach. Po prostu nie jestem w stanie tego opanować. Muzyka hangu wtapia się we mnie grając na strunach serca bez mojego udziału. Rozsiewa wokół ciepło, spokój i dziwną radość z tego, że jednak żyję....
piątek, 7 maja 2010
Potrzebujęoddechu...
Needtobreathe...
Jeszcze kilka miesięcy i będzie dobrze. W ten czy inny sposób.
Jeszcze kilka miesięcy i się pozbieram ze wszystkiego.
Dużo we mnie złości, dużo gniewu, dużo żalu. Po co?
Gdzieś z tyłu głowy nadal pokutuje myśl, że jednak jestem wybrakowana, jednak niepełna. Irracjonalna bzdura.
Zastanawiałam się czemu nie wierzę w słowa. Nie wierzę, mam je za puste. Dlaczego? Bo kiedyś słowa wsadziły mi nóż w serce i dopilnowały by ta rana nigdy nie została zapomniana. Dlatego nie chcę wierzyć w słowa więcej. Wolę czyny. Niech czyny świadczą o człowieku.
Tylko czy można ignorować słowa zupełnie? Czy przez to nie tracimy czegoś, coś nam nie umyka?
I bądź tu mądra, kobieto...
Potrzebuję oddechu.
Potrzebuję skrzeku mew o świcie.
Potrzebuję morskiej toni po horyzont.
Potrzebuję czasu...
Cause I need more time
Just a few more months and we’ll be fine
So say what’s on your mind
Cause I can’t figure out just what’s inside
I hoped that you could understand
That this is not what I had planned
Please don’t worry now
It will turn around
Cause I need more time
Just a few more months and we’ll be fine
So say what’s on your mind
Cause I can’t figure out just what’s inside
So say alright
Cause I know we can make it if we try
Cause I need more time
Just a few more months and we’ll be fine
Just a few more months and we’ll be fine
So say what’s on your mind
Cause I can’t figure out just what’s inside
I hoped that you could understand
That this is not what I had planned
Please don’t worry now
It will turn around
Cause I need more time
Just a few more months and we’ll be fine
So say what’s on your mind
Cause I can’t figure out just what’s inside
So say alright
Cause I know we can make it if we try
Cause I need more time
Just a few more months and we’ll be fine
Jeszcze kilka miesięcy i będzie dobrze. W ten czy inny sposób.
Jeszcze kilka miesięcy i się pozbieram ze wszystkiego.
Dużo we mnie złości, dużo gniewu, dużo żalu. Po co?
Gdzieś z tyłu głowy nadal pokutuje myśl, że jednak jestem wybrakowana, jednak niepełna. Irracjonalna bzdura.
Zastanawiałam się czemu nie wierzę w słowa. Nie wierzę, mam je za puste. Dlaczego? Bo kiedyś słowa wsadziły mi nóż w serce i dopilnowały by ta rana nigdy nie została zapomniana. Dlatego nie chcę wierzyć w słowa więcej. Wolę czyny. Niech czyny świadczą o człowieku.
Tylko czy można ignorować słowa zupełnie? Czy przez to nie tracimy czegoś, coś nam nie umyka?
I bądź tu mądra, kobieto...
Potrzebuję oddechu.
Potrzebuję skrzeku mew o świcie.
Potrzebuję morskiej toni po horyzont.
Potrzebuję czasu...
czwartek, 6 maja 2010
Panna Melancholia dzisiaj usiadła na zapiecku obrażona faktem iż postanowiłam ją ignorować. Przesadza. Ja po prostu postanowiłam nie dać się wciągnąć jej roztrząsanie i dzielenie włosa na czworo. Gdyby miała ochotę zachowywać się jak normalny człowiek a nie rozhisteryzowana nastolatka, to z chęcią napiłabym się z nią herbaty i zagryzła ciasteczkiem imbirowym. Ale nie... ona ma swoje poglądy na życie. Niech więc sobie w dniu dzisiejszym siedzi na zapiecku i grzeje marudne ciałko. Ja wolę się krzątać śpiewając z The Pogues.
Opracowuję kolejny raport i robota pali mi się w rękach. Uśmiech nie złazi mi z gęby, co również mnie cieszy.
W ogóle wracam do pionu i chciałabym ten stan utrzymać jak najdłużej, ale nie mam wpływu na działanie jednostek aspołecznych, które dla własnej przyjemności będą próbowały wyprowadzić mnie z równowagi. Czy im się to uda to całkiem odmienna kwestia. Nie wątpię, że będą dokładali starań.
Na bezrybiu i rak ryba, więc chociaż moje ciało nadal domaga się tańca, a ja chwilowo nie mam możliwości zabezpieczyć tej potrzeby, to znalazłam alternatywę. Popołudnie będę spędzać z Agą na ćwiczeniach... Powinno się doskonalić swoje umiejętności prawda? Zapowiada się interesująco, bowiem tym razem na tapetę wzięłyśmy masaż... :-)))))))))))))))
Opracowuję kolejny raport i robota pali mi się w rękach. Uśmiech nie złazi mi z gęby, co również mnie cieszy.
W ogóle wracam do pionu i chciałabym ten stan utrzymać jak najdłużej, ale nie mam wpływu na działanie jednostek aspołecznych, które dla własnej przyjemności będą próbowały wyprowadzić mnie z równowagi. Czy im się to uda to całkiem odmienna kwestia. Nie wątpię, że będą dokładali starań.
Na bezrybiu i rak ryba, więc chociaż moje ciało nadal domaga się tańca, a ja chwilowo nie mam możliwości zabezpieczyć tej potrzeby, to znalazłam alternatywę. Popołudnie będę spędzać z Agą na ćwiczeniach... Powinno się doskonalić swoje umiejętności prawda? Zapowiada się interesująco, bowiem tym razem na tapetę wzięłyśmy masaż... :-)))))))))))))))
środa, 5 maja 2010
Get off - hips don't lie...
Długi majowy weekend rzeczywiście był długi. Nawet nie ze względu na ilość dni,, po prostu ordynarnie mi się dłużył. Wlókł się w parze z paskudną atmosferą.
Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem: Źle się czułam w Dworczysku. Obca. Niechciana. Zupełnie jakbym przeszkadzała. W dodatku dostałam temperatury i okropnego kataru. Zarazki rozsiewane przez Krisa i Fokę dopadły najpierw mnie, a potem Zuzę.
Chłopcy mieli swój własny pogląd na całą imprezę i pobyt tam. Niechże ograniczę się do kilku słów: Piwo, piwo i rosyjski pornol.
Komentarz z mojej strony zbędny. Oczywiście panowie nie uprzyjemniali sobie pobytu jedynie filmami erotycznymi kategorii... hmmm.... setnej? Oprócz tego królowały filmy wojenne, filmy wojenne i Helikopter w ogniu. Który raz? Policzmy.... ...... 158?
Praktycznie cały czas było zimno i padało. Rozkosznie... Szczególnie dla kogoś, kto ma zapchany nos, ból gardła i temperaturę oscylującą koło 38 z hakiem. Dodajmy do tego kłopoty ze snem i mamy obraz w pełni.
Ale nie mogę spalić tego wyjazdu kompletnie.
Pozytywy?
- Świat i jego upodobanie do filmów trącących psychodelką. "The Wall" - świetny. "Jabłka Adama" - wyśmienity! "Trzeci" - wyborny!
- "Uwiedzenie sukuba" - nie skomentuję, ale uwagi po przeczytaniu przyprawiły mnie o ból szczęki ze śmiechu. Rzeczywiście niezwykle anatomiczne opowiadanie ;-P
- Rafaello - mmmmmmmmmmm.... moje uwielbienie dla migdałów stało się jeszcze silniejsze.
- Cięte T-shirty a'la lata '80 - zdecydowanie i absolutnie sexy ;-)
- Partyjka Carcassone.
- Cytrrrrrrrynówka :-DDD
- "Ty to jesteś prawie osiem zero" :-p Nie ma to jak młodnieć w oczach :-) Nie wiem, co jest z tym moim wiekiem, ale ludzie mają mnie za zdecydowanie młodszą. Nie powiem, żeby mnie to specjalnie martwiło.
- Zabawy umysłem.... Harmonia i spokój mają wiele barw. Ciepło przesyłane umysłem może przybrać wiele kształtów... (A wiesz, Kudłaty, że to też był odruch ludzki?)
Poza tym miło było usypiać z Kudłatym w słuchawce. Chciałoby się powiedzieć: Jak zwykle. A jednak nie. Jednak było jakoś tak inaczej... Może dlatego, że dalej, że inne miejsce...
To zadziwiające jak szybko można się przyzwyczaić do czyjejś obecności, nawet takiej milczącej... Bez niego trudno mi usnąć, bo wtedy jakby czegoś w tym moim usypianiu brakowało. Takie coś kompletnie nieokreślone. Dziwne...
Wyjazd wyjazdem, skończył się i wróciła rzeczywistość.
Dzień na wariackich papierach ale w słuchawkach Prince i jego Get off.
Ocieka zmysłowością dźwięków i doskonale pasuje do mojego nastroju w dniu dzisiejszym. Wołodia miał rację, że humorzasta jestem i zmienna jak kalejdoskop. Dobrze mi z tym., przynajmniej w większości przypadków.
Nosi mnie i moje biodra do tańca.
Zamykam oczy...
Widzę szeroki pas z pończochami ze szwem, buty na obcasie i sukienkę subtelnie podkreślającą każdą krągłość.
Widzę roztrzepane, lekko falujące włosy i dłonie z wypielęgnowanymi paznokciami pomalowanymi lakierem w kolorze czerwonego wina.
Widzę kołyszące się biodra i palce sunące po czarnej satynie od pasa w dół, delikatnie wędrujące po udach aż do krawędzi sukienki w okolicy kolan.
Dłonie wygładzają marszczący się lekko materiał obciągając go w dół. Widzę ścianę, o którą można się oprzeć plecami w chwili, gdy złączone kolana uginają się nieco, na tyle by dłonie mogły musnąć je i oderwać się od ciała.
Widzę ręce rozpostarte i oparte na ścianie na wysokości bioder, przesuwające się po murze, gdy kobieta odrywa od niego plecy i kołysząc biodrami postępuje kilka kroków w przód.
Uda ocierają się o siebie, gdy powoli sunie przez pokój zmierzając w stronę siedzącego w skórzanym fotelu mężczyzny.
Dociera do niego i muska paznokciami jego szyję i kark.
Ugiętą lewą nogę unosi w górę, opierając stopę o podłokietnik fotela.
Dół sukienki podjeżdża w górę odsłaniając paski podtrzymujące pończochy. Ciemne zapinki odznaczają się od jej aksamitnej, jasnej skóry.
Mężczyzna pochyla się i ustami pieści jej seksowne kolano, palcami zaś podąża od kostki, wzdłuż łydki, w górę.....
Otwieram oczy.
Oddycham.
Uśmiecham się.
To po prostu moje majaki...
Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem: Źle się czułam w Dworczysku. Obca. Niechciana. Zupełnie jakbym przeszkadzała. W dodatku dostałam temperatury i okropnego kataru. Zarazki rozsiewane przez Krisa i Fokę dopadły najpierw mnie, a potem Zuzę.
Chłopcy mieli swój własny pogląd na całą imprezę i pobyt tam. Niechże ograniczę się do kilku słów: Piwo, piwo i rosyjski pornol.
Komentarz z mojej strony zbędny. Oczywiście panowie nie uprzyjemniali sobie pobytu jedynie filmami erotycznymi kategorii... hmmm.... setnej? Oprócz tego królowały filmy wojenne, filmy wojenne i Helikopter w ogniu. Który raz? Policzmy.... ...... 158?
Praktycznie cały czas było zimno i padało. Rozkosznie... Szczególnie dla kogoś, kto ma zapchany nos, ból gardła i temperaturę oscylującą koło 38 z hakiem. Dodajmy do tego kłopoty ze snem i mamy obraz w pełni.
Ale nie mogę spalić tego wyjazdu kompletnie.
Pozytywy?
- Świat i jego upodobanie do filmów trącących psychodelką. "The Wall" - świetny. "Jabłka Adama" - wyśmienity! "Trzeci" - wyborny!
- "Uwiedzenie sukuba" - nie skomentuję, ale uwagi po przeczytaniu przyprawiły mnie o ból szczęki ze śmiechu. Rzeczywiście niezwykle anatomiczne opowiadanie ;-P
- Rafaello - mmmmmmmmmmm.... moje uwielbienie dla migdałów stało się jeszcze silniejsze.
- Cięte T-shirty a'la lata '80 - zdecydowanie i absolutnie sexy ;-)
- Partyjka Carcassone.
- Cytrrrrrrrynówka :-DDD
- "Ty to jesteś prawie osiem zero" :-p Nie ma to jak młodnieć w oczach :-) Nie wiem, co jest z tym moim wiekiem, ale ludzie mają mnie za zdecydowanie młodszą. Nie powiem, żeby mnie to specjalnie martwiło.
- Zabawy umysłem.... Harmonia i spokój mają wiele barw. Ciepło przesyłane umysłem może przybrać wiele kształtów... (A wiesz, Kudłaty, że to też był odruch ludzki?)
Poza tym miło było usypiać z Kudłatym w słuchawce. Chciałoby się powiedzieć: Jak zwykle. A jednak nie. Jednak było jakoś tak inaczej... Może dlatego, że dalej, że inne miejsce...
To zadziwiające jak szybko można się przyzwyczaić do czyjejś obecności, nawet takiej milczącej... Bez niego trudno mi usnąć, bo wtedy jakby czegoś w tym moim usypianiu brakowało. Takie coś kompletnie nieokreślone. Dziwne...
*****
Wyjazd wyjazdem, skończył się i wróciła rzeczywistość.
Dzień na wariackich papierach ale w słuchawkach Prince i jego Get off.
Ocieka zmysłowością dźwięków i doskonale pasuje do mojego nastroju w dniu dzisiejszym. Wołodia miał rację, że humorzasta jestem i zmienna jak kalejdoskop. Dobrze mi z tym., przynajmniej w większości przypadków.
Nosi mnie i moje biodra do tańca.
Zamykam oczy...
Widzę szeroki pas z pończochami ze szwem, buty na obcasie i sukienkę subtelnie podkreślającą każdą krągłość.
Widzę roztrzepane, lekko falujące włosy i dłonie z wypielęgnowanymi paznokciami pomalowanymi lakierem w kolorze czerwonego wina.
Widzę kołyszące się biodra i palce sunące po czarnej satynie od pasa w dół, delikatnie wędrujące po udach aż do krawędzi sukienki w okolicy kolan.
Dłonie wygładzają marszczący się lekko materiał obciągając go w dół. Widzę ścianę, o którą można się oprzeć plecami w chwili, gdy złączone kolana uginają się nieco, na tyle by dłonie mogły musnąć je i oderwać się od ciała.
Widzę ręce rozpostarte i oparte na ścianie na wysokości bioder, przesuwające się po murze, gdy kobieta odrywa od niego plecy i kołysząc biodrami postępuje kilka kroków w przód.
Uda ocierają się o siebie, gdy powoli sunie przez pokój zmierzając w stronę siedzącego w skórzanym fotelu mężczyzny.
Dociera do niego i muska paznokciami jego szyję i kark.
Ugiętą lewą nogę unosi w górę, opierając stopę o podłokietnik fotela.
Dół sukienki podjeżdża w górę odsłaniając paski podtrzymujące pończochy. Ciemne zapinki odznaczają się od jej aksamitnej, jasnej skóry.
Mężczyzna pochyla się i ustami pieści jej seksowne kolano, palcami zaś podąża od kostki, wzdłuż łydki, w górę.....
Otwieram oczy.
Oddycham.
Uśmiecham się.
To po prostu moje majaki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
