środa, 5 maja 2010

Get off - hips don't lie...

Długi majowy weekend rzeczywiście był długi. Nawet nie ze względu na ilość dni,, po prostu ordynarnie mi się dłużył. Wlókł się w parze z paskudną atmosferą.
Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem: Źle się czułam w Dworczysku. Obca. Niechciana. Zupełnie jakbym przeszkadzała. W dodatku dostałam temperatury i okropnego kataru. Zarazki rozsiewane przez Krisa i Fokę dopadły najpierw mnie, a potem Zuzę.
Chłopcy mieli swój własny pogląd na całą imprezę i pobyt tam. Niechże ograniczę się do kilku słów: Piwo, piwo i rosyjski pornol.
Komentarz z mojej strony zbędny. Oczywiście panowie nie uprzyjemniali sobie pobytu jedynie filmami erotycznymi kategorii... hmmm.... setnej? Oprócz tego królowały filmy wojenne, filmy wojenne i Helikopter w ogniu. Który raz? Policzmy.... ...... 158?
Praktycznie cały czas było zimno i padało. Rozkosznie... Szczególnie dla kogoś, kto ma zapchany nos, ból gardła i temperaturę oscylującą koło 38 z hakiem. Dodajmy do tego kłopoty ze snem i mamy obraz w pełni.
Ale nie mogę spalić tego wyjazdu kompletnie.
Pozytywy?
- Świat i jego upodobanie do filmów trącących psychodelką. "The Wall" - świetny. "Jabłka Adama" - wyśmienity! "Trzeci" - wyborny!
- "Uwiedzenie sukuba" - nie skomentuję, ale uwagi po przeczytaniu przyprawiły mnie o ból szczęki ze śmiechu. Rzeczywiście niezwykle anatomiczne opowiadanie ;-P
- Rafaello - mmmmmmmmmmm.... moje uwielbienie dla migdałów stało się jeszcze silniejsze.
- Cięte T-shirty a'la lata '80 - zdecydowanie i absolutnie sexy ;-)
- Partyjka Carcassone.
- Cytrrrrrrrynówka :-DDD
- "Ty to jesteś prawie osiem zero" :-p Nie ma to jak młodnieć w oczach :-) Nie wiem, co jest z tym moim wiekiem, ale ludzie mają mnie za zdecydowanie młodszą. Nie powiem, żeby mnie to specjalnie martwiło.
- Zabawy umysłem.... Harmonia i spokój mają wiele barw. Ciepło przesyłane umysłem może przybrać wiele kształtów... (A wiesz, Kudłaty, że to też był odruch ludzki?)

Poza tym miło było usypiać z Kudłatym w słuchawce. Chciałoby się powiedzieć: Jak zwykle. A jednak nie. Jednak było jakoś tak inaczej... Może dlatego, że dalej, że inne miejsce...

To zadziwiające jak szybko można się przyzwyczaić do czyjejś obecności, nawet takiej milczącej... Bez niego trudno mi usnąć, bo wtedy jakby czegoś w tym moim usypianiu brakowało. Takie coś kompletnie nieokreślone. Dziwne...

*****

Wyjazd wyjazdem, skończył się i wróciła rzeczywistość.
Dzień na wariackich papierach ale w słuchawkach Prince i jego Get off.
Ocieka zmysłowością dźwięków i doskonale pasuje do mojego nastroju w dniu dzisiejszym. Wołodia miał rację, że humorzasta jestem i zmienna jak kalejdoskop. Dobrze mi z tym., przynajmniej w większości przypadków.
Nosi mnie i moje biodra do tańca.
Zamykam oczy...

Widzę szeroki pas z pończochami ze szwem, buty na obcasie i sukienkę subtelnie podkreślającą każdą krągłość.
Widzę roztrzepane, lekko falujące włosy i dłonie z wypielęgnowanymi paznokciami pomalowanymi lakierem w kolorze czerwonego wina.
Widzę kołyszące się biodra i palce sunące po czarnej satynie od pasa w dół, delikatnie wędrujące po udach aż do krawędzi sukienki w okolicy kolan.
Dłonie wygładzają marszczący się lekko materiał obciągając go w dół. Widzę ścianę, o którą można się oprzeć plecami w chwili, gdy złączone kolana uginają się nieco, na tyle by dłonie mogły musnąć je i oderwać się od ciała.
Widzę ręce rozpostarte i oparte na ścianie na wysokości bioder, przesuwające się po murze, gdy kobieta odrywa od niego plecy i kołysząc biodrami postępuje kilka kroków w przód.
Uda ocierają się o siebie, gdy powoli sunie przez pokój zmierzając w stronę siedzącego w skórzanym fotelu mężczyzny.
Dociera do niego i muska paznokciami jego szyję i kark.
Ugiętą lewą nogę unosi w górę, opierając stopę o podłokietnik fotela.
Dół sukienki podjeżdża w górę odsłaniając paski podtrzymujące pończochy. Ciemne zapinki odznaczają się od jej aksamitnej, jasnej skóry.
Mężczyzna pochyla się i ustami pieści jej seksowne kolano, palcami zaś podąża od kostki, wzdłuż łydki, w górę.....

Otwieram oczy.

Oddycham.

Uśmiecham się.

To po prostu moje majaki...

Brak komentarzy: