środa, 23 czerwca 2010

Księżycowe dni...

Nadeszły...
cichcem...
jak zwykle...

Panna Melancholia zmyła się niepyszna, wszyscy moi towarzysze pochowali się taktycznie, a Pan Rzeczywistość od czasu do czasu troskliwie przynosi mi do łóżka kubek herbaty ziołowej.

Lubię być rozpieszczana w Księżycowe Dni... to sprawia, że przestaję czuć się jak kilkutonowa słonica z obrzękiem mózgu i wielkim węzłem zamiast mięśni brzucha. I kilkoma luźnymi klepkami.
Pan Rzeczywistość mocno się stara mimo dziwnych zapędów Krisa by zniweczyć jego działania.
Mój szanowny małżonek genialnie rozpoznając ciężki dla mnie czas (hmmm.... czy ja mu sama przypadkiem o tym nie wspomniałam przypadkiem?), znalazł sobie dziewczynkę do krzyczenia i wylał na mnie wszystkie (nieuzasadnione!) żale, począwszy od pogiętego widelca (O__o)
Z początku patrzyłam na niego jak na kosmitę, ale nerwy nadwerężone upierdliwym i nieprzemijająco bolesnym dyskomfortem puściły. Nie znoszę wybuchać w takich momentach, bo trudno mi się zatrzymać. To z kolei wywołuje ciąg niezbyt przyjemnych zdarzeń zapoczątkowanych gwałtowną wymianą zdań. Zazwyczaj wychodzę wyrzucić śmieci po to by zatrzasnąć za sobą drzwi zsypu i osunąć się po ścianie. Tam przynajmniej nikt nie widzi łez jak grochy... Jak już się wypłaczę jestem gotowa wrócić i stawić czoła choćby rozjuszonemu nosorożcowi... Przynajmniej taka jest teoria. W praktyce różnie bywa. Najczęściej mam ochotę zbić całą zastawę, ale skubana jest z nietłukącego się szkła. Nie na moją siłę. A tej biało-czarnej mi szkoda... polubiłam ją...
Jak już się Pan Mąż wykrzyczał zapytałam o co chodzi naprawdę. Odpowiedź wybiła mnie całkowicie z orbity... Zazdrość....
Jeżeli wszyscy zazdrośni mężczyźni postępują w ten sposób... Boże, chroń kobiety!
Ja również jestem zazdrosna, ale nie wydzieram się z tego powodu na obiekt mojej zazdrości. Raczej cierpię w milczeniu planując zimną zemstę... Jestem wredna. Ot co.

Udało mi się usnąć.
Hurra!
Obudzono mnie...
mój brzuch znów spiął się w nierozerwalny gniot mięśni...

Nocna rozmowa...
Kudłaty...
Po głosie było od razu znać, że coś jest nie w porządku. Na szczęście nie pokłócił się z P. To dobra wiadomość, chociaż ta dziewczyna mnie odrzuca. Nie znam jej i nie zwykłam oceniać ludzi, których nie znam,a le w jej wypadku... Nęka mnie jedno z tych moich głupich przeczuc, które lubią się sprawdzać. Pierwszy raz mam nadzieję, że się mylę (chociaż nienawidzę się mylić!) Jedyne co mi przychodzi na myśl kiedy słucham o tym ich dziwacznym związku to "toksyczna miłość". Taka w najgorszym wydaniu. Nie wtrącam się, nie komentuję, wnioski i uwagi zachowuję dla siebie, ale to mój najlepszy przyjaciel i chciałabym widzieć w jego oczach radość a nie wieczną melancholię. To coś co mnie dobija czasem.. Kudłaty nawet jak się śmieje, ma smutne oczy... To mnie boli. Czasem boli tak bardzo, że mam ochotę wyć, ale nie mówię nic. Po prostu jestem i nadal jak Syzyf próbuję poprawić mu nastrój. Wiem, dziwna jestem. I za cholerę nie zamierzam się poddać. Może walka z wiatrakami to moje przeznaczenie?

wtorek, 22 czerwca 2010

Truskawki w czekoladzie i są powody do mruczenia....

Dzień upłynął mi pod znakiem wszechobecnego lenia. Z pracy urwałam się niemal godzinę wcześniej i pognałam do Raga z 1,5 kg truskawek na wieczór.
Mieliśmy zagrać w Płatki ale Drid wolał rozegrać wszystko z Never w cztery oczy. Prawdę mówiąc miałam nadzieję, że już to zrobili wcześniej, ale nic to...
Wieczór zdecydowanie należy do bardzo udanych i marzy mi się powtórka.
Spłakałam się ze śmiechu, bolała mnie szczęka i brzuch ale dawno nie miałam tak cudownego nastroju. Cieszy mnie to, bo ostatnimi czasu mój humor wydawał się wyciekać przez dziury, które tworzył Pan Rzeczywistość. Właściwie to działo się odkąd Kudłaty przyznał się do założeń, które poczynił na początku naszej znajomości. Przez nie poczułam się potraktowana nieco przedmiotowo i zrobiło mi się jakoś niesmacznie. To zrewidowało moje spojrzenie na nasze dotychczasowe relacje i obraz ten, w tym nowym świetle, nie wyglądał zbyt uroczo. To zabolało, sprawiło przykrość i lekko zachwiało moje zaufanie w to co robił i mówił. Właściwie... zasiało wątpliwości i wzbudziło chęć schowania się w sobie. Na szczęście udało się to powstrzymać (dziękuję Wredny Typie za mentalnego kopniaka:P). A jak wszem i wobec wiadomo najlepiej endorfiny uwalnia czekolada... hmmm....

Nakarmiłam się truskawkami w czekoladzie... MRRRRRRRRRRRRRRRR MRRRRRRRRRRRRRRRR MMMMMMRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR
MRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR MMMRRRRRRRRRRRRRRRRRRR

*spogląda wielkimi oczkami jak kotuś ze Shreka w stronę Raga i szepcze* Rób je częściej...

Pal licho, że to podobno afrodyzjak. W dni takie jak ten lubię się rozpieszczać, a ten deser nadawał się do tego wręcz idealnie. :-P

Byliśmy już w całkiem zabawnych nastrojach gdy dołączył do nas Kristof. Zupełnie nie wiem czemu uważa, że towarzystwo się przy nim spina. Przewrażliwiony jest. :-) W każdym razie wydawał sie bawić równie dobrze, zaś przy "sandałach z masłeeeeem" poległ jak my wszyscy.
Dlaczego?
Cóż....
Oto powód.
I wszystko jasne :D

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Koktajl owocowy, Arkham Horror i zasypianie podczas mówienia (?)

Spałam zbyt krótko.... Czy można spaniem nazwać dwugodzinną drzemkę o 6 nad ranem?
Ogarnęłam mieszkanie po tajfunie jaki przeszedł w dniu wczorajszym. Czy przygotowania do wyjścia na ślub muszą nosić znamiona klęski żywiołowej?
Szybka wizyta w sklepie mająca na celu uzupełnienie zapasów zakończyła się przytachaniem do domu dwóch wielkich toreb. Myślałam, że ręce mi odpadną, ale przecież liczył się efekt a nie droga do celu. W planach obiad na 5 osób, wraz z deserem...
Rag zjawił się w odpowiednim momencie by pociachać mięso, Zuza pomagała mielić... Oboje marudzili, że mogłam powiedzieć to kupiliby mielone i byłby spokój. W głębi duszy przeklinałam siebie za to, że nie kupiłam mielonego od razu, ale wyglądało tak obrzydliwie, że... brrrrr...
W każdym razie udało się. Drid i Kris zjawili się niemal w tym samym momencie.
Obiad wyszedł pyszny dzięki przyprawowym siłom sprzymierzonym.
Po nieco zbyt długim czasie zaczęliśmy grać w Descenta. Zuza nas opuściła, więc poprowadziłam jej postać. Dlugo to nie trwało... Krzyś rozgromił nas na amen. Podjęliśmy długą próbę i niemal, niemal nam się udało... ale niestety wredny Pan Podziemi (kopnę Cię za to!) spuścił nam łomot...
Gra była przyjemna, komentarze i żarty przy niej jeszcze lepsze :-))))
Kristof zniknął spać a nasza trójka porwała się na Arkham Horror. Nieprzespana poprzednia noc dała mi się we znaki, bo zaczęłam przysypiać.
Skończyliśmy grę wygrywając co podniosło nas na duchu. A potem zaczęłiśmy rozmawiać i śmialiśmy się tak do 5 nad ranem... Pożegnałam chłopców i padłam na łóżko jak nieżywa... na całe dwie godziny :P I tak warto żyć :D

niedziela, 20 czerwca 2010

Ulice są przeciwko mnie!

Sobota minęła pod znakiem: Nie-podchodź-do-mnie-bo-gryzę-a-jak-ugryzę-to-będziesz-cierpieć. Przynajmniej do popołudnia.
Rano zaspałam.
Biegusiem pognałam do fryzjera.
Czesanie.
Założyłam okulary, zerknęłam na zegarek i ponownie spojrzałam w lustro skrupulatnie ukrywając przerażenie.
Wróciłam do domu.
Wsadziłam głowę pod kran.
Uczesałam się sama.... Dziękuję...
Wieczorowy makijaż na mamie
Manicure, pedicure... mamy...
A ja? Jak zwykle w lesie.
Błyskawicznie nakręcone na wałki włosy i pośpiesznie robiony make-up.
Szybka jazda na Ursynów.
Makijaż panny młodej (hmmm.... )
Powrót w korkach...
45 minut na dokończenie robienia się na bóstwo i wyjście.
Szaleńcza jazda na Ursynów..
Dotarliśmy...
Odetchnęłam...
OD tej chwili moje życie nabrało barw. Kieliszek wina, pyszne jedzenie, przyjemna muzyka, świetne towarzystwo... Przyjęcie weselne wypełnione śmiechem i zero kłopotów. Uśmiech nie schodził mi z ust, aż mnie szczęka rozbolała. Wróciłam późno, z przyjemnym szumem w głowie i doskonałym humorem. Palcami musnęłam płatki róż z bukietu, który ofiarował mi Kris. Pachniały domem...
Tak samo i łóżko...
I on....

piątek, 18 czerwca 2010

Jak można kochać kogoś takiego jak ja?

Kochać, znaczy tworzyć, rzeźbić miłość w barwach jutrzenki.
Kochać, znaczy być, chcieć być tylko po to, aby być z nim.
Kochać, znaczy miłować, miłować nad wszystko
co skończone i nieskończone.
Kochać, znaczy po prostu kochać...


Ostatnio przyjaciel zapytał mnie jak można czuć coś więcej do kogoś takiego jak on. Następnie wymienił mnóstwo negatywnych epitetów...
Nie wiem czego oczekiwał. Że zaprzeczę, powiem iż wcale taki nie jest?
Ależ jest...
Co prawda dla innych, nie dla mnie... ale jest... Na takiego się kreuje, taką im pokazuje twarz...
A za tym murem złośliwości, niedojrzałości, nieufności i zamknięcia czai się wrażliwy, czuły i przyjacielski facet, który przejmuje się ludźmi. I cóż z tego skoro postanawia w kółko udowodnić wszystkim jakim to dupkiem jest? I niestety większość ludzi z jego otoczenia nabiera się na wizerunek zimnego drania jakim ich karmi.
Można go kochać, nawet bardzo prosto... tyle że trzeba się wykazać niespożytymi pokładami cierpliwości i bardzo twardym siedzeniem ;)

******

Miłość jest piękna, uskrzydla... lecz bywa strasznie trudna. Nikt oczywiście nigdy nie twierdził, że to uczucie jest jasne, łatwe i zawsze nieskalane cieniem.
Czasem gdy tracę cierpliwość miałabym ochotę trzasnąć ją płazem miecza i wysłać do wszystkich diabłów. Czasem to robię. Jednak ona nigdy nie słucha. Jest jak kot, który chodzi własnymi ścieżkami....
A bez niej robi się tak... szaro, pusto, nijak...

*******

A jak można kochać mnie? Mnie, jaką jestem w środku i naprawdę a nie tą, którą pokazuję na zewnątrz.
Ludzie mają mnie często za ciepłe kluchy i kogoś kto jest naiwny, miły i nikomu nie wadzi. Tymczasem niewiele osób wie jak silna być potrafię i jak bardzo to może przeszkadzać. Jestem uparta i złośliwa, nie zawsze konsekwentna, obdarzona czarnym humorem i zbyt dobrą pamięcią. Bywam mściwa, nieufna i zamknięta w sobie. Sprawiam wrażenie otwartej ale czy to nie pozory? To fakt, umiem się dogadywać z ludźmi i robię to, jestem lubiana, ale na ile jestem to prawdziwa ja a na ile ktoś kogo wykreowałam bo był mi potrzebny?
Kto zna moje humory? Kto zna moje prawdziwe myśli? Kto zna skutki i doświadczył efektów mojej chorobliwej niemal zazdrości, z którą wcale nie chcę walczyć?
Takich ludzi na palcach jednej ręki można policzyć.
Kto może być pewien, że jego przyjaźń jest odwzajemniona, a kto nigdy tej pewności mieć nie będzie?
Jak można mnie kochać skoro ja sama miłością do siebie nie pałam?

*********

Rozum: - Czemu mu nie powiesz, że go kochasz?!
Serce: - Bo nie chcę tego.
Rozum: - Czego nie chcesz?! Miłości...?
Serce: - Co Ci przyszło do głowy?! Nie chcę, by znów odeszła bez wyjaśnienia.
Rozum: - Skąd wiesz, że odejdzie?
Serce: - Zawsze odchodzi.
Rozum: - Nie zawsze.
Serce: - Zawsze, kiedy jej najbardziej potrzebujemy.

czwartek, 17 czerwca 2010

Mickiewicz musi zginać... c.d.

"Emocjonalna pustka” jest określana przez psychiatrów mianem aleksytymii (a – brak, lexis – słowo, thymos – emocja). Osobom takim brak słów na określenie tego co czują. Do charakterystycznych dla aleksytymików cech klinicznych należy trudność jaką sprawia im opisanie własnych uczuć lub uczuć innych osób oraz bardzo ograniczone słownictwo dotyczące emocji. Co więcej mają kłopoty z odróżnianiem uczuć jak również doznań emocjonalnych od somatycznych.

Można być intelektualnie sprawnym, ale nie mieć wyczucia wagi spraw. Silne uczucia potrafią zmącić tok myślenia lecz ich brak działa równie destrukcyjnie. Dla kilku wariantów tego samego można znaleźć za i przeciw. Bez emocji nie będzie możliwy wybór żadnego wariantu. Kluczem do podejmowania bardziej rozsądnych decyzji w naszym życiu osobistym jest dostrojenie się do naszych uczuć.

Jak wykazał Freud, życie emocjonalne jest w dużej wierze nieświadome, kłębiące się uczucia nie zawsze przekraczają próg świadomości. Ten psychologiczny aksjomat został empirycznie zweryfikowany przez eksperymenty z emocjami, których nie jesteśmy świadomi, takie jak te które doprowadziły do doniosłego odkrycia, że ludzie nabierają upodobania, do rzeczy, które widzieli, nie zdając sobie sprawy z tego, że je widzą.
Np. jeżeli osobom, które boją się węży, pokazuje się obrazki przedstawiające te stworzenia, to umieszczone na ich skórze czujniki rejestrują wydzielanie się potu, mimo, że osoby te twierdzą, że nie czują w ogóle lęku. Pot pojawia się nawet wtedy, kiedy obrazki węża wyświetla się tak szybko, że nie da się tak szybko, że nie da się ich zarejestrować na poziomie świadomości. Kiedy nieświadome emocje nadbudowują się przenikają do świadomości.

Sztuka uspakajania się jest podstawową umiejętnością życiową. Zgodnie z tą teorią emocjonalnie zdrowe dzieci uczą się uspokajać i uśmierzać swoje emocje, traktując się w taki sam sposób w jaki traktują je ich opiekunowie, dzięki czemu staja się bardziej odporne na wstrząsy. Ogólnie mamy ograniczoną kontrolę nad tym kiedy i jaka emocja nas ogarnia. Mamy jednak wpływ na czas jej trwania. Nie chodzi tu o zwykły smutek czy zmartwienie. Kiedy bardzo intensywne emocje utrzymują się zbyt długo, to przybierają krańcową nieprzyjemną postać chronicznego niepokoju, niepohamowanej furii czy depresji.

Załóżmy, że na szosie wyprzedza cię inny samochód i wciska się przed ciebie tak niebezpiecznie, iż musisz przyhamować, aby się z nim nie zderzyć. Jeśli nasuwa ci się automatycznie myśl „Ten sukinsyn!”, to trajektoria twojej wściekłości zależy w dużym stopniu od tego, czy po tej myśli pojawią się inne, pełne oburzenia i chęci zemsty: „Mógł mnie walnąć! To skurwiel – nie ujdzie na sucho!” Ściskasz kierownice tak silnie, że aż bieleją ci kostki palców – jest to namiastka duszenia owego kierowcy za gardło. Twoje ciało mobilizuje się nie do ucieczki, ale do walki – trzęsiesz się, na czole występują ci krople potu, serce wali jak młot, mięśnie kurczą się w groźnym grymasie. Chcesz zabić tego faceta. Jeżeli w tym momencie zatrąbi kierowca jadący za tobą, bo przecież zwolniłeś, możesz wybuchnąć wściekłością także na niego. Tak wygląda stan wzmożonego napięcia, który prowadzi do nieostrożnej jazdy, a nawet strzelaniny na szosach.
Przeciwstawmy temu stopniowemu narastaniu wściekłości bardziej życzliwą dla kierowcy, który zajechał ci drogę linię rozumowania: „Może mnie nie zauważył, a może do takiej szaleńczej jazdy zmusza go konieczność, na przykład jak najszybsze dostarczenie chorego do lekarza.”. Przyjęcie takiej możliwości łagodzi gniew ponieważ wyzwala w nas poczucie litości czy miłosierdzia oraz pozwala na spokojniejszą ocenę sytuacji.
Ze wszystkich rodzajów nastrojów jaki pragniemy unikać najbardziej nieustępliwa jest złość. W odróżnieniu od smutku złość dodaje nam werwy i animuszu. Ciąg gniewnych myśli, który podsyca złość, jest także potencjalnie kluczem do jej stłumienia: poddawanie w wątpliwość i nadwątlanie przekonań rozpalających złość jest najlepszym sposobem na opanowanie jej. Przedstawienie sobie innego obrazu sytuacji wywołującej złość jest jednym z najskuteczniejszych sposobów jej stłumienia.

Czynnikiem wyzwalającym złość jest poczucie zagrożenia. Zagrożenie może sygnalizować nie tylko bezpośrednia groźba ataku fizycznego, ale również co zdarza się częściej symboliczne naruszenie poczucia godności własnej: niesprawiedliwe lub grubiańskie potraktowanie nas przez kogoś, obraza albo poniżenie, udaremnienie prób osiągnięcia własnego celu. W tych sytuacjach układ limbiczny reaguje dwojako: z jednej strony powoduje wydzielanie się katecholamin (adrenalina, noradrenalina), które wyzwalają szybki, krótkotrwały przypływ energii wystarczający do „jednej dynamicznej akcji”. Ten przypływ trwa kilka minut, podczas których w zależności od tego jak mózg emocjonalny oceni szansę każdego z tych działań, ciało przygotowuje się do gwałtownej walki albo szybkiej ucieczki. W tym czasie inny strumień wysyłanych przez ciało migdałowate stymuluje centralną reakcję kory nadnercza wytwarzając stan podwyższonej gotowości do akcji. To pobudzenie może trwać kilka godzin do kilku dni. Tłumaczy to dlaczego osoby, które zostały wcześniej sprowokowane tak łatwo wybuchają gniewem na kogoś innego.

Kiedy ciało znajduje się w stanie napięcia i coś wyzwoli reakcję zwaną porwaniem emocjonalnym to następna emocja bez względu na to czy jest to złość czy niepokój jest niezwykle intensywna.
Fale złości nawarstwiają się. Druga fala nadchodzi zanim ustąpi pierwsza itd. Myśli w trakcie nawarstwiania się wywołują dużo większy gniew niż te, które pojawiły się na początku. Jeżeli stanu tego nie będzie hamował rozsądek może dojść do przemocy. W tym momencie jesteśmy bezlitośni, nie trafiają do nas żadne argumenty. Zemsta, brak myśli o konsekwencjach.

Są dwa główne sposoby radzenia sobie z wściekłością:
1) Uchwycenie myśli wywołujących złość i przeciwstawienie się im. Ważny jest moment kiedy się na to decydujemy. Im wcześniej tym skuteczniej. Złość można nawet całkowicie zablokować, jeżeli informacje korygujące dotrą odpowiednio wcześnie. Łagodzące informacje, pozwalają na ponowną ocenę zdarzeń tylko przy mały poziomie gniewu. W chwilach wielkiej złości „nie myślimy zbyt jasno”.
2) Drugi sposób uśmierzenia złości polega na odzyskaniu równowagi fizjologicznej. Najlepiej przeczekać przypływ adrenaliny w otoczeniu w którym mało prawdopodobne jest znalezienie się w następnej sytuacji wywołującej złość. Oznacza to, że dla zakończenia sprzeczki trzeba się na chwilę odizolować od drugiej osoby.
Dobrym sposobem jest też rozrywka, ponieważ trudno być złym spędzając przyjemnie czas. Oto kilka taktyk:
• Wyjście dla ochłonięcia
• Długi spacer
• Ruch i wysiłek fizyczny
• Głębokie oddychanie i rozluźnianie się
Niepowodzeniem kończy się wyciszenie, jeżeli przeżuwamy swoją złość.

Pogląd jakoby katharsis – danie upustu złości było w stanie uśmierzyć złość jest znany od dawna. Nie jest on jednak zgodny z prawdą. Wyładowanie złości wcale jej nie zmniejsza a może nawet potęgować. Upust złości jest złym rozwiązaniem ponieważ mózg emocjonalny jest wówczas pobudzony i sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej pobudzeni. O wiele bardziej konstruktywna jest rozmowa po ochłonięciu i wyciszeniu.

Niepokój jest w pewnym sensie analizowaniem sytuacji i zastanowieniem się nad tym co może się nie udać i jak mamy sobie z tym poradzić; celem niepokoju i martwienia się jest wynajdowanie sposobów wyjścia z zagrożeń. Kłopot zaczyna się wtedy gdy mamy doczynienia z chronicznym niepokojem z chronicznym niepokojem. Dokładna analiza wykazuje, że ma on cechy porwania emocjonalnego o niskim nasileniu. Jeśli ten cykl nasila się i utrzymuje to stopniowo przeradza się w pełno objawowe zespoły zaburzeń lękowych, które mogą przybrać postać fobii, nerwicy natręctw czy ataków lękowych.

Smutek wywołany stratą objawia się zawsze ucieczką od zainteresowania rozrywkami i przyjemnościami, skupiając uwagę na tym co straciliśmy i brakiem energii do podejmowania nowych przedsięwzięć. Mówiąc krótko, zmusza nas do zaprzestania pogoni za wszystkim, oderwanie się od pochłaniających na co dzień spraw i do refleksji abyśmy mogli opłakać stratę i przystosować się do nowej sytuacji i poczynić nowe plany. Kiedy czujemy się przygnębieni chętnie szukamy samotności, ale bardzo często skutkiem tego jest poczucie opuszczenia. Ogarnięte depresją kobiety są znacznie bardziej skłonne do przeżuwania myśli niż mężczyźni.

Wyobraź sobie, że jedziesz w gęstej mgle nie znana ci stromą i krętą drogą. Nagle zaledwie parę metrów przed tobą wyjeżdża z pobocza inny samochód. Jest zbyt blisko, abyś mógł się zatrzymać. Wciskasz w podłogę pedał hamulca i wpadasz w poślizg, a twój samochód uderza w bok tamtego. Tuż przed hukiem, brzękiem tłuczonych szyb i zgrzytem metalu trącego o metal postrzegasz, że w tamtym samochodzie jest pełno maluchów jadących do przedszkola. Potem w nagłej ciszy, która następuje po zderzeniu słyszysz płacz i krzyki. Podbiegasz do tamtego samochodu i widzisz, że jedno z dzieci leży w bezruchu. Ogarniają cię wyrzuty sumienia i smutku z powodu tej tragedii...

Według jednej z teorii płacz może być naturalnym aparatem obniżenia poziomu związków chemicznych w mózgu, które powodują uczucie przygnębienia. Teza o oczyszczającym działaniu płaczu jest bałamutna ponieważ płacz wzmacnia skłonność do przeżuwania myśli i przedłuża niedolę.
Elektrowstrząsy są bardzo skuteczne w leczeniu najostrzejszych form depresji gdyż powodują utratę pamięci krótkotrwałej, dzięki czemu nie pamiętamy dlaczego jesteśmy smutni.
Innym antidotum jest dodawanie sobie otuchy i przyjemności zmysłowych od gorących kąpieli po słuchanie muzyki i uprawianie seksu. Bardzo skuteczną metodą podniesienia sobie nastroju jest zapewnienie sobie łatwego zwycięstwa albo niewielkiego sukcesu. Porównanie się z kimś kto jest w gorszej sytuacji ma zaskakująco dobry wpływ na poprawę naszego nastroju.
Skutecznym sposobem jest również pomaganie innym w potrzebie. Ponieważ depresja żywi się przeżuwaniem myśli i zaabsorbowaniem własną osobą – pomaganie innym zmniejsza to zaabsorbowanie.

„Kopnął kolegę z pokoju w brzuch...” Tak zaczyna się zdanie. Kończy się zaś: „...ale chciał po prostu zapalić światło”.

Wypieranie uczuć nieprzyjemnych jest pewnego rodzaju podnoszeni się na duchu, pozytywnym rozszczepieniem oraz – być może – jakąś wskazówką co do charakteru poważniejszych stanów rozszczepienia, które występuje powiedzmy, we wstrząsie pourazowym. Jeśli wynikiem tego jest po prostu spokój ducha to wydaje się, że to jest dobra strategia dla osiągnięcia samoregulacji emocjonalnej, aczkolwiek koszt jaki płaci za to samoświadomość jest nieznany.

Wyobraź sobie, że masz cztery lata i ktoś robi ci taką oto propozycję: jeśli zaczekasz, aż załatwi on(a) jakąś ważną sprawę, to dostaniesz za to dwa cukierki, jeśli natomiast nie zdołasz spokojnie poczekać do tego momentu, to dostaniesz tylko jeden, ale za to od razu.

Jest to wyzwanie, które na pewno wystawi na ciężką próbę charakter każdego czterolatka, mikrokosmos odwiecznej walki między impulsem a hamulcem, id i ego, pożądaniem i samokontrolą, nagrodą i odłożeniem jej w czasie. Wybór, którego dokona dziecko ma wymowne znaczenie – pozwala nie tylko przekonać się jaki ma charakter, ale również przewidzieć, jaką prawdopodobnie obierze drogę życiową.
Ludzie, którzy w dzieciństwie potrafili zapanować nad emocjami wykazują się dużo większymi umiejętnościami życia w społeczeństwie, osiągają sukcesy osobiste, są pewni siebie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bardziej odporni na załamanie i apatię. Podejmują wyzwania, mają wiarę we własne siły oraz są godni zaufania.
Natomiast ci co „chwycili za cukierek” zdradzali inny portret psychologiczny: nieśmiali, stroniący od ludzi i kontaktów towarzyskich, łatwo wpadali w przygnębienie, w sytuacjach stresowych tracili zdolność działania, byli skłonni do zazdrości i zawiści. Ich reakcje były niewspółmiernie gwałtowne do sytuacji, które je wywołały.

Niepokój obniża sprawność intelektualną. Przy złożonych, wymagających dużego wysiłku umysłowego i stwarzającego znaczne obciążenie psychiczne zadaniach takie jak np. stojące przed kontrolerami ruchu powietrznego, utrzymujący się stale silny niepokój jest niemal stuprocentowo pewnym prognostykiem do popełnienia błędu.
Ponadto osoby skłonne do martwienia się są gorszymi uczniami, niezależnie od tego jaki test przeprowadzimy. Kiedy daje się osobom z tendencją do martwienia się proste zadanie umysłowe, na przykład podział mających niewyraźne kształty albo niesprecyzowaną funkcję przedmiotów na dwie kategorie, prosząc je by relacjonowały, co dzieje się w tym czasie w ich umysłach, to okazuje się, że proces podejmowania decyzji zakłócają u nich najczęściej negatywne myśli – „Nie potrafię tego zrobić”, „Nie jestem dobry w tego rodzaju testach”.
Dobry nastrój zwiększa zdolność elastycznego i złożonego myślenia, ułatwiając tym samym znajdowanie rozwiązań problemów zarówno intelektualnych jak i interpersonalnych. Wynika stąd, że jednym ze sposobów udzielania komuś pomocy w przemyśleniu jakiegoś problemu, jest opowiedzenie mu dowcipu. Śmiech podobnie jak nastrój uniesienia wydaje się pomagać nam w ogarnianiu myślą szerszych horyzontów. Osoby w dobrym nastroju mają nastawienie percepcyjne wyzwalające większą odwagę i wiarę w powodzenie podczas układania planów i podejmowania decyzji.

Nadzieja jest silnie skorelowana z ilorazem inteligencji, tak więc dla ludzi o tych samych zdolnościach intelektualnych czynnikiem decydującym o różnicach ocen jest nadzieja.
„Nadzieja” – jest to przekonanie, że ma się zarówno wolę, jak i możliwość osiągnięcia zamierzonych celów, bez względu na to na czym one polegają.

Optymizm, podobnie jak nadzieja, oznacza silne oczekiwanie, że mimo porażek i niepowodzeń wszystko ułoży się dobrze. Z punktu widzenia inteligencji emocjonalnej optymizm jest postawa uodparniająca nas na popadanie w apatię, utratę nadziei i pogrążanie się w depresji w obliczu trudności i kłopotów. Optymizmu i nadziei – tak jak bezradności i przygnębienia – można się nauczyć. U korzeni obu tych postaw leży pewien pogląd , który psycholodzy nazywają wiara w siebie.

Zdolność osiągnięcia stanu „uskrzydlenia” jest szczytem inteligencji emocjonalnej, jest najdoskonalszą postacią okiełznania emocji i zaciągnięcia ich w służbę osiągnięć w pracy i nauce. W stanie tym emocje są nie tylko powściągnięte i ujęte w jeden strumień, ale też opatrzone znakiem dodatnim.
Jeżeli wymagania są zbyt małe to jesteśmy znudzeni. Jeśli są zbyt duże to zaczynamy się niepokoić. Uskrzydlenie występuje w tej subtelnej strefie, która oddziela znużenie od niepokoju. Kiedy wykonujemy czynności, które przyciągają i pochłaniają naszą uwagę bez żadnego wysiłku, nasz mózg „uspokaja się” w tym sensie, że zmniejsza się pobudzenie jego kory.

Empatia wyrasta ze samoświadomości; im bardziej jesteśmy otwarci na nasze własne emocje, tym wprawniej odczytujemy uczucia innych osób.
Niemożność odbioru uczuć innych ludzi wręcz tragicznie upośledza poczucie człowieczeństwa ponieważ wszelkie cieplejsze stosunki z innymi, które leżą u podstaw troski o innych. Brak empatii zwykle występuje u psychopatycznych przestępców, gwałcicieli i osób nagabujących dzieci.
Do korzyści płynących z umiejętności odczytywania emocji z sygnałów niewerbalnych wyróżnia się: lepsze dostosowanie się emocjonalne do innych, większa popularność i otwartość oraz większa wrażliwość. W istocie rzeczy, kiedy słowa nie zgadzają się z tonem jej głosu, gestami czy innymi sygnałami niewerbalnymi, na jej prawdziwe emocje wskazuje nie to co mów, ale jak mówi. W badaniach nad komunikacją stwierdzono, że 90% lub więcej przekazywanych emocji nadaje się kanałami niewerbalnymi.
Korzenie moralności tkwią w empatii ponieważ tym co popycha nas do pomagania innym ludziom jest utożsamianie się z potencjalnymi ofiarami – osobami pogrążonymi w bólu, ludźmi, którym coś odebrano albo którym zagraża niebezpieczeństwo.
Empatia leży u podłoża różnych aspektów ocen i działań moralnych. Jednym z takich aspektów jest „gniew empatyczny”, który można opisać jako „naturalne uczucie odwetu wywoływane przez intelekt i współczucie odnoszące się do tych krzywd, które ranią nas przez to, że ranią innych”. Innym przypadkiem, w którym empatia prowadzi do podjęcia działania moralnego, jest sytuacja, w której postronny obserwator wkracza do akcji w obronie ofiary, przy czym badania dowodzą, że im większą empatię ów obserwator czuje do ofiary, tym większe jest prawdopodobieństwo jego interwencji.

Umiejętność wpływania na emocje innych osób – wspaniała sztuka współżycia – wymaga opanowania dwóch innych umiejętności emocjonalnych: panowania nad sobą i empatii.
Na tej podstawie tworzą się i rozwijają umiejętności obcowania z ludźmi. Są to owe umiejętności społeczne, które stanowią o skuteczności w naszych stosunków z innymi; braki w tej sferze prowadzą do niedostosowania się do społeczeństwa albo powtarzających się niepowodzeń w relacjach interpersonalnych. To właśnie brak tych umiejętności może powodować, że osoby o najwyższej inteligencji nie potrafią właściwie postępować w kontaktach z innymi, jawią się jako ludzie aroganccy, przykrzy, nieznośni i nieczuli.

Umiejętność właściwego obcowania z innymi jest cechą inteligencji emocjonalnej: „lubiany”, „czarujący” są terminami używanymi na określenie osób, z którymi chętnie przestajemy ponieważ ich umiejętności emocjonalne sprawiają, że czujemy się dobrze w ich towarzystwie. Osoby, które pomagają innym opanować, są szczególnie cenionym „towarem”. Są owymi „dobrymi duszami” do których zwracają się inni w chwilach największej potrzeby.

W wieku około trzynastu lat widoczne są różnice w rozeznaniu emocjonalnym chłopców i dziewcząt. Dziewczęta lepiej opanowują metody agresji jak plotki czy zemsta pośrednia, chłopcy nadal dążą do konfrontacji i nie myślą o zakamuflowanych metodach ataku.
Dziewczęta bawią się raczej w małych grupach minimalizując wrogość na rzecz współpracy. Chłopcy natomiast preferują duże grupy i uwypuklają współzawodnictwo. Różnice te widać gdy zabawa zostanie przerwana przez kogoś kto się potłukł, czy zranił. W męskim gronie wszyscy czekają, aż usunie się w bok i przestanie „ryczeć”; natomiast dziewczęta przerywają zabawę aby wspólnie pomóc.
Kobiety i mężczyźni oczekują czegoś zupełnie innego od rozmowy; mężczyźni są zadowoleni mogąc rozmawiać o „rzeczach” podczas gdy kobiety szukają więzi emocjonalnych.

Kryzys zaczyna się od ostrych krytyk i uwag. Pod wpływem złości zbyt często wyraża się emocje w sposób destrukcyjny robiąc uwagi na temat charakteru związku (małżeństwa, przyjaźni, więzi rodzinnych). Stosowanie formy ataku na osobę zamiast na czyny jest dosyć powszechne. Złośliwe docinki, których celem stają się cechy charakteru są o wiele bardziej szkodliwe niż rozsądne uwagi krytyczne.
Gdy uczynimy wymówkę na temat co mnie denerwuje i krytykujemy nie osobę lecz działanie to wykazujemy się inteligencją emocjonalną. Natomiast podczas krytyki na osobę mamy punkt wyjścia do frontalnego ataku. W wyniku tego osoba na którą skierowaliśmy atak raczej podejmie postawę obronną niż działania naprawcze.
Twórcza krytyka jest wtedy gdy mówimy: „Kiedy zapomniałeś odebrać moje ubranie poczułam się jakbym cię w ogóle nie obchodziła” natomiast forma ataku na osobę jest taka: „Zawsze myślisz tylko o sobie”, „Nie mogę na tobie polegać”.
Sposób odpowiedzi na atak wyznaczają dwa bieguny reakcji: „walcz albo uciekaj”. Najczęstsze zachowanie to przeciwstawienie się. Zazwyczaj kończy się to wykrzykiwaniem zniewag i obelg, bezowocna kłótnia. Niestety alternatywa czyli ucieczka za mur milczenia jest jeszcze bardziej zgubna.
Otoczenie się murem milczenia jest ostatecznym środkiem obrony. Unikamy rozmowy i stajemy się obojętni. Na wszystko odpowiadamy bardzo wymownym milczeniem. W 85% przypadków to mężczyźni otaczają się murem milczenia. Jeżeli odgradzanie się wejdzie w nawyk to ma to katastrofalne skutki ponieważ przekreśla wszelkie możliwości złagodzenia i usunięcia nieporozumień.

U podłoża każdej silnej emocji leży impuls do działania; podstawą inteligencji emocjonalnej jest kierowanie tymi impulsami. Szczególnie wyraźne jest to w związkach opartych na miłości. Reakcje wtedy wyzwolone sięgają najgłębszych potrzeb: potrzeby bycia kochanym i szanowanym, lęku przed odrzuceniem albo deprawacją emocjonalną.
Podczas „ostrej dyskusji” w chwili gdy zbliża się zatopienie porwania emocjonalnego najlepiej zrobić sobie przerwę. Rzeczywiste uspokojenie fizjologiczne jest procesem stopniowym i mimo iż wydaje się, że wystarczy nam pięć minut na ochłonięcie, to w rzeczywistości czas ten jest o wiele dłuższy.

Zatopienie początkują negatywne myśli jak: „Nie będę tego dłużej tolerował(a)”, czy „Nie zasługuje na takie traktowanie” są charakterystyczne dla osób, które twierdzą, że są niewinnymi ofiarami.
Terapia kognitywna głosi, że zamiast dać się im ponieść należy im się przeciwstawić. Krokiem pierwszym jest nie dać im wiary, drugim jest poszukanie okoliczności łagodzących. Na przykład kobieta pod wpływem chwilowego zawodu zamiast „on w ogóle nie dba o moje potrzeby – zawsze jest takim egoistą” – mogłaby zakwestionować tą myśl i zmodyfikować jej kształt: „Chociaż postąpił nieładnie i sprawił mi przykrość to przecież czasami okazuj, że zależy mu na mnie”. To drugie rozwiązanie ma jakieś pole manewru, pierwsze podsyca złość i potęguje ból.

Nawet podczas kłótni, w czasie porwania emocjonalnego dobrze jest gdy potrafimy słuchać i słyszeć partnera i reagować na jego pojednawcze gesty. Pomaga w tym potraktowanie negatywnego zabarwienia wypowiedzi małżonka jako sposobu podkreślenia jak ważna jest dla niego ta sprawa. Na przykład: jeśli ona wrzeszczy – „Przestań mi przerywać, do cholery!” to on zamiast riposty może zdoła się opanować i powiedzieć „w porządku, mów dalej”.
Sztuka nie defensywnego mówienia polega na ograniczeniu się do konkretnej skargi czy zarzutu i pilnowaniu aby nie przerodziła się w atak na partnera.: „Kiedy nie zadzwoniłeś aby mnie uprzedzić, że spóźnisz się na obiad, to poczułam się zlekceważona i ogarnęła mnie złość. Chciałabym, żebyś na przyszłość zadzwonił i powiedział, że się spóźnisz”, zamiast: „Jesteś samolubnym sukinsynem, masz wszystko w nosie”.

Z emocjami źle, bez nich równie kiepsko...
I jak tu zatłuc gazetą jak niechcianą muchę tę Mickiewiczowska "Niepewność"?

Może po prostu powinnam poszukać innego remedium... Klin klinem jak to mówią....
Problem polega na tym, ze w moim wypadku to może nie pomóc...

środa, 16 czerwca 2010

Mickiewicz musi zginąć...

Właściwie to nie sam Mickiewicz a jeden z jego wierszy. "Niepewność"...
Dlaczego? Bo tak mówię, bo tak myślę i tak czuję. Bo "Niepewność" tkwi mi w głowie i nie chce sobie pójść. Ja wiem, że to wszystko wina Panny Melancholii i rozedrganego Pana Rzeczywistość, który ostatnio miewa stany depresyjno-maniakalne. Utopię ich w łyżeczce wody któregoś dnia...

Jak mówi stara japońska przypowieść, pewien skory do zwady samuraj przyszedł do mistrza Zen z żądaniem, aby wyjaśnił mu na czym polega różnica między piekłem a niebem. Mnich odparł z szyderstwem: „Jesteś zwykłym gburem. Nie mam zamiaru marnować czasu na rozmowy z takimi jak ty.”
Urażony samuraj wpadła we wściekłość i wydobywszy miecz z pochwy krzyknął: „Zabiję cię za tę impertynencję!”
„To właśnie – odpowiedział spokojnie mnich – jest piekło.” Zaskoczony prawdziwością słów mnicha, samuraj uspokoił się, schował miecz i złożył głęboki ukłon, dziękując za wyjaśnienie.
„A to – rzekł mnich – jest niebem.”

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nasze uczucia są oczywiste. Psychologia używa określenia na uświadamianie sobie własnych procesów myślowych – metapoznanie lub też samoświadomość. W stanie autorefleksyjnej świadomości umysł obserwuje i bada samo doświadczenie z emocjami.
Niekiedy psychoanalitycy określają to „obserwującym ego” czyli zdolnością świadomości umożliwiającą psychoanalitykowi śledzenie swoich reakcji na to co mówi pacjent i co podtrzymuje proces swobodnych skojarzeń zachodzących w jego umyśle. Krótko mówiąc samoświadomość oznacza uświadamianie sobie własnego nastroju jak i myśli o tym nastroju. Owo skupienie może być mniej lub bardziej beznamiętne. Rozpoznanie u siebie złego nastroju równoznaczne jest z chęcią pozbycia się go. Różni się jednak od wysiłków, które podejmujemy aby powstrzymać siebie lub inną osobę od działania pod wpływem impulsu emocjonalnego. Kiedy mówimy dziecku, które w złości chce uderzyć inne dziecko „Nie rób tego!” to możemy wprawdzie nie dopuścić do wyładowania złości, ale jej nie ugasimy. Myśli dziecka i tak zostaną skoncentrowane na tym co wywołało złość i gniew nadal w nim kipi.
Można wyłonić trzy podstawowe kategorie osób:
  • Świadomi swych uczuć: zdają sobie sprawę z tego w jakim nastroju się znajdują. Są niezależni i pewni siebie, cieszą się dobrym zdrowiem psychicznym. Szybciej otrząsają się z niepowodzeń.
  • Dający się ogarnąć emocjom: dają się ponieść emocjom i nie mogą uciec przed nimi. Miewają zmienne nastroje i nie bardzo uświadamiają sobie co czują.
  • Akceptujący swoje emocje: na ogół wiedzą co czują ale nie robią nic aby ten stan zmienić. Można ich podzielić na dwie kategorie: w dobrym humorze – więc nie ma powodu aby go zmienić, lub w złym humorze – przyjmują, że tak ma być i nie odpierają złych emocji. Może to być początkiem depresji.
Właściwie po co nam emocje?

Wszystkie emocje są w istocie rzeczy bodźcami skłaniającymi nas do działania, szybkimi planami uratowania albo podtrzymania życia, w które wyposażyła nas ewolucja. Jak wykazują charakterystyczne biologiczne sygnatury każda emocja z naszego emocjonalnego repertuaru pełni wyjątkową rolę.
  • W złości do rąk napływa krew, dzięki czemu łatwiej jest chwycić za broń, albo wymierzyć cios wrogowi. Wzmaga się rytm uderzeń serca, a zwiększone wydzielanie się takich hormonów jak adrenalina powoduje przypływ energii wystarczającej do podjęcia dynamicznego działania.
  • W strachu krew napływa do dużych mięśni szkieletowych, takich jak mięśnie nóg, dzięki czemu łatwiej jest rzucić się do ucieczki. Powoduje to odpływ krwi z twarzy, przez co staje się ona blada (i mamy wrażenie, że „krew zamiera nam w żyłach”). Jednocześnie ciało zastyga, choćby tylko na moment, w bezruchu, po to abyśmy mieli czas ocenić czy lepszą reakcją nie byłoby ukrycie się. Połączenia w sterujących emocjami ośrodkach mózgowych uruchamiają napływ fali hormonów, które zmuszają całe ciało do czujności, sprawiając, że staje się wrażliwe na wszelkie zewnętrzne bodźce i gotowe do działania, natomiast cała uwaga skupia się na bezpośrednim zagrożeniu, abyśmy mogli lepiej ocenić, jak na nie zareagować.
  • Do głównych biologicznych zmian zachodzących w naszym organizmie w chwilach szczęścia należy zwiększona aktywność ośrodka mózgu, który powstrzymuje uczucia negatywne i powoduje wzrost dostępnej nam energii oraz wyciszenie tych ośrodków, które generują trapiące i dokuczliwe myśli. Nie pojawiają się jednak żadne szczególne zmiany fizjologiczne, oprócz uspokojenia, które sprawia, że ciało szybciej uwalnia się od biologicznego pobudzenia przygnębiających emocji. To zestawienie czynników wprawia ciało w ogólny spokój, jak również wytwarza gotowość i zapał do wykonania bezpośrednio stojących przed nami zadań, oraz dążenie do osiągnięcia przeróżnych celów.
  • Miłość, czułość i zadowolenie seksualne pociągają za sobą pobudzenie układu przywspółczulnego, co jest fizjologicznym przeciwieństwem mobilizacji organizmu do walki lub ucieczki powodowanej przez strach i złość. Schemat pobudzenia przywspółczulnego układu nerwowego, określany również mianem reakcji relaksacyjnej, jest zespołem reakcji całego ciała wywołującym stan ogólnego zadowolenia i spokoju, który ułatwia współpracę.
  • Uniesienie brwi w chwilach zaskoczenia pozwala na szersze ogarnięcie spojrzeniem przedpola, a jednocześnie zwiększa dopływ światła do siatkówki. Dzięki temu dociera do nas więcej informacji (wizualnej) o niespodziewanym wydarzeniu i pozwala szybciej zorientować się, co się dzieje i opracować lepszy plan działania.
  • Główną funkcją smutku jest niesienie pomocy w pogodzeniu się ze znaczną stratą, taką jak śmierć kogoś bliskiego albo wielkie rozczarowanie. Smutek powoduje obniżenie energii i zapału do podejmowania różnych czynności życiowych, zwłaszcza dających rozrywkę lub przyjemność, a w miarę jego pogłębiania się i nadchodzenia depresji obniża się i ulega spowolnieniu metabolizm ciała. To wycofanie się stwarza okazję do opłakania straty albo zawiedzonej nadziei, zrozumienia konsekwencji jakie ma to dla naszego życia i, kiedy powróci energia, zaplanowania wszystkiego od nowa.
Ludzki mózg jest o ok. trzy razy większy od mózgów naczelnych. W trakcie ewolucji rozwijał się i rozrastał od niżej położonych, starszych części do wyższych. Najstarszą częścią mózgu jest pień mózgowy. Reguluje on podstawowe czynności życiowe typu oddychanie i metabolizm oraz kontroluje stereotypowe reakcje i ruchy. Ta część mózgu nie jest zdolna do myślenia i uczenia się; jest raczej zaprogramowana i dba o to aby nasze ciało funkcjonowało poprawnie. Po milionach lat ewolucji z pnia zaczęły wyłamywać się ośrodki emocjonalne, a z nich kora mózgowa. Wynika z tego, że mózg emocjonalny pojawił się na długo przed mózgiem racjonalnym. Najstarszy jest zmysł powonienia. Z płata węchowego zaczęły wyłaniać się pierwotne ośrodki emocji, które ostatecznie rozrosły się tak bardzo, że otoczyły zwartą masą zakończenie pnia mózgu. Wraz z pojawieniem się ssaków tworzyły się najważniejsze warstwy mózgu emocjonalnego. Otaczają one pień mózgowy. Nazwa pochodzi od łacińskiego „limbus” – pierścień – układ limbiczny. To on wytworzył uczenie się i pamięć. Kiedy ogarnia nas furia, kiedy znajdziemy się w szponach namiętności, kiedy zakochamy się po uszy albo kiedy cofniemy się ze wstrętem lub przerażeniem to kieruje nami układ limbiczny.

Siedliskiem wszystkich ludzkich uczuć jest ciało migdałowate. Jest ono zbiorem wzajemnie połączonych struktur o kształcie migdała znajdującym się po obu stronach pnia mózgu. Jego usunięcie spowoduje „ślepotę uczuciową”. Ciało migdałowate analizuje sygnały napływające od naszych zmysłów nastawiając się na wyłapywanie tych złych. Na każdy sygnał zadawane jest pytanie typu: „Czy jest to coś czego nienawidzę?”; „Coś co sprawia mi ból?”; „Coś czego się boję?”. Jeżeli odpowiedź pada TAK to ciało migdałowate reaguje błyskawicznie wysyłając wiadomość o zagrożeniu do pozostałych części mózgu.

Hipokamp zapamiętuje suche fakty, a ciało migdałowate ich emocjonalną otoczkę. Jeżeli staramy się wyprzedzić pojazd i o włos unikamy zderzenia to hipokamp zapamiętuje szczegóły zdarzenia jak odcinek drogi, wygląd samochodu itp., ale fale niepokoju ogarniają nas zawsze potem gdy w podobnych okolicznościach chcemy wyprzedzić inny pojazd wywołuje ciało migdałowate.

Wadą alarmów emocjonalnych jest ich anachronizm. Ciało migdałowate bada doniesienia naszych zmysłów. Jeżeli choć jeden z kluczowych momentów będzie podobny do tego z przeszłości ciało migdałowate może podnieść alarm i reagować w sposób zapamiętany dawno temu. Brak precyzji mózgu emocjonalnego w rozeznaniu sytuacji w takich chwilach wzmaga dodatkowo fakt, że wiele silnych wspomnień emocjonalnych pochodzi z pierwszych lat życia i dotyczy stosunków między dzieckiem i opiekunami. Odnosi się to szczególnie do wydarzeń traumatycznych typu bicie albo zaniedbanie.

Droga „na skróty” prowadząca od oka czy ucha do ciała migdałowatego pozwala zyskać na czasie, kiedy niezbędna jest natychmiastowa reakcja. Krótsza droga jednak przesyła tylko część informacji, które są mocno niekompletne, lecz na tyle dokładne aby stwierdzić czy coś jest groźne czy nie. U zwierząt taki mechanizm jest nieszkodliwy, ale u ludzi może mieć katastrofalne skutki – ponieważ krótko mówiąc możemy odskoczyć albo skoczyć na niewłaściwą osobę lub rzecz. Wynika z tego, że ciało migdałowate działa zanim zdążymy pomyśleć co się stało

Podczas gdy ciało migdałowate wyzwala gwałtowną i niespokojną reakcję, inna część mózgu emocjonalnego bierze pod uwagę lepiej dostosowane do sytuacji znaczniki korygując zachowanie.
Normalnie przednie obszary kory kierują naszymi reakcjami emocjonalnymi od samego początku. Jeśli podczas tego procesu okaże się, że jest potrzebna reakcja emocjonalna to dyktują ją właśnie płaty czołowe. Taka kolejność jest typowa dla pracy mózgu. Wyjątkiem są sytuacje krytyczne, kiedy reakcja emocjonalna musi być natychmiastowa.
Podobnie jak w przypadku ciała migdałowatego ustanie działania przednich płatów czołowych powoduje znaczne zubożenie życia emocjonalnego. Mechanizm porwania emocjonalnego obejmuje dynamizm dwojakiego rodzaju – pobudzenie ciała migdałowatego i przyhamowanie procesów w korze mózgowej. Kora przednich płatów działa jak menedżer emocji rozważając różne reakcje przed przystąpieniem do którejś z nich.
Lewy płat jest wyłącznikiem negatywnych emocji natomiast prawy jest ich siedliskiem.
Pomimo iż często dajemy się „ponieść emocjom” ich brak jest jeszcze bardziej katastrofalny. W latach czterdziestych bardzo wychwalano zalety lobotomii – przecięcia dróg nerwowych łączących korę mózgową i wzgórze. Zabieg ten stosowano przy bardzo skrajnych objawach depresji i rzeczywiście przynosił efekty. Problem polegał jednak na tym, że życie emocjonalne pacjentów stawało się jednakowo szare. Gdy pozbawiono ich emocji ich życie stało się bardzo trudne. Nie potrafili podjąć żadnej decyzji ponieważ o słuszności czynów decydują emocje, które przeważają szalę na „tak” lub „nie”. Bez emocji decyzja np.: samobójstwo i umówienie się na randkę przybiera ten sam koloryt.

Emocje mogą zaburzyć sam proces myślenia. Neurolodzy używają określenia praca pamięciowa na określenie zdolności skupienia się na faktach istotnych dla danego zadania. Jednak połączenie płatów czołowych z układem limbicznym powoduje, że może dojść do zakłóceń w pracy pamięciowej. To dlatego nie potrafimy myśleć w chwilach silnych emocji. Jeżeli u dziecka będzie się stale utrzymywał stan lęku czy przygnębienia – przykry stan emocjonalny to może on wywołać deficyt umiejętności intelektualnych.
Badania prowadzone na uczniach szkoły podstawowej z ilorazem inteligencji ponad przeciętna, ale mimo to uzyskiwali słabe oceny wskazywały, że nie funkcjonowały u nich prawidłowo przednie płaty. Chłopcy byli agresywni i niespokojni; mieli kłopoty z dostosowaniem się do regulaminu, co świadczy o braku kontroli nad sygnałami z układu limbicznego. Mimo dużej inteligencji są w grupie najwyższego ryzyka jeśli chodzi o nieukończenie szkoły, alkoholizm. Mózg emocjonalny kontroluje zarówno wściekłość jak i współczucie. Dlatego u ludzi z uszkodzonymi drogami łączącymi ciało migdałowate i przednie płaty proces podejmowania decyzji przebiega wadliwie, a mimo to nie ma ani obniżenia poziomu inteligencji ani zdolności poznawczych. Mimo, że inteligencja działa bez zarzutu to dokonują oni katastrofalnych decyzji zawodowych i osobistych i bywa, że bez końca zastanawiają się nad podjęciem prostej decyzji. Bez połączenia z emocjami wszystko staje się jednakowo szare.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

I co ja robię tu...

Co ja tutaj robię?

Ano piszę, dzielę się, dywaguję... Ale przede wszystkim żyję.

Weekend zmęczył mnie fizycznie (jak ja nie cierpię upałów!), ale za to zrelaksował psychicznie (jeżeli wymazać z pamięci rozmowy z moją mamą - Tak mamo, kocham Cię ale odpuść!).

Spotkanie z Lwiczką należy zaliczyć chyba do najbardziej udanych do tej pory. Cieszy mnie, że tak sobie radzi i nie może doczekać się studiów. To dobrze wróży na przyszłość. :))))) Cieszy mnie też, ze na niektóre tematy możemy rozmawiać w tej chwili bez zbędnych ładunków emocjonalnych z obu stron. :)))) To wiele ułatwia, prostuje i nie powoduje spinania się we mnie najmniejszych nawet mięśni. To chyba ulga dla nas obu. Praca ją zmieniła, na lepsze. Wydoroślała nieco, wyciszyła się, nabrała dystansu. I tryska dobrym humorem. Byłam zachwycona i pierwszy raz nie wracałam do domu ze ściśniętym sercem i wielką twardą gulą w środku. Mam nadzieję, że naprawdę czuje się dobrze, a nie udaje by mnie nie martwić. Nie lubię jak się mnie oszukuje. Nie mam powodów by wątpić w jej słowa, dlatego oddycham spokojnie i z radością wspominam każdą wspólnie spędzoną chwilę.

Kudłaty po małych zanikach pamięci zdołał dotrzeć ;P Przyznaję, że wprawiło mnie to w dobry nastrój, bowiem stęskniłam się za tym głupkiem. Słowo "głupek" w jego przypadku ma wydźwięk jedynie żartobliwej przyjaznej czułości (istnieje coś takiego?), nie świadczy o inteligencji mojego przyjaciela., a jedynie o mojej wątpliwej umiejętności dobierania określeń o życzliwym wydźwięku. Kudłaty jest niesamowicie inteligentnym facetem, jednak przy tym równie niesamowicie leniwym. ;p Nasze spotkanie minęło pod znakiem wspólnego oglądania filmów, zdrowego odżywiania (nie ma to jak piwo, chipsy i morele, nieprawdaż?), partii szachów (czy my naprawdę nie możemy żadnej rozegrać do końca?), przepychanek (nie ma to jak rzucać się poduszką -.-) i rozmowie. Rozmowie szczerej, miłej, bezpardonowej... takiej jakie zazwyczaj prowadzimy. Nie wiem jak to się dzieje, ale czas spędzony z Kudłatym mija strasznie szybko pozostawiając w efekcie lekki niedosyt. I tak jest dobrze. Nie jestem pewna czy większe dawki wspólnie spędzonego czasu nie stałyby się męczące i nie znudziłyby się nam wzajemnie. A tak przynajmniej mamy szansę odrobinę zatęsknić za przekomarzaniem. ;) Kolejne spotkanie w sierpniu. Tym razem wybieram się do Opinogóry. Mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo narobiłam sobie samej apetytu na zdjęcia parku.

sobota, 12 czerwca 2010

Konwencja genewska... ech...

Jak przypomniał mi Wredny Typ (musisz być taki pamiętliwy? ;>) konwencja genewska zakazuje torturowania dzieci... niestety...

Dzisiaj od samego rana mam na to wielką ochotę.
Na pierwszy ogień poszłoby rodzeństwo z autobusu. Chłopcu urwałabym stópki kawałek po kawałku, poczynając od małego palca. Dziewczynce wyrywałabym włoski po jednym, aż do końca.
A potem tortury poniosłabym dalej w kraj, z działań czyniąc sztukę. Chińczycy mieli pwną całkiem przyjazną, nie wymagającą wiele. Wystarczy delikwenta narazić na odgłos kapiącej wody. Niby nic, a spróbujcie wytrzymać kilka godzin z upierdliwym kapaniem... :-))))

Nie cierpię idiotów z ich głupimi wymówkami dla innych debili....
I nie cierpię dzieci...
Przynajmniej niektórych.
Mam ochotę urwać im łby! Na amen.
Konwencja genewska... ech... pieprzeni pacyfiści... humanitarność... PFFFFFFFFFF

piątek, 11 czerwca 2010

Rubik spowił moje myśli...

... i śpiewa. Natrętnie, namiętnie, smutnie, radośnie, z nadzieją... Głupio. Most dwojga serc rozbrzmiewa mi melodią, Chciałbym nęci słowami.... Po co?
Niedorosła miłość kiwa na mnie palcem.
Nie mogę się pozbyć z głowy tych dźwięków.
Opętał mnie Psalm dla Ciebie, lecz dla kogo?
Od gorąca mózg kwili jak dziecko.
Tęsknię
Za chłodem...
Tęsknię
Za dotykiem dłoni
Tęsknię
Za oddechem
Tęsknię, chociaż nie mogę, nie powinnam...
To męczy i morduje mnie od środka, dusi...
Tęsknie...
Chociaż powiedziałam sobie, że nie będę.

czwartek, 10 czerwca 2010

Cedr! To był cedr!

Piosenka - motto na dziś....

Rozpiera mnie energia, mam doskonały humor i czuję się jakbym mogła góry przenosić. Nie mam pojęcia skąd taki nastrój ale cieszę się z każdej jego sekundy. Powoli zaczyna mnie ogarniać weekendowa tęsknota i czuję zapach lata każdym skrawkiem skóry. Zamykam oczy i zatapiam się w trawie na łące za zamkiem. Opadam na zielony kobierzec mając pod skórą wiatr i chłodną bryzę znad rzeki. Trudno powstrzymać się od uśmiechu. Marzę... Już niedługo...

Tymczasem króciutki briefing z wczoraj.

Sushi okazało się przepyszne! Nie udławiłam się, nie umarłam, nie rozchorowałam , a i towarzystwo przesympatyczne dopełniło pozytywnego wrażenia całego wczorajszego wieczoru.
Wredny Typ potrafi opowiadać w sposób fascynujący, człek niemal widzi to na własne oczy. Chociaż części z tego nie chciałabym zobaczyć... ale to przecież szczegół :-P Spacer wieczorną Starówką i lody na barbakanie całkiem miło uwieńczyły wyjście. Stanowczo protestuję przeciwko insynuacjom jakoby smak cedrowy był pomieszaniem leku na przeczyszczenie i kropli żołądkowych... CEDR TO CEDR! ;->
W każdym razie bawiłam się świetnie i chętnie bym to kiedyś powtórzyła.
Oficjalnie stwierdzam także, że wredny typ nie przepoczwarza się w gada. On ewoluuje w dinozaura! ;-pppp

środa, 9 czerwca 2010

Taki szczególny dzień.... dla moich Przyjaciół.

Dzisiaj jest szczególny dzień.. Dzień Przyjaźni. Z tej okazji chciałabym powiedzieć moim przyjaciołom jak są dla mnie ważni i jak mocno ich kocham. Chciałabym podziękować im za serca i towarzystwo, za wsparcie i humor. Chciałabym podziękować za milczenie i bukiet słów. Za to , że z nimi czuję się niezwykle...

Dziękuję, że jesteś
chmuro na niebie
dajesz mi marzenia
królewny w białej sukience
Dziękuję, że bijesz
serce moje z kamienia
to nic ze takie nie czułe
skrusze, kiedy będzie potrzeba
Dziękuję, że jesteś
wodo w strumyku
dzięki tobie istnieję
przepełniona czystą energią
Dziękuje, że jesteś
promyku żółtego słońca
wbijasz się rankiem przez szybę
aby dać mi nadzieję
Dziękuję, że jesteś
mój przyjacielu
może na tym polega istnienie
aby czuć się kimś niezwykłym
żyjąc obok Ciebie.


wtorek, 8 czerwca 2010

Sto lat i butelka rumu!

Dzień pracowity acz całkiem przyjemny. Robota w Piasecznie odznacza sie przestojem, bo nie całe sprawozdanie gotowe, ale jakoś to przetrwam :)
I tak czekałam wieczora i kolacji. Nie zawiodłam się.
Kucharz w "Szwenkierze" stanął na wysokości zadania zachwycając moje podniebienie filetem z łososia z rusztu. Również deserowy fundat czekoladowy smakował jak poezja....
Kwiatów nie było, za to była całkiem miła rozmowa przy kawie....
Dziękuję wszystkim, którzy pamiętali :))))

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Po parapetach skacze świt i słońce się tu zakrada...

Ostatnio w moim życiu powróciłam do tradycji ustalania piosenki na cały dzień. Takiej, która coś o tym dniu mówi, takiej, która coś dla danego dnia znaczy.
Plebiscyt na dzisiejszą wygrała Patrycja Markowska z jednym ze swoich utworów.

Dlaczego ten?
Dlatego, że doskonale pasuje do mojego dzisiejszego nastroju i świetnie oddaje co czuję. Postanowiłam do pewnych rzeczy podchodzić mniej emocjonalnie, bo przecież w tym wszystkim chodzi o zabawę, nieprawdaż?
Tak przynajmniej utrzymują niektórzy. A mój stosunek do całej sprawy jak do tej pory był nieco inny i przez to bolała mnie dusza. Nie zwykłam pozwalać by coś mnie bolało zbyt często i zbyt długo, mój masochizm jest wszakże ograniczony. Dlatego postanowiłam coś zmienić.
Poza tym piosenka jest pełna energii i bardzo radosnych beatów, co dodatkowo podnosi jej walory. W dniu dzisiejszym przepełnia mnie energia i radosne ożywienie. Mimo gróźb, które pozwolę sobie przemilczeć :P (Żadnych piórek! Nie wolno mnie łaskotać! Nie dam się! Pomszczę... ;> )
Czeka mnie przesympatyczne spotkanie z dziewczynami i wspólne zakupy (zabójcze sandałki, nadchodzę!) Z całą pewnością odwiedzę również knajpeczkę vege-tege i zjem coś smakowitego w miłym towarzystwie. Popołudnie zapowiada się miło. :)
Na dobrą sprawę cały tydzień zapowiada się miło :)
Jutro w planach kolacja (w Latisanie mam nadzieję, bo marzę o ich gnocchi ;P)
W środę sushi z Wrednym Typem ;p (może się nie udławię surową rybą ;p A jeżeli tak, to wiecie kogo winić ;>)
We czwartek molestujemy się z Agusią :P
W piątek mam wieczór dla siebie - pazurrrrrrrki będziem robić! Zaplanowałam też kąpiel przy świecach wraz z pełnym słodyczy Mattem ;P
W sobotę ślub Czycha,. Obcałuję Młodą Parę, a potem mam nadzieję prosta droga na dworzec i spotkanie z Lwiczką. Wieczorem może piwko z Kudłatym, który nie tęskni, nie potrzebuje i jest mu wszystko jedno, chociaż może będzie mu smutno jak nie przyjadę. Może mi również będzie trochę smutno, ale life is brutal, a Justa is wredna. ;> W niedzielę powrót do domu i od poniedziałku cudowne szaleństwo przed kolejnym ślubem i weselem w następną sobotę i kolejnym za dwa tygodnie ;p
I zamierzam się wybawić, wytańczyc i wyszaleć :)

wtorek, 1 czerwca 2010

O w duszkę...

"Nie bądź złym człowiekiem, Justyna..."
Ostatnio słyszę te słowa dość często. Prawdę mówiąc już mi od nich słabo i bynajmniej nie jest to powalające uczucie ze względu na ich prawdziwość. Po prostu raczę się z nimi nie zgadzać.
Kudłaty chyba znów przechodzi fazę negowania swoich dobrych cech i zachowań. To męczy...

Nieco zabawnym wydaje się fakt iż mój przyjaciel uważa, że te złe cechy mogłabym od niego przejąć. Według niego zawsze powinnam być uśmiechnięta, radosna, miła dla ludzi... Cóż... Zna mnie chyba jednak zbyt krótko i nie miał możliwości dojrzeć całego repertuaru moich zachowań.
Ci, którzy przetrwali ze mną niejedną burzę mogą zaświadczyć, że jestem pamiętliwa, złośliwa, mściwa, bywam wredna i wyłazi ze mnie prawdziwa jędza. W dodatku z celnym żądłem. Jak osa. Od dźgania nie umieram....
Potrafię być wyrachowana i chłodna, gdy ktoś mnie zrani potrafię z dnia na dzień zmienić się z ciepłej miłej dziewczyny z sąsiedztwa w oschłą sukę, która gryzie dotkliwie.
Okresowo izoluję się od ludzi, gdy jestem nimi zmęczona i zaczynają mnie drażnić.
Sarkazm jest u mnie wrodzony, a nie nabyty, lecz nie szastam nim na lewo i prawo. Z pozoru jestem naiwna, w głębi duszy nieufna.
Jestem jak ogień i woda w jednym, diabeł i anioł obok siebie... Pełna sprzeczności...
Wbrew pozorom potrafię być subtelna, zmysłowa i uwodzicielska. Jeżeli chcę. A żebym chciała muszę mieć ku temu warunki. I motywację.
Gdy ktoś podważa moją wiarę w siebie i to co umiem, rodzi to opór i bunt. Oraz chęć udowodnienia komuś, że się myli. Jednak nigdy na tej osobie.

Żółw powiedział o mnie niegdyś, że jestem mało kobieca, nieseksowna i nie umiem flirtować. Wczoraj nieumiejętność prowokowania, a co za tym idzie flirtowania zasugerował mi ktoś inny. Było to o tyle przykre, że zrobił to ktoś bliski.
Poczułam się jak po kastracji i jakby mi powiedział, że nie umiem oddychać. Podobno prowokowanie wychodzi mi niespecjalnie bo robię to jedynie strojem. To prawie jak zarzucenie mi braku subtelności i zmysłowości. Prawie jak powiedzenie, że jedyne czym mogę zwrócić uwagę mężczyzny jest duży dekolt. Prawie jak pozbawienie mnie seksapilu.
O w duszkę...
Spojrzałam na siebie dzisiaj rano i powiedziałam do swego odbicia: Bzdura...
I od razu przypomniały mi się słowa, które kiedyś powiedziałam do Żółwia: To, że nie robię czegoś w Twoim towarzystwie nie oznacza, że nie posiadam tej umiejętności. Może po prostu nie odczuwam potrzeby korzystania z niej?
A Ty zastanów się dlaczego.