poniedziałek, 21 czerwca 2010

Koktajl owocowy, Arkham Horror i zasypianie podczas mówienia (?)

Spałam zbyt krótko.... Czy można spaniem nazwać dwugodzinną drzemkę o 6 nad ranem?
Ogarnęłam mieszkanie po tajfunie jaki przeszedł w dniu wczorajszym. Czy przygotowania do wyjścia na ślub muszą nosić znamiona klęski żywiołowej?
Szybka wizyta w sklepie mająca na celu uzupełnienie zapasów zakończyła się przytachaniem do domu dwóch wielkich toreb. Myślałam, że ręce mi odpadną, ale przecież liczył się efekt a nie droga do celu. W planach obiad na 5 osób, wraz z deserem...
Rag zjawił się w odpowiednim momencie by pociachać mięso, Zuza pomagała mielić... Oboje marudzili, że mogłam powiedzieć to kupiliby mielone i byłby spokój. W głębi duszy przeklinałam siebie za to, że nie kupiłam mielonego od razu, ale wyglądało tak obrzydliwie, że... brrrrr...
W każdym razie udało się. Drid i Kris zjawili się niemal w tym samym momencie.
Obiad wyszedł pyszny dzięki przyprawowym siłom sprzymierzonym.
Po nieco zbyt długim czasie zaczęliśmy grać w Descenta. Zuza nas opuściła, więc poprowadziłam jej postać. Dlugo to nie trwało... Krzyś rozgromił nas na amen. Podjęliśmy długą próbę i niemal, niemal nam się udało... ale niestety wredny Pan Podziemi (kopnę Cię za to!) spuścił nam łomot...
Gra była przyjemna, komentarze i żarty przy niej jeszcze lepsze :-))))
Kristof zniknął spać a nasza trójka porwała się na Arkham Horror. Nieprzespana poprzednia noc dała mi się we znaki, bo zaczęłam przysypiać.
Skończyliśmy grę wygrywając co podniosło nas na duchu. A potem zaczęłiśmy rozmawiać i śmialiśmy się tak do 5 nad ranem... Pożegnałam chłopców i padłam na łóżko jak nieżywa... na całe dwie godziny :P I tak warto żyć :D

Brak komentarzy: