piątek, 18 czerwca 2010

Jak można kochać kogoś takiego jak ja?

Kochać, znaczy tworzyć, rzeźbić miłość w barwach jutrzenki.
Kochać, znaczy być, chcieć być tylko po to, aby być z nim.
Kochać, znaczy miłować, miłować nad wszystko
co skończone i nieskończone.
Kochać, znaczy po prostu kochać...


Ostatnio przyjaciel zapytał mnie jak można czuć coś więcej do kogoś takiego jak on. Następnie wymienił mnóstwo negatywnych epitetów...
Nie wiem czego oczekiwał. Że zaprzeczę, powiem iż wcale taki nie jest?
Ależ jest...
Co prawda dla innych, nie dla mnie... ale jest... Na takiego się kreuje, taką im pokazuje twarz...
A za tym murem złośliwości, niedojrzałości, nieufności i zamknięcia czai się wrażliwy, czuły i przyjacielski facet, który przejmuje się ludźmi. I cóż z tego skoro postanawia w kółko udowodnić wszystkim jakim to dupkiem jest? I niestety większość ludzi z jego otoczenia nabiera się na wizerunek zimnego drania jakim ich karmi.
Można go kochać, nawet bardzo prosto... tyle że trzeba się wykazać niespożytymi pokładami cierpliwości i bardzo twardym siedzeniem ;)

******

Miłość jest piękna, uskrzydla... lecz bywa strasznie trudna. Nikt oczywiście nigdy nie twierdził, że to uczucie jest jasne, łatwe i zawsze nieskalane cieniem.
Czasem gdy tracę cierpliwość miałabym ochotę trzasnąć ją płazem miecza i wysłać do wszystkich diabłów. Czasem to robię. Jednak ona nigdy nie słucha. Jest jak kot, który chodzi własnymi ścieżkami....
A bez niej robi się tak... szaro, pusto, nijak...

*******

A jak można kochać mnie? Mnie, jaką jestem w środku i naprawdę a nie tą, którą pokazuję na zewnątrz.
Ludzie mają mnie często za ciepłe kluchy i kogoś kto jest naiwny, miły i nikomu nie wadzi. Tymczasem niewiele osób wie jak silna być potrafię i jak bardzo to może przeszkadzać. Jestem uparta i złośliwa, nie zawsze konsekwentna, obdarzona czarnym humorem i zbyt dobrą pamięcią. Bywam mściwa, nieufna i zamknięta w sobie. Sprawiam wrażenie otwartej ale czy to nie pozory? To fakt, umiem się dogadywać z ludźmi i robię to, jestem lubiana, ale na ile jestem to prawdziwa ja a na ile ktoś kogo wykreowałam bo był mi potrzebny?
Kto zna moje humory? Kto zna moje prawdziwe myśli? Kto zna skutki i doświadczył efektów mojej chorobliwej niemal zazdrości, z którą wcale nie chcę walczyć?
Takich ludzi na palcach jednej ręki można policzyć.
Kto może być pewien, że jego przyjaźń jest odwzajemniona, a kto nigdy tej pewności mieć nie będzie?
Jak można mnie kochać skoro ja sama miłością do siebie nie pałam?

*********

Rozum: - Czemu mu nie powiesz, że go kochasz?!
Serce: - Bo nie chcę tego.
Rozum: - Czego nie chcesz?! Miłości...?
Serce: - Co Ci przyszło do głowy?! Nie chcę, by znów odeszła bez wyjaśnienia.
Rozum: - Skąd wiesz, że odejdzie?
Serce: - Zawsze odchodzi.
Rozum: - Nie zawsze.
Serce: - Zawsze, kiedy jej najbardziej potrzebujemy.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Tak jak mnie prosiłaś masz mentalnego kopa w dupsko - prosze mi sie tu nie rozklejać :P

Niektórzy doskonale wiedza, że jesteś uparta, wredna, złośliwa itp a jak widzisz jeszcze się z Tobą zadają :P


W.T

J.L. pisze...

Bo są nienormalni :P
Albo mutują...
Albo bywają równie wredni :P

A tak na serio, to cieszy mnie to bardzo :P