"Emocjonalna pustka” jest określana przez psychiatrów mianem aleksytymii (a – brak, lexis – słowo, thymos – emocja). Osobom takim brak słów na określenie tego co czują. Do charakterystycznych dla aleksytymików cech klinicznych należy trudność jaką sprawia im opisanie własnych uczuć lub uczuć innych osób oraz bardzo ograniczone słownictwo dotyczące emocji. Co więcej mają kłopoty z odróżnianiem uczuć jak również doznań emocjonalnych od somatycznych.
Można być intelektualnie sprawnym, ale nie mieć wyczucia wagi spraw. Silne uczucia potrafią zmącić tok myślenia lecz ich brak działa równie destrukcyjnie. Dla kilku wariantów tego samego można znaleźć za i przeciw. Bez emocji nie będzie możliwy wybór żadnego wariantu. Kluczem do podejmowania bardziej rozsądnych decyzji w naszym życiu osobistym jest dostrojenie się do naszych uczuć.
Jak wykazał Freud, życie emocjonalne jest w dużej wierze nieświadome, kłębiące się uczucia nie zawsze przekraczają próg świadomości. Ten psychologiczny aksjomat został empirycznie zweryfikowany przez eksperymenty z emocjami, których nie jesteśmy świadomi, takie jak te które doprowadziły do doniosłego odkrycia, że ludzie nabierają upodobania, do rzeczy, które widzieli, nie zdając sobie sprawy z tego, że je widzą.
Np. jeżeli osobom, które boją się węży, pokazuje się obrazki przedstawiające te stworzenia, to umieszczone na ich skórze czujniki rejestrują wydzielanie się potu, mimo, że osoby te twierdzą, że nie czują w ogóle lęku. Pot pojawia się nawet wtedy, kiedy obrazki węża wyświetla się tak szybko, że nie da się tak szybko, że nie da się ich zarejestrować na poziomie świadomości. Kiedy nieświadome emocje nadbudowują się przenikają do świadomości.
Sztuka uspakajania się jest podstawową umiejętnością życiową. Zgodnie z tą teorią emocjonalnie zdrowe dzieci uczą się uspokajać i uśmierzać swoje emocje, traktując się w taki sam sposób w jaki traktują je ich opiekunowie, dzięki czemu staja się bardziej odporne na wstrząsy. Ogólnie mamy ograniczoną kontrolę nad tym kiedy i jaka emocja nas ogarnia. Mamy jednak wpływ na czas jej trwania. Nie chodzi tu o zwykły smutek czy zmartwienie. Kiedy bardzo intensywne emocje utrzymują się zbyt długo, to przybierają krańcową nieprzyjemną postać chronicznego niepokoju, niepohamowanej furii czy depresji.
Załóżmy, że na szosie wyprzedza cię inny samochód i wciska się przed ciebie tak niebezpiecznie, iż musisz przyhamować, aby się z nim nie zderzyć. Jeśli nasuwa ci się automatycznie myśl „Ten sukinsyn!”, to trajektoria twojej wściekłości zależy w dużym stopniu od tego, czy po tej myśli pojawią się inne, pełne oburzenia i chęci zemsty: „Mógł mnie walnąć! To skurwiel – nie ujdzie na sucho!” Ściskasz kierownice tak silnie, że aż bieleją ci kostki palców – jest to namiastka duszenia owego kierowcy za gardło. Twoje ciało mobilizuje się nie do ucieczki, ale do walki – trzęsiesz się, na czole występują ci krople potu, serce wali jak młot, mięśnie kurczą się w groźnym grymasie. Chcesz zabić tego faceta. Jeżeli w tym momencie zatrąbi kierowca jadący za tobą, bo przecież zwolniłeś, możesz wybuchnąć wściekłością także na niego. Tak wygląda stan wzmożonego napięcia, który prowadzi do nieostrożnej jazdy, a nawet strzelaniny na szosach.
Przeciwstawmy temu stopniowemu narastaniu wściekłości bardziej życzliwą dla kierowcy, który zajechał ci drogę linię rozumowania: „Może mnie nie zauważył, a może do takiej szaleńczej jazdy zmusza go konieczność, na przykład jak najszybsze dostarczenie chorego do lekarza.”. Przyjęcie takiej możliwości łagodzi gniew ponieważ wyzwala w nas poczucie litości czy miłosierdzia oraz pozwala na spokojniejszą ocenę sytuacji.
Ze wszystkich rodzajów nastrojów jaki pragniemy unikać najbardziej nieustępliwa jest złość. W odróżnieniu od smutku złość dodaje nam werwy i animuszu. Ciąg gniewnych myśli, który podsyca złość, jest także potencjalnie kluczem do jej stłumienia: poddawanie w wątpliwość i nadwątlanie przekonań rozpalających złość jest najlepszym sposobem na opanowanie jej. Przedstawienie sobie innego obrazu sytuacji wywołującej złość jest jednym z najskuteczniejszych sposobów jej stłumienia.
Czynnikiem wyzwalającym złość jest poczucie zagrożenia. Zagrożenie może sygnalizować nie tylko bezpośrednia groźba ataku fizycznego, ale również co zdarza się częściej symboliczne naruszenie poczucia godności własnej: niesprawiedliwe lub grubiańskie potraktowanie nas przez kogoś, obraza albo poniżenie, udaremnienie prób osiągnięcia własnego celu. W tych sytuacjach układ limbiczny reaguje dwojako: z jednej strony powoduje wydzielanie się katecholamin (adrenalina, noradrenalina), które wyzwalają szybki, krótkotrwały przypływ energii wystarczający do „jednej dynamicznej akcji”. Ten przypływ trwa kilka minut, podczas których w zależności od tego jak mózg emocjonalny oceni szansę każdego z tych działań, ciało przygotowuje się do gwałtownej walki albo szybkiej ucieczki. W tym czasie inny strumień wysyłanych przez ciało migdałowate stymuluje centralną reakcję kory nadnercza wytwarzając stan podwyższonej gotowości do akcji. To pobudzenie może trwać kilka godzin do kilku dni. Tłumaczy to dlaczego osoby, które zostały wcześniej sprowokowane tak łatwo wybuchają gniewem na kogoś innego.
Kiedy ciało znajduje się w stanie napięcia i coś wyzwoli reakcję zwaną porwaniem emocjonalnym to następna emocja bez względu na to czy jest to złość czy niepokój jest niezwykle intensywna.
Fale złości nawarstwiają się. Druga fala nadchodzi zanim ustąpi pierwsza itd. Myśli w trakcie nawarstwiania się wywołują dużo większy gniew niż te, które pojawiły się na początku. Jeżeli stanu tego nie będzie hamował rozsądek może dojść do przemocy. W tym momencie jesteśmy bezlitośni, nie trafiają do nas żadne argumenty. Zemsta, brak myśli o konsekwencjach.
Są dwa główne sposoby radzenia sobie z wściekłością:
1) Uchwycenie myśli wywołujących złość i przeciwstawienie się im. Ważny jest moment kiedy się na to decydujemy. Im wcześniej tym skuteczniej. Złość można nawet całkowicie zablokować, jeżeli informacje korygujące dotrą odpowiednio wcześnie. Łagodzące informacje, pozwalają na ponowną ocenę zdarzeń tylko przy mały poziomie gniewu. W chwilach wielkiej złości „nie myślimy zbyt jasno”.
2) Drugi sposób uśmierzenia złości polega na odzyskaniu równowagi fizjologicznej. Najlepiej przeczekać przypływ adrenaliny w otoczeniu w którym mało prawdopodobne jest znalezienie się w następnej sytuacji wywołującej złość. Oznacza to, że dla zakończenia sprzeczki trzeba się na chwilę odizolować od drugiej osoby.
Dobrym sposobem jest też rozrywka, ponieważ trudno być złym spędzając przyjemnie czas. Oto kilka taktyk:
• Wyjście dla ochłonięcia
• Długi spacer
• Ruch i wysiłek fizyczny
• Głębokie oddychanie i rozluźnianie się
Niepowodzeniem kończy się wyciszenie, jeżeli przeżuwamy swoją złość.
Pogląd jakoby katharsis – danie upustu złości było w stanie uśmierzyć złość jest znany od dawna. Nie jest on jednak zgodny z prawdą. Wyładowanie złości wcale jej nie zmniejsza a może nawet potęgować. Upust złości jest złym rozwiązaniem ponieważ mózg emocjonalny jest wówczas pobudzony i sprawia, że jesteśmy jeszcze bardziej pobudzeni. O wiele bardziej konstruktywna jest rozmowa po ochłonięciu i wyciszeniu.
Niepokój jest w pewnym sensie analizowaniem sytuacji i zastanowieniem się nad tym co może się nie udać i jak mamy sobie z tym poradzić; celem niepokoju i martwienia się jest wynajdowanie sposobów wyjścia z zagrożeń. Kłopot zaczyna się wtedy gdy mamy doczynienia z chronicznym niepokojem z chronicznym niepokojem. Dokładna analiza wykazuje, że ma on cechy porwania emocjonalnego o niskim nasileniu. Jeśli ten cykl nasila się i utrzymuje to stopniowo przeradza się w pełno objawowe zespoły zaburzeń lękowych, które mogą przybrać postać fobii, nerwicy natręctw czy ataków lękowych.
Smutek wywołany stratą objawia się zawsze ucieczką od zainteresowania rozrywkami i przyjemnościami, skupiając uwagę na tym co straciliśmy i brakiem energii do podejmowania nowych przedsięwzięć. Mówiąc krótko, zmusza nas do zaprzestania pogoni za wszystkim, oderwanie się od pochłaniających na co dzień spraw i do refleksji abyśmy mogli opłakać stratę i przystosować się do nowej sytuacji i poczynić nowe plany. Kiedy czujemy się przygnębieni chętnie szukamy samotności, ale bardzo często skutkiem tego jest poczucie opuszczenia. Ogarnięte depresją kobiety są znacznie bardziej skłonne do przeżuwania myśli niż mężczyźni.
Wyobraź sobie, że jedziesz w gęstej mgle nie znana ci stromą i krętą drogą. Nagle zaledwie parę metrów przed tobą wyjeżdża z pobocza inny samochód. Jest zbyt blisko, abyś mógł się zatrzymać. Wciskasz w podłogę pedał hamulca i wpadasz w poślizg, a twój samochód uderza w bok tamtego. Tuż przed hukiem, brzękiem tłuczonych szyb i zgrzytem metalu trącego o metal postrzegasz, że w tamtym samochodzie jest pełno maluchów jadących do przedszkola. Potem w nagłej ciszy, która następuje po zderzeniu słyszysz płacz i krzyki. Podbiegasz do tamtego samochodu i widzisz, że jedno z dzieci leży w bezruchu. Ogarniają cię wyrzuty sumienia i smutku z powodu tej tragedii...
Według jednej z teorii płacz może być naturalnym aparatem obniżenia poziomu związków chemicznych w mózgu, które powodują uczucie przygnębienia. Teza o oczyszczającym działaniu płaczu jest bałamutna ponieważ płacz wzmacnia skłonność do przeżuwania myśli i przedłuża niedolę.
Elektrowstrząsy są bardzo skuteczne w leczeniu najostrzejszych form depresji gdyż powodują utratę pamięci krótkotrwałej, dzięki czemu nie pamiętamy dlaczego jesteśmy smutni.
Innym antidotum jest dodawanie sobie otuchy i przyjemności zmysłowych od gorących kąpieli po słuchanie muzyki i uprawianie seksu. Bardzo skuteczną metodą podniesienia sobie nastroju jest zapewnienie sobie łatwego zwycięstwa albo niewielkiego sukcesu. Porównanie się z kimś kto jest w gorszej sytuacji ma zaskakująco dobry wpływ na poprawę naszego nastroju.
Skutecznym sposobem jest również pomaganie innym w potrzebie. Ponieważ depresja żywi się przeżuwaniem myśli i zaabsorbowaniem własną osobą – pomaganie innym zmniejsza to zaabsorbowanie.
„Kopnął kolegę z pokoju w brzuch...” Tak zaczyna się zdanie. Kończy się zaś: „...ale chciał po prostu zapalić światło”.
Wypieranie uczuć nieprzyjemnych jest pewnego rodzaju podnoszeni się na duchu, pozytywnym rozszczepieniem oraz – być może – jakąś wskazówką co do charakteru poważniejszych stanów rozszczepienia, które występuje powiedzmy, we wstrząsie pourazowym. Jeśli wynikiem tego jest po prostu spokój ducha to wydaje się, że to jest dobra strategia dla osiągnięcia samoregulacji emocjonalnej, aczkolwiek koszt jaki płaci za to samoświadomość jest nieznany.
Wyobraź sobie, że masz cztery lata i ktoś robi ci taką oto propozycję: jeśli zaczekasz, aż załatwi on(a) jakąś ważną sprawę, to dostaniesz za to dwa cukierki, jeśli natomiast nie zdołasz spokojnie poczekać do tego momentu, to dostaniesz tylko jeden, ale za to od razu.
Jest to wyzwanie, które na pewno wystawi na ciężką próbę charakter każdego czterolatka, mikrokosmos odwiecznej walki między impulsem a hamulcem, id i ego, pożądaniem i samokontrolą, nagrodą i odłożeniem jej w czasie. Wybór, którego dokona dziecko ma wymowne znaczenie – pozwala nie tylko przekonać się jaki ma charakter, ale również przewidzieć, jaką prawdopodobnie obierze drogę życiową.
Ludzie, którzy w dzieciństwie potrafili zapanować nad emocjami wykazują się dużo większymi umiejętnościami życia w społeczeństwie, osiągają sukcesy osobiste, są pewni siebie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bardziej odporni na załamanie i apatię. Podejmują wyzwania, mają wiarę we własne siły oraz są godni zaufania.
Natomiast ci co „chwycili za cukierek” zdradzali inny portret psychologiczny: nieśmiali, stroniący od ludzi i kontaktów towarzyskich, łatwo wpadali w przygnębienie, w sytuacjach stresowych tracili zdolność działania, byli skłonni do zazdrości i zawiści. Ich reakcje były niewspółmiernie gwałtowne do sytuacji, które je wywołały.
Niepokój obniża sprawność intelektualną. Przy złożonych, wymagających dużego wysiłku umysłowego i stwarzającego znaczne obciążenie psychiczne zadaniach takie jak np. stojące przed kontrolerami ruchu powietrznego, utrzymujący się stale silny niepokój jest niemal stuprocentowo pewnym prognostykiem do popełnienia błędu.
Ponadto osoby skłonne do martwienia się są gorszymi uczniami, niezależnie od tego jaki test przeprowadzimy. Kiedy daje się osobom z tendencją do martwienia się proste zadanie umysłowe, na przykład podział mających niewyraźne kształty albo niesprecyzowaną funkcję przedmiotów na dwie kategorie, prosząc je by relacjonowały, co dzieje się w tym czasie w ich umysłach, to okazuje się, że proces podejmowania decyzji zakłócają u nich najczęściej negatywne myśli – „Nie potrafię tego zrobić”, „Nie jestem dobry w tego rodzaju testach”.
Dobry nastrój zwiększa zdolność elastycznego i złożonego myślenia, ułatwiając tym samym znajdowanie rozwiązań problemów zarówno intelektualnych jak i interpersonalnych. Wynika stąd, że jednym ze sposobów udzielania komuś pomocy w przemyśleniu jakiegoś problemu, jest opowiedzenie mu dowcipu. Śmiech podobnie jak nastrój uniesienia wydaje się pomagać nam w ogarnianiu myślą szerszych horyzontów. Osoby w dobrym nastroju mają nastawienie percepcyjne wyzwalające większą odwagę i wiarę w powodzenie podczas układania planów i podejmowania decyzji.
Nadzieja jest silnie skorelowana z ilorazem inteligencji, tak więc dla ludzi o tych samych zdolnościach intelektualnych czynnikiem decydującym o różnicach ocen jest nadzieja.
„Nadzieja” – jest to przekonanie, że ma się zarówno wolę, jak i możliwość osiągnięcia zamierzonych celów, bez względu na to na czym one polegają.
Optymizm, podobnie jak nadzieja, oznacza silne oczekiwanie, że mimo porażek i niepowodzeń wszystko ułoży się dobrze. Z punktu widzenia inteligencji emocjonalnej optymizm jest postawa uodparniająca nas na popadanie w apatię, utratę nadziei i pogrążanie się w depresji w obliczu trudności i kłopotów. Optymizmu i nadziei – tak jak bezradności i przygnębienia – można się nauczyć. U korzeni obu tych postaw leży pewien pogląd , który psycholodzy nazywają wiara w siebie.
Zdolność osiągnięcia stanu „uskrzydlenia” jest szczytem inteligencji emocjonalnej, jest najdoskonalszą postacią okiełznania emocji i zaciągnięcia ich w służbę osiągnięć w pracy i nauce. W stanie tym emocje są nie tylko powściągnięte i ujęte w jeden strumień, ale też opatrzone znakiem dodatnim.
Jeżeli wymagania są zbyt małe to jesteśmy znudzeni. Jeśli są zbyt duże to zaczynamy się niepokoić. Uskrzydlenie występuje w tej subtelnej strefie, która oddziela znużenie od niepokoju. Kiedy wykonujemy czynności, które przyciągają i pochłaniają naszą uwagę bez żadnego wysiłku, nasz mózg „uspokaja się” w tym sensie, że zmniejsza się pobudzenie jego kory.
Empatia wyrasta ze samoświadomości; im bardziej jesteśmy otwarci na nasze własne emocje, tym wprawniej odczytujemy uczucia innych osób.
Niemożność odbioru uczuć innych ludzi wręcz tragicznie upośledza poczucie człowieczeństwa ponieważ wszelkie cieplejsze stosunki z innymi, które leżą u podstaw troski o innych. Brak empatii zwykle występuje u psychopatycznych przestępców, gwałcicieli i osób nagabujących dzieci.
Do korzyści płynących z umiejętności odczytywania emocji z sygnałów niewerbalnych wyróżnia się: lepsze dostosowanie się emocjonalne do innych, większa popularność i otwartość oraz większa wrażliwość. W istocie rzeczy, kiedy słowa nie zgadzają się z tonem jej głosu, gestami czy innymi sygnałami niewerbalnymi, na jej prawdziwe emocje wskazuje nie to co mów, ale jak mówi. W badaniach nad komunikacją stwierdzono, że 90% lub więcej przekazywanych emocji nadaje się kanałami niewerbalnymi.
Korzenie moralności tkwią w empatii ponieważ tym co popycha nas do pomagania innym ludziom jest utożsamianie się z potencjalnymi ofiarami – osobami pogrążonymi w bólu, ludźmi, którym coś odebrano albo którym zagraża niebezpieczeństwo.
Empatia leży u podłoża różnych aspektów ocen i działań moralnych. Jednym z takich aspektów jest „gniew empatyczny”, który można opisać jako „naturalne uczucie odwetu wywoływane przez intelekt i współczucie odnoszące się do tych krzywd, które ranią nas przez to, że ranią innych”. Innym przypadkiem, w którym empatia prowadzi do podjęcia działania moralnego, jest sytuacja, w której postronny obserwator wkracza do akcji w obronie ofiary, przy czym badania dowodzą, że im większą empatię ów obserwator czuje do ofiary, tym większe jest prawdopodobieństwo jego interwencji.
Umiejętność wpływania na emocje innych osób – wspaniała sztuka współżycia – wymaga opanowania dwóch innych umiejętności emocjonalnych: panowania nad sobą i empatii.
Na tej podstawie tworzą się i rozwijają umiejętności obcowania z ludźmi. Są to owe umiejętności społeczne, które stanowią o skuteczności w naszych stosunków z innymi; braki w tej sferze prowadzą do niedostosowania się do społeczeństwa albo powtarzających się niepowodzeń w relacjach interpersonalnych. To właśnie brak tych umiejętności może powodować, że osoby o najwyższej inteligencji nie potrafią właściwie postępować w kontaktach z innymi, jawią się jako ludzie aroganccy, przykrzy, nieznośni i nieczuli.
Umiejętność właściwego obcowania z innymi jest cechą inteligencji emocjonalnej: „lubiany”, „czarujący” są terminami używanymi na określenie osób, z którymi chętnie przestajemy ponieważ ich umiejętności emocjonalne sprawiają, że czujemy się dobrze w ich towarzystwie. Osoby, które pomagają innym opanować, są szczególnie cenionym „towarem”. Są owymi „dobrymi duszami” do których zwracają się inni w chwilach największej potrzeby.
W wieku około trzynastu lat widoczne są różnice w rozeznaniu emocjonalnym chłopców i dziewcząt. Dziewczęta lepiej opanowują metody agresji jak plotki czy zemsta pośrednia, chłopcy nadal dążą do konfrontacji i nie myślą o zakamuflowanych metodach ataku.
Dziewczęta bawią się raczej w małych grupach minimalizując wrogość na rzecz współpracy. Chłopcy natomiast preferują duże grupy i uwypuklają współzawodnictwo. Różnice te widać gdy zabawa zostanie przerwana przez kogoś kto się potłukł, czy zranił. W męskim gronie wszyscy czekają, aż usunie się w bok i przestanie „ryczeć”; natomiast dziewczęta przerywają zabawę aby wspólnie pomóc.
Kobiety i mężczyźni oczekują czegoś zupełnie innego od rozmowy; mężczyźni są zadowoleni mogąc rozmawiać o „rzeczach” podczas gdy kobiety szukają więzi emocjonalnych.
Kryzys zaczyna się od ostrych krytyk i uwag. Pod wpływem złości zbyt często wyraża się emocje w sposób destrukcyjny robiąc uwagi na temat charakteru związku (małżeństwa, przyjaźni, więzi rodzinnych). Stosowanie formy ataku na osobę zamiast na czyny jest dosyć powszechne. Złośliwe docinki, których celem stają się cechy charakteru są o wiele bardziej szkodliwe niż rozsądne uwagi krytyczne.
Gdy uczynimy wymówkę na temat co mnie denerwuje i krytykujemy nie osobę lecz działanie to wykazujemy się inteligencją emocjonalną. Natomiast podczas krytyki na osobę mamy punkt wyjścia do frontalnego ataku. W wyniku tego osoba na którą skierowaliśmy atak raczej podejmie postawę obronną niż działania naprawcze.
Twórcza krytyka jest wtedy gdy mówimy: „Kiedy zapomniałeś odebrać moje ubranie poczułam się jakbym cię w ogóle nie obchodziła” natomiast forma ataku na osobę jest taka: „Zawsze myślisz tylko o sobie”, „Nie mogę na tobie polegać”.
Sposób odpowiedzi na atak wyznaczają dwa bieguny reakcji: „walcz albo uciekaj”. Najczęstsze zachowanie to przeciwstawienie się. Zazwyczaj kończy się to wykrzykiwaniem zniewag i obelg, bezowocna kłótnia. Niestety alternatywa czyli ucieczka za mur milczenia jest jeszcze bardziej zgubna.
Otoczenie się murem milczenia jest ostatecznym środkiem obrony. Unikamy rozmowy i stajemy się obojętni. Na wszystko odpowiadamy bardzo wymownym milczeniem. W 85% przypadków to mężczyźni otaczają się murem milczenia. Jeżeli odgradzanie się wejdzie w nawyk to ma to katastrofalne skutki ponieważ przekreśla wszelkie możliwości złagodzenia i usunięcia nieporozumień.
U podłoża każdej silnej emocji leży impuls do działania; podstawą inteligencji emocjonalnej jest kierowanie tymi impulsami. Szczególnie wyraźne jest to w związkach opartych na miłości. Reakcje wtedy wyzwolone sięgają najgłębszych potrzeb: potrzeby bycia kochanym i szanowanym, lęku przed odrzuceniem albo deprawacją emocjonalną.
Podczas „ostrej dyskusji” w chwili gdy zbliża się zatopienie porwania emocjonalnego najlepiej zrobić sobie przerwę. Rzeczywiste uspokojenie fizjologiczne jest procesem stopniowym i mimo iż wydaje się, że wystarczy nam pięć minut na ochłonięcie, to w rzeczywistości czas ten jest o wiele dłuższy.
Zatopienie początkują negatywne myśli jak: „Nie będę tego dłużej tolerował(a)”, czy „Nie zasługuje na takie traktowanie” są charakterystyczne dla osób, które twierdzą, że są niewinnymi ofiarami.
Terapia kognitywna głosi, że zamiast dać się im ponieść należy im się przeciwstawić. Krokiem pierwszym jest nie dać im wiary, drugim jest poszukanie okoliczności łagodzących. Na przykład kobieta pod wpływem chwilowego zawodu zamiast „on w ogóle nie dba o moje potrzeby – zawsze jest takim egoistą” – mogłaby zakwestionować tą myśl i zmodyfikować jej kształt: „Chociaż postąpił nieładnie i sprawił mi przykrość to przecież czasami okazuj, że zależy mu na mnie”. To drugie rozwiązanie ma jakieś pole manewru, pierwsze podsyca złość i potęguje ból.
Nawet podczas kłótni, w czasie porwania emocjonalnego dobrze jest gdy potrafimy słuchać i słyszeć partnera i reagować na jego pojednawcze gesty. Pomaga w tym potraktowanie negatywnego zabarwienia wypowiedzi małżonka jako sposobu podkreślenia jak ważna jest dla niego ta sprawa. Na przykład: jeśli ona wrzeszczy – „Przestań mi przerywać, do cholery!” to on zamiast riposty może zdoła się opanować i powiedzieć „w porządku, mów dalej”.
Sztuka nie defensywnego mówienia polega na ograniczeniu się do konkretnej skargi czy zarzutu i pilnowaniu aby nie przerodziła się w atak na partnera.: „Kiedy nie zadzwoniłeś aby mnie uprzedzić, że spóźnisz się na obiad, to poczułam się zlekceważona i ogarnęła mnie złość. Chciałabym, żebyś na przyszłość zadzwonił i powiedział, że się spóźnisz”, zamiast: „Jesteś samolubnym sukinsynem, masz wszystko w nosie”.
Z emocjami źle, bez nich równie kiepsko...
I jak tu zatłuc gazetą jak niechcianą muchę tę Mickiewiczowska "Niepewność"?
Może po prostu powinnam poszukać innego remedium... Klin klinem jak to mówią....
Problem polega na tym, ze w moim wypadku to może nie pomóc...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz