wtorek, 1 czerwca 2010

O w duszkę...

"Nie bądź złym człowiekiem, Justyna..."
Ostatnio słyszę te słowa dość często. Prawdę mówiąc już mi od nich słabo i bynajmniej nie jest to powalające uczucie ze względu na ich prawdziwość. Po prostu raczę się z nimi nie zgadzać.
Kudłaty chyba znów przechodzi fazę negowania swoich dobrych cech i zachowań. To męczy...

Nieco zabawnym wydaje się fakt iż mój przyjaciel uważa, że te złe cechy mogłabym od niego przejąć. Według niego zawsze powinnam być uśmiechnięta, radosna, miła dla ludzi... Cóż... Zna mnie chyba jednak zbyt krótko i nie miał możliwości dojrzeć całego repertuaru moich zachowań.
Ci, którzy przetrwali ze mną niejedną burzę mogą zaświadczyć, że jestem pamiętliwa, złośliwa, mściwa, bywam wredna i wyłazi ze mnie prawdziwa jędza. W dodatku z celnym żądłem. Jak osa. Od dźgania nie umieram....
Potrafię być wyrachowana i chłodna, gdy ktoś mnie zrani potrafię z dnia na dzień zmienić się z ciepłej miłej dziewczyny z sąsiedztwa w oschłą sukę, która gryzie dotkliwie.
Okresowo izoluję się od ludzi, gdy jestem nimi zmęczona i zaczynają mnie drażnić.
Sarkazm jest u mnie wrodzony, a nie nabyty, lecz nie szastam nim na lewo i prawo. Z pozoru jestem naiwna, w głębi duszy nieufna.
Jestem jak ogień i woda w jednym, diabeł i anioł obok siebie... Pełna sprzeczności...
Wbrew pozorom potrafię być subtelna, zmysłowa i uwodzicielska. Jeżeli chcę. A żebym chciała muszę mieć ku temu warunki. I motywację.
Gdy ktoś podważa moją wiarę w siebie i to co umiem, rodzi to opór i bunt. Oraz chęć udowodnienia komuś, że się myli. Jednak nigdy na tej osobie.

Żółw powiedział o mnie niegdyś, że jestem mało kobieca, nieseksowna i nie umiem flirtować. Wczoraj nieumiejętność prowokowania, a co za tym idzie flirtowania zasugerował mi ktoś inny. Było to o tyle przykre, że zrobił to ktoś bliski.
Poczułam się jak po kastracji i jakby mi powiedział, że nie umiem oddychać. Podobno prowokowanie wychodzi mi niespecjalnie bo robię to jedynie strojem. To prawie jak zarzucenie mi braku subtelności i zmysłowości. Prawie jak powiedzenie, że jedyne czym mogę zwrócić uwagę mężczyzny jest duży dekolt. Prawie jak pozbawienie mnie seksapilu.
O w duszkę...
Spojrzałam na siebie dzisiaj rano i powiedziałam do swego odbicia: Bzdura...
I od razu przypomniały mi się słowa, które kiedyś powiedziałam do Żółwia: To, że nie robię czegoś w Twoim towarzystwie nie oznacza, że nie posiadam tej umiejętności. Może po prostu nie odczuwam potrzeby korzystania z niej?
A Ty zastanów się dlaczego.

Brak komentarzy: