czwartek, 10 czerwca 2010

Cedr! To był cedr!

Piosenka - motto na dziś....

Rozpiera mnie energia, mam doskonały humor i czuję się jakbym mogła góry przenosić. Nie mam pojęcia skąd taki nastrój ale cieszę się z każdej jego sekundy. Powoli zaczyna mnie ogarniać weekendowa tęsknota i czuję zapach lata każdym skrawkiem skóry. Zamykam oczy i zatapiam się w trawie na łące za zamkiem. Opadam na zielony kobierzec mając pod skórą wiatr i chłodną bryzę znad rzeki. Trudno powstrzymać się od uśmiechu. Marzę... Już niedługo...

Tymczasem króciutki briefing z wczoraj.

Sushi okazało się przepyszne! Nie udławiłam się, nie umarłam, nie rozchorowałam , a i towarzystwo przesympatyczne dopełniło pozytywnego wrażenia całego wczorajszego wieczoru.
Wredny Typ potrafi opowiadać w sposób fascynujący, człek niemal widzi to na własne oczy. Chociaż części z tego nie chciałabym zobaczyć... ale to przecież szczegół :-P Spacer wieczorną Starówką i lody na barbakanie całkiem miło uwieńczyły wyjście. Stanowczo protestuję przeciwko insynuacjom jakoby smak cedrowy był pomieszaniem leku na przeczyszczenie i kropli żołądkowych... CEDR TO CEDR! ;->
W każdym razie bawiłam się świetnie i chętnie bym to kiedyś powtórzyła.
Oficjalnie stwierdzam także, że wredny typ nie przepoczwarza się w gada. On ewoluuje w dinozaura! ;-pppp

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Wredny Typ również bardzo chętnie by to powtórzył, z tym, że tym razem bez kropli żołądkowych :P

WT

J.L. pisze...

Obiecuję tym razem ograniczyć się do sorbetów a cedr zostawić w spokoju ;p