poniedziałek, 14 czerwca 2010

I co ja robię tu...

Co ja tutaj robię?

Ano piszę, dzielę się, dywaguję... Ale przede wszystkim żyję.

Weekend zmęczył mnie fizycznie (jak ja nie cierpię upałów!), ale za to zrelaksował psychicznie (jeżeli wymazać z pamięci rozmowy z moją mamą - Tak mamo, kocham Cię ale odpuść!).

Spotkanie z Lwiczką należy zaliczyć chyba do najbardziej udanych do tej pory. Cieszy mnie, że tak sobie radzi i nie może doczekać się studiów. To dobrze wróży na przyszłość. :))))) Cieszy mnie też, ze na niektóre tematy możemy rozmawiać w tej chwili bez zbędnych ładunków emocjonalnych z obu stron. :)))) To wiele ułatwia, prostuje i nie powoduje spinania się we mnie najmniejszych nawet mięśni. To chyba ulga dla nas obu. Praca ją zmieniła, na lepsze. Wydoroślała nieco, wyciszyła się, nabrała dystansu. I tryska dobrym humorem. Byłam zachwycona i pierwszy raz nie wracałam do domu ze ściśniętym sercem i wielką twardą gulą w środku. Mam nadzieję, że naprawdę czuje się dobrze, a nie udaje by mnie nie martwić. Nie lubię jak się mnie oszukuje. Nie mam powodów by wątpić w jej słowa, dlatego oddycham spokojnie i z radością wspominam każdą wspólnie spędzoną chwilę.

Kudłaty po małych zanikach pamięci zdołał dotrzeć ;P Przyznaję, że wprawiło mnie to w dobry nastrój, bowiem stęskniłam się za tym głupkiem. Słowo "głupek" w jego przypadku ma wydźwięk jedynie żartobliwej przyjaznej czułości (istnieje coś takiego?), nie świadczy o inteligencji mojego przyjaciela., a jedynie o mojej wątpliwej umiejętności dobierania określeń o życzliwym wydźwięku. Kudłaty jest niesamowicie inteligentnym facetem, jednak przy tym równie niesamowicie leniwym. ;p Nasze spotkanie minęło pod znakiem wspólnego oglądania filmów, zdrowego odżywiania (nie ma to jak piwo, chipsy i morele, nieprawdaż?), partii szachów (czy my naprawdę nie możemy żadnej rozegrać do końca?), przepychanek (nie ma to jak rzucać się poduszką -.-) i rozmowie. Rozmowie szczerej, miłej, bezpardonowej... takiej jakie zazwyczaj prowadzimy. Nie wiem jak to się dzieje, ale czas spędzony z Kudłatym mija strasznie szybko pozostawiając w efekcie lekki niedosyt. I tak jest dobrze. Nie jestem pewna czy większe dawki wspólnie spędzonego czasu nie stałyby się męczące i nie znudziłyby się nam wzajemnie. A tak przynajmniej mamy szansę odrobinę zatęsknić za przekomarzaniem. ;) Kolejne spotkanie w sierpniu. Tym razem wybieram się do Opinogóry. Mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo narobiłam sobie samej apetytu na zdjęcia parku.

Brak komentarzy: