Co ja tutaj robię?
Ano piszę, dzielę się, dywaguję... Ale przede wszystkim żyję.
Weekend zmęczył mnie fizycznie (jak ja nie cierpię upałów!), ale za to zrelaksował psychicznie (jeżeli wymazać z pamięci rozmowy z moją mamą - Tak mamo, kocham Cię ale odpuść!).
Spotkanie z Lwiczką należy zaliczyć chyba do najbardziej udanych do tej pory. Cieszy mnie, że tak sobie radzi i nie może doczekać się studiów. To dobrze wróży na przyszłość. :))))) Cieszy mnie też, ze na niektóre tematy możemy rozmawiać w tej chwili bez zbędnych ładunków emocjonalnych z obu stron. :)))) To wiele ułatwia, prostuje i nie powoduje spinania się we mnie najmniejszych nawet mięśni. To chyba ulga dla nas obu. Praca ją zmieniła, na lepsze. Wydoroślała nieco, wyciszyła się, nabrała dystansu. I tryska dobrym humorem. Byłam zachwycona i pierwszy raz nie wracałam do domu ze ściśniętym sercem i wielką twardą gulą w środku. Mam nadzieję, że naprawdę czuje się dobrze, a nie udaje by mnie nie martwić. Nie lubię jak się mnie oszukuje. Nie mam powodów by wątpić w jej słowa, dlatego oddycham spokojnie i z radością wspominam każdą wspólnie spędzoną chwilę.
Kudłaty po małych zanikach pamięci zdołał dotrzeć ;P Przyznaję, że wprawiło mnie to w dobry nastrój, bowiem stęskniłam się za tym głupkiem. Słowo "głupek" w jego przypadku ma wydźwięk jedynie żartobliwej przyjaznej czułości (istnieje coś takiego?), nie świadczy o inteligencji mojego przyjaciela., a jedynie o mojej wątpliwej umiejętności dobierania określeń o życzliwym wydźwięku. Kudłaty jest niesamowicie inteligentnym facetem, jednak przy tym równie niesamowicie leniwym. ;p Nasze spotkanie minęło pod znakiem wspólnego oglądania filmów, zdrowego odżywiania (nie ma to jak piwo, chipsy i morele, nieprawdaż?), partii szachów (czy my naprawdę nie możemy żadnej rozegrać do końca?), przepychanek (nie ma to jak rzucać się poduszką -.-) i rozmowie. Rozmowie szczerej, miłej, bezpardonowej... takiej jakie zazwyczaj prowadzimy. Nie wiem jak to się dzieje, ale czas spędzony z Kudłatym mija strasznie szybko pozostawiając w efekcie lekki niedosyt. I tak jest dobrze. Nie jestem pewna czy większe dawki wspólnie spędzonego czasu nie stałyby się męczące i nie znudziłyby się nam wzajemnie. A tak przynajmniej mamy szansę odrobinę zatęsknić za przekomarzaniem. ;) Kolejne spotkanie w sierpniu. Tym razem wybieram się do Opinogóry. Mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo narobiłam sobie samej apetytu na zdjęcia parku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz