Dzisiejszy dzień jest stanowczo zbyt długi. Chciałabym, żeby się skończył zanim jeszcze sie zaczął. Jechałam do pracy.. Trajkoczące mamusie... Te stare i te młodziutkie... "A moje dziecko to.. A moje dziecko tamto..." Dobrze, że kupiłam nowe słuchawki do mp3 - w przeciwieństwie do starych, te DZIAŁAJĄ. I dobrze, ze moja mp3 ma duże możliwości głosowe. Włączyłam na full... Dobrze, że wracam dzis późno... Ominą mnie dzieci wychodzące z przedszkola koło mojego bloku. Te maleńkie istotki ściskające w maleńkich rączkach samodzielnie wykonane laurki. Aż mnie w gardle dławi na samą myśl. W takie dni jak dzisiejszy, najchętniej nie wychodziłabym z domu. Albo uciekła do puszczy. Z gruboskórnymi niedźwiedziami posiedzieć... Zabrałabym takiemu jego grubą skórę i owinęła się nią dokładnie.
Znów źle spałam. Śniły mi się maleńkie rączki, którychnie mogłam uchwycić. Znów we śnie słyszałam płacz dziecka, którego nie mogłam znaleźć... Doszły mi kolejne siniaki na ręku. Znów w nocy uderzyłam o szafkę....
Nerwy mam napięte do granic możliwości. Czuję się tak jakbym za chwilę miała się rozsypać. Na pył. Na kurz... taki już nie do pozbierania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz