poniedziałek, 25 maja 2009

Niech staną zegary...

Niech staną zegary
Zamilkną telefony
Dajcie psu kość
Niech nie szczeka, niech śpi najedzony.
Niech milczą fortepiany
I w miękkiej werbli ciszy
Wynieście trumnę
Niech przyjdą żałobnicy
Niech głośno łkając samolot pod chmury się wzbije
I kreśli na niebie napis "On nie żyje!"
Włóżcie żałobne wstążki na białe szyje gołębi ulicznych
Policjanci na skrzyżowaniach niech noszą czarne rękawiczki.
W nim miałem moją północ, południe i zachód i wschód
Niedzielny odpoczynek i codzienny trud.
Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew
Miłość, myślałem, będzie trwała wiecznie,
Myliłem się,
Nie potrzeba już gwiazd - zgaście wszystkie - do końca
Zdejmijcie z nieba Księżyc i rozmontujcie słońce
Wylejcie wodę z morza, odbierzcie drzewom cień
Teraz już nigdy na nic nie przydadzą się...

/Weyston Hugh Auden: Funeral Blues/

Dzisiejszy dzień zaczął się nawet spokojnie, ale później...
Panna Rozgoryczenie trzyma się na szczęście ode mnie z daleka. Jednak odwiedziła mnie znów Panna Refleksja. Pod pachą przytargała grube tomisko pełne zdarzeń minionych. Otwiera mi kolejne karty i podsuwa pod oczy. Niedobra ona. A mi w tych oczach łzy się zbierają.
Na jednych z pierwszych kart: Przyjaciel... jeszcze zadowolony, szczęśliwy, pełen życia. Na następnej... Tylko pół roku... Moje serce zabrane. Rozdarte i rozdeptane przez Los w ciężkich butach. Ryczę...
Następne karty... Zapuchnięte oczy bolą...
Doszłyśmy dopiero do połowy tej grubej księgi, a z mojego serca został jakis taki mocno sponiewierany ochłap i strzępek. Z każdym grymasem bólu, w oczach Panny Refleksji odbija się zrozumienie i współczucie. A ja wyję: Co to ma być? Cholerne katharsis? Źle sobie dzień wybrałaś, panno Refleksjo... Oj źle...
Natrafiam na chwilę, gdy w sieci znalazłam wpisy Panny Rozpacz na Kateferii. Znów ryczę... jak za pierwszym razem. Wpisy kończą się w styczniu. Sprawdziłam. Ciekawe jak sobie Panna Rozpacz radzi. Ledwie tłumię odruch, by do niej napisać. Czy słusznie? Nie wiem. Tłumię ze strachu. Że nie odpowie...
Kolejna karta i kolejny wybuch płaczu. Tu odszedł drugi Przyjaciel... Nagle. Z dnia na dzień. Nienawidzę motorów. Nienawidzę kierowców Volkswagenów... Nienawidzę! Za kilka dni minie 6 lat... A ja nadal ich nienawidzę. Co roku chadzam w miejsce gdzie odszedł. Co roku boleśnie uświadamiam sobie, ze mogłam odejść razem z nim... Gdyby nie głupi przypadek... Ja miałam jechać na tym motorze... Czasem męczą mnie głupie wyrzuty sumienia. Że mnie na nim nie było. Że ja żyję a on nie...
Kilka kart wywołuje uśmiech. Ociera łzy... Serce mi wraca do życia. A myślałam kiedys, że to niemożliwe. Wracają do mnie kojące słowa, ciepły dotyk, gorący oddech. Ale czy rzeczywiście wracają? Przecież one są na stałe. Nawet gdy kolejne z kart zostają naznaczone bólem. Te kojace słowa nadal słyszę w tle. Co z tego, ze szeptem... Dotyk przesmyka mi pogłowie głaszcząc uspokajająco. Słyszę dwa głosy. Po kolejnej karcie zostaje juz tylko jeden.
Kochana odeszła... Tęskno mi. Tęskno mi za nią czasem tak bardzo, że aż mi tchu brakuje. Czasem gdy idę na cmentarz nie mogę się powstrzymać by chociaż na chwilę nie przytulić policzka do zimnego pomnika. Jak jestem sama... Przy innych jakoś mi tak nieswojo. Jakby zabierali mi najbardziej intymne przeżycia. Pozwalam sobie wówczas tylko na ukradkowy całus przesłany ręką. Tęsknię za jej mądrością, za dobrymi słowami, za ciepłym usmiechem, za subtelnym zapachem, którym rozjaśniała najgorszy dzień. Tęsknię za aromatem sernika, który piekła. Tęsknię za Nią. Za Kochaną...
Drugi głos jest ze mną. A we mnie narasta strach, że któregoś dnia go zabraknie, że zniknie, odejdzie.... Kurczowo się go łapię... aż tłamszę... chcę zachować dla siebie... To mnie przeraża.
Na kolejnej karcie znów błyszczy jasna plamka. To moja Kosa. Te 9 złotych. Mękka. Ta, która jest dla mnie jak córka, której nie mam. I znów ogarnia mnie strach. Że przestanie mnie chcieć. Że sie znudzi.. Zniknie...
Z niepokojem patrzę na Pannę Refleksję i kolejną kartę, którą chce odkryć.
Pusta...
Kolejna. Pusta... Pusta.. Pustapustapustapusta.
Spoglądam na Pannę Refleksję. Uśmiecha się ciszą.
Oddycham z ulgą.
Nie wszystko w moim życiu zostało jeszcze napisane. Nadal jeszcze mam białe karty do zapełnienia. Nadal mogę odbijać na nich łzy i uśmiechy. Nadal mogę na nich tańczyć walca albo tango. Nadal mogę wtrącać w ciemność zapomnienia albo uwodzić pamięcią. Nadal mogę... Nie umarłam i nie odeszłam... Parafrazując:
Moje zegary jeszcze biją.
Mnie nadal gwiazd potrzeba - zapalcie wszystkie - do końca
Zawieście na niebie Księżyc i zamontujcie słońce
Wlejcie wodę do morza, zwróćcie drzewom cień
One nadal jeszcze do wszystkiego przydadzą się...

1 komentarz:

Josephine pisze...

[trzyma w łapie ciemne pióro i zawziecie stawia na kolejnych kartkach plamkę] Tu będę, Tu będę... A TUTAJ TEŻ BĘDĘ!