Hardcore... Completny hardcore...
Dzień totalnie wariacki, ale w sensie pozytywnym. Jak dalej tak pójdzie to niedługo jednak zmienię pracę. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć: zostanie mi jedna :)))) Wczoraj zgodzili się na moje warunki, więc wygląda na to, ze chyba rzeczywiście zależy im na tym bym dołączyła do ekipy. To miłe i niezmiernie budujące :))))
Gdy zaczynałam współpracę z nimi, o projektach wiedziałam bardzo niewiele. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się bardzo dużo i spodobała mi się ta praca. Pełna wyzwań, w kręgu fajnych, bystrych, szybko i kreatywnie myślących ludzi... To chyba jest to co Tygryski będą lubić najbardziej.... Aczkolwiek nie powiem, żebym za starą pracą nie tęskniła. Zostawiam w niej kawałek siebie, ze już nie wspomnę o współpracownikach... Za nimi chyba najbardziej będę tęsknić. Za Ewą, z która przepracowałyśmy wiele lat razem. Za Alinką której ciepło i dobry humor niejednokrotnie eliminowało wszelkie oznaki chandry. Za obiema Monikami... Za poranną kawą w Statystyce... No i za Piotrem... Dawno tak świetnie nie pracowało mi się z żadnym facetem..
Z resztą funkcjonowanie w jednym dziale nie kończy się tylko na pracy. Przede wszystkim są rozmowy. Rozmowy o wszystkim i o niczym. O życiu, o polityce, o filmach, o literaturze... O dzieciach - chociaż ja swoich nie mam. Piotr oprócz wiedzy ekonomicznej posiadł tajniki psychologii... Fajnie jest rozmawiać o zachowaniach i reakcjach na różne sytuacje rozkładając je na czynniki pierwsze i analizując. To są rozmowy, które nie tylko poruszają fascynujacą mnie dziedzinę życia ale również pobudzają intelektualnie, skłaniają do rozwoju :))) I tych rozmów będzie mi bardzo brakować...
***************************
Zajęcia z TB. Było bosko. Opanowała mnie totalna głupawka, która dała o sobie znać już w samochodzie.
Bo jak dziewczynki zachowuje się fujarek? :)))))))))))))))))))
Zajęcia wyjątkowo mi się podobały - powoli i niespiesznie ćwiczyłyśmy koordynację. Słusznie! Brakuje nam jej troszkę, przynajmniej większości ;) A wszystko początkowo przy troszkę zalatujących tribalem dźwiękach.. Bardzo przypominały mi niektóre kawałki z Arabic Lounge. Swoją drogą to całkiem przyjemny zestaw instrumentalnej muzyczki z naleciałościami orientalnymi. Nieźle mi się przy niej odpręża. Chociaż Nancy Ajram też ładuje mnie dodatkową porcją energii. Wracając do zajęć to chyba z Asią wyprowadziłyśmy Moh troszkę z równowagi rozwalając mu odrobinkę plan i ćwiczenia atakami głupawki :) ale cóż... czasem słońce czasem deszcz jak to mówią :))))))))))))))
Ogólnie rzecz biorąc wybranie się na zajęcia z TB to jedna z najlepszych rzeczy w moim jakże krótkim i burzliwym życiu ;) Wróciłam do czegoś co KOCHAM - czyli do tańca.. i to takiego w którym nie potrzebuję partnera! Zmiłowanie! :))))))))))))))) Poza tym szalenie mi się podobają zmysłowe ruchy, kobiecość bijąca z tancerek, doskonała świadomość zarówno swojej psychiki jak i ciała. By tańczyć dobrze, bardzo dużo mi jeszcze brakuje, ale trening czyni mistrzem... Tak więc ćwiczę, pracuję nad płynnością ruchów, nad ósemkami, nad shimmy, nad równowagą, nad dopracowanymi ruchami dłoni, rąk, bioder, brzucha... nadal mam jeszcze za sztywne nadgarstki, wężowe ruchy rąk nie wyglądają jak powinny... ale się pracuje :D Za to zyskałam akceptację siebie, głębsze zrozumienie tego co się ze mną dzieje, subtelność, miękkość ruchu... zalety i pozytywne skutki mogłabym tu mnożyć i mnożyc :D
Po zajęciach wyszłam bardzo przyjemnie zmęczona marząc o gorącej kąpieli. Po powrocie zanurzyłam się w w ciepłej wodzie pachnącej cedrem i jaśminem wśród blasku świec i dźwiękach kilku spokojnych ballad i szklaneczką Bailey'a... I tego było mi trzeba... BTW - dzięki Asiu za poddanie pomysłu...
Dzień totalnie wariacki, ale w sensie pozytywnym. Jak dalej tak pójdzie to niedługo jednak zmienię pracę. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć: zostanie mi jedna :)))) Wczoraj zgodzili się na moje warunki, więc wygląda na to, ze chyba rzeczywiście zależy im na tym bym dołączyła do ekipy. To miłe i niezmiernie budujące :))))
Gdy zaczynałam współpracę z nimi, o projektach wiedziałam bardzo niewiele. Przez te kilka miesięcy nauczyłam się bardzo dużo i spodobała mi się ta praca. Pełna wyzwań, w kręgu fajnych, bystrych, szybko i kreatywnie myślących ludzi... To chyba jest to co Tygryski będą lubić najbardziej.... Aczkolwiek nie powiem, żebym za starą pracą nie tęskniła. Zostawiam w niej kawałek siebie, ze już nie wspomnę o współpracownikach... Za nimi chyba najbardziej będę tęsknić. Za Ewą, z która przepracowałyśmy wiele lat razem. Za Alinką której ciepło i dobry humor niejednokrotnie eliminowało wszelkie oznaki chandry. Za obiema Monikami... Za poranną kawą w Statystyce... No i za Piotrem... Dawno tak świetnie nie pracowało mi się z żadnym facetem..
Z resztą funkcjonowanie w jednym dziale nie kończy się tylko na pracy. Przede wszystkim są rozmowy. Rozmowy o wszystkim i o niczym. O życiu, o polityce, o filmach, o literaturze... O dzieciach - chociaż ja swoich nie mam. Piotr oprócz wiedzy ekonomicznej posiadł tajniki psychologii... Fajnie jest rozmawiać o zachowaniach i reakcjach na różne sytuacje rozkładając je na czynniki pierwsze i analizując. To są rozmowy, które nie tylko poruszają fascynujacą mnie dziedzinę życia ale również pobudzają intelektualnie, skłaniają do rozwoju :))) I tych rozmów będzie mi bardzo brakować...
***************************
Zajęcia z TB. Było bosko. Opanowała mnie totalna głupawka, która dała o sobie znać już w samochodzie.
Bo jak dziewczynki zachowuje się fujarek? :)))))))))))))))))))
Zajęcia wyjątkowo mi się podobały - powoli i niespiesznie ćwiczyłyśmy koordynację. Słusznie! Brakuje nam jej troszkę, przynajmniej większości ;) A wszystko początkowo przy troszkę zalatujących tribalem dźwiękach.. Bardzo przypominały mi niektóre kawałki z Arabic Lounge. Swoją drogą to całkiem przyjemny zestaw instrumentalnej muzyczki z naleciałościami orientalnymi. Nieźle mi się przy niej odpręża. Chociaż Nancy Ajram też ładuje mnie dodatkową porcją energii. Wracając do zajęć to chyba z Asią wyprowadziłyśmy Moh troszkę z równowagi rozwalając mu odrobinkę plan i ćwiczenia atakami głupawki :) ale cóż... czasem słońce czasem deszcz jak to mówią :))))))))))))))
Ogólnie rzecz biorąc wybranie się na zajęcia z TB to jedna z najlepszych rzeczy w moim jakże krótkim i burzliwym życiu ;) Wróciłam do czegoś co KOCHAM - czyli do tańca.. i to takiego w którym nie potrzebuję partnera! Zmiłowanie! :))))))))))))))) Poza tym szalenie mi się podobają zmysłowe ruchy, kobiecość bijąca z tancerek, doskonała świadomość zarówno swojej psychiki jak i ciała. By tańczyć dobrze, bardzo dużo mi jeszcze brakuje, ale trening czyni mistrzem... Tak więc ćwiczę, pracuję nad płynnością ruchów, nad ósemkami, nad shimmy, nad równowagą, nad dopracowanymi ruchami dłoni, rąk, bioder, brzucha... nadal mam jeszcze za sztywne nadgarstki, wężowe ruchy rąk nie wyglądają jak powinny... ale się pracuje :D Za to zyskałam akceptację siebie, głębsze zrozumienie tego co się ze mną dzieje, subtelność, miękkość ruchu... zalety i pozytywne skutki mogłabym tu mnożyć i mnożyc :D
Po zajęciach wyszłam bardzo przyjemnie zmęczona marząc o gorącej kąpieli. Po powrocie zanurzyłam się w w ciepłej wodzie pachnącej cedrem i jaśminem wśród blasku świec i dźwiękach kilku spokojnych ballad i szklaneczką Bailey'a... I tego było mi trzeba... BTW - dzięki Asiu za poddanie pomysłu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz