czwartek, 18 października 2007

A ziemia toczy...

Trzeba się będzie wziąć ostro do roboty. Cztery tygodnie laby - pomijając bolesne zastrzyki i ograniczone możliwości ruchowe, były całkiem przyjemnie. Odwiedził mnie Grześ, którego nie widziałam cztery lata. On rzadko bywa w Warszawie, ja do Radomska też niezbyt często zaglądam :) Milutko było :) Pogadaliśmy, upichciliśmy coś, pośmialiśmy się... nie miałabym nic przeciwko częstszym spotkaniom, które mnie ładują pozytywnymi emocjami :) I trzymam kciuki, Grzesiu - może zamiast Poznań wybierzesz kierunek Warszawa? ;)
Laba labą, ale czas najwyższy wrócić do formy - i to szybko. Cały miesiąc zajęć przepadł. Na zajęciach u Moh sporo do nadrobienia, na zajęciach u Jasmin jeszcze więcej - cały układ zaliczeniowy. Dam radę! :)

Układam listę życzeń i plan na kolejny rok, bo listopad zbliża się nieubłaganie. W domu znów zapachnie cynamonem. Taka tradycja. Poza Świętami Bożego Narodzenia w moim domu cynamonem pachnie tak mocno tylko w listopadzie. Cynamonem i goździkami. W listopadowe szare wieczory robimy grzańca i objadamy się jabłkami z cynamonem. Dlaczego? Bo listopad to mój miesiąc :) Mama swój obchodzi w październiku, tata w maju, mój brat w czerwcu, Krzysiek w lipcu.. A listopad jest mój - póki ziemia toczy swój garb uroczy :))))

Brak komentarzy: