poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Serce mi uciekło...

Roboty od groma, papiery zalegają na całym łóżku i podłodze - a mi serce uciekło... Bez serca nie umiem pracować, nie mogę się skupić...
Krzyś wyleciał do Irlandii i chyba tylko Prezes wie na ile... Serce mi się od rana wyrywało z tęsknoty. Jeszcze zanim wyszłam z domu. Spał tak słodko - nie miałam sumienia go budzić... A teraz serce mi uciekło, wyrewało się z piersi i poszybowało do Ulsteru... Biorąc pod uwagę, że ostatnio nie mieliśmy nawet czasu by porozmawiać jak ludzie, to wcale się memu sercu nie dziwię. Że uciekło. Sama bym od siebie uciekła...
Bardzo się zmieniłam przez kilka ostatnich miesięcy - złośliwość Skorpionia ze mnie wychodzić zaczęła, jak Prezesowi słoma z butów. Ech. Może to zmęczenie pracą - przestała stanowić miłe wyzwanie, a stała się uciążliwa. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że czas się pożegnać z tą szacowną instytucją i poszukać czegoś innego. Może wrócę do wizażu... a może wznowię mozolne leczenie i tym razem nie dam się depresji? Hehe... Już się widzę latającą codziennie do lekarza, siadającą grzecznie w poczekalni i czekającą spokojnie na kolejne usg... Nic z tego... Jeszcze za wcześnie. Poza tym gdzie ja znajdę lekarza w Warszawie, który przetrzyma moje przekleństwa i pretensje, i niecierpliwość (o niej nie można zapomnieć :P ). Z drugiej strony wszyscy Ci mądrzy profesorowie mogliby wymyśleć w końcu coś innego niż rozkładanie rąk z bezradnym uśmiechem i słowami: "proszę mieć nadzieję" - to takie uzasadnienie do bezkarnego faszerowania pacjentów lekami w chwilach gdy sami nie wiedzą co się robić i czemu terapia nie działa - "przecież to z pewnością nie zaszkodzi"
I serce wtedy ucieka... Jak dziś...
Ale dzis sama bym uciekła na Szmaragdową Wyspę - za K.rzyśkiem, za myślami, za sercem, za spokojem...
Zamiast tego siedzę w sypialni zawalonej papierami, czuję jak czas mi przecieka przez palce i usiłuję wymyśleć logiczne wyjaśnienia do korekty wniosku. Bleh. Dziadostwo!

*************
A tak z innej beczki...
Ile razy w ciągu dnia można pomyśleć o seksie? Mężczyźni podobno myślą tylko o nim. A jak jest z kobietami? Jest jakaś norma? Jakaś granica? Hmmm... kolejna do przekroczenia ;D
Tyle że nie w moim przypadku - ostatnio myślę głównie o seksie. Nawet gdy siedzę zatopiona w cyferkach po uszy - nie zdawałam sobie sprawy, że można mieć tyle skojarzeń w stosunku do cyfry 2 :D albo liczby 721 ;)

Brak komentarzy: