Dziś jest odpowiedni dzień na emocjonalny spacer wgłąb siebie...
Kolejna faza księżycowa... Tym razem jakoś niezauważona, bez zbędnych emocji. Bez złości, żalu, płaczu. Może to kwestia ostatnio podjętej decyzji, by znów spróbować - od początku... Obudziłam w sobie nową nadzieję i pod wpływem chwilowego kaprysu podjęłam postanowienie, że będę ją pielęgnować. Ot tak... Przecież nie zaszkodzi... Wizyta w klinice dopiero za miesiąc... Powtarzam sobie, że to ostatnia próba, że więcej nie zniosę... Śmieję się w duchu - wiem, że to kłamstwo, i tym razem nawet powtarzane 100 000 000 razy nie stanie się prawdą - zniosę i sto takich prób. Gasnąc z każdą z nich... I po co?! By w końcu mieć PEWNOŚĆ, że nic się nie zmieni... Wtedy zacznę mozolny proces odbudowy zburzonego świata i nauczę się żyć od nowa - w niebycie... Albo wręcz przeciwnie. W efekcie którejś próby poczuję jak serce wypełnia radość, w ciało wstępują nowe siły, a w głowie kołacze się szaleńcza myśl: UDAŁO SIĘ! I to, co do tej pory tak bolało przestanie istnieć i mieć znaczenie...
Dla tej właśnie chwili znów zagryzam wargi, chowam dumę i godność do kieszeni, i czekam jak pies pod progiem... Zaczynam odliczanie... Do dnia, w którym Los, jak Cezar, zdecyduje wedle kaprysu - każąc mi zabić bądź ocalić Nadzieję...
Wytrwam... Obiecałam sobie, że wytrwam...
"Orgazm to nic innego jak zatapianie mózgu endorfinami..."
Pozwól mi zatonąć...
Kolejna faza księżycowa... Tym razem jakoś niezauważona, bez zbędnych emocji. Bez złości, żalu, płaczu. Może to kwestia ostatnio podjętej decyzji, by znów spróbować - od początku... Obudziłam w sobie nową nadzieję i pod wpływem chwilowego kaprysu podjęłam postanowienie, że będę ją pielęgnować. Ot tak... Przecież nie zaszkodzi... Wizyta w klinice dopiero za miesiąc... Powtarzam sobie, że to ostatnia próba, że więcej nie zniosę... Śmieję się w duchu - wiem, że to kłamstwo, i tym razem nawet powtarzane 100 000 000 razy nie stanie się prawdą - zniosę i sto takich prób. Gasnąc z każdą z nich... I po co?! By w końcu mieć PEWNOŚĆ, że nic się nie zmieni... Wtedy zacznę mozolny proces odbudowy zburzonego świata i nauczę się żyć od nowa - w niebycie... Albo wręcz przeciwnie. W efekcie którejś próby poczuję jak serce wypełnia radość, w ciało wstępują nowe siły, a w głowie kołacze się szaleńcza myśl: UDAŁO SIĘ! I to, co do tej pory tak bolało przestanie istnieć i mieć znaczenie...
Dla tej właśnie chwili znów zagryzam wargi, chowam dumę i godność do kieszeni, i czekam jak pies pod progiem... Zaczynam odliczanie... Do dnia, w którym Los, jak Cezar, zdecyduje wedle kaprysu - każąc mi zabić bądź ocalić Nadzieję...
Wytrwam... Obiecałam sobie, że wytrwam...
*********
Krzysiek znów wyjeżdża. To Anglia, to Słowacja, to Lublin... a Luniaka nadal nie ma... Gdyby był mogłabym wytulić tę moją tęsknotę w jej miękkie i ciepłe futerko. Ale Luniak jest teraz matką pełną gębą z dwójką dzieci do wykarmienia. Ma ważniejsze sprawy na głowie niż tęsknociki swojej pani.**********
Nie chcę pamiętać o tamtym 11 września... Poza kolejnymi urodzinami M., nie ma dla mnie w tym dniu nic miłego i ciekawego... Zamykam tę datę w okutej skrzyni. Razem z innymi, o których nie chcę pamiętać...
**********
Postanowiłam, że każdego dnia będę sobie mówiła co mi się we mnie podoba, co w sobie lubię. Każdego dnia wybiorę inną rzecz, inny aspekt, inną część mnie...
Zaczynam:
Lubię swoje oczy. Bo są zwierciadłem duszy, bo zmieniają kolor w zależności od mojego nastroju, bo widzą więcej niż bym chciała widzieć... bo widzę, że są smutne... to dlatego, że zimno na dworze... zmarzły...
Zaczynam:
Lubię swoje oczy. Bo są zwierciadłem duszy, bo zmieniają kolor w zależności od mojego nastroju, bo widzą więcej niż bym chciała widzieć... bo widzę, że są smutne... to dlatego, że zimno na dworze... zmarzły...
*********
"Orgazm to nic innego jak zatapianie mózgu endorfinami..."
Pozwól mi zatonąć...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz