poniedziałek, 24 listopada 2008

Close enough to perfect...

(...)
You only get one life to work it
So who cares if it's not perfect
I say it's close enough to perfect for me
(...)

Kolejny poranek wypełniony szeptem. Kolejny uśmiech. Kolejne drżenie serca. Kolejna szansa. Kolejna cudownie bezpieczna noc wypełniona snami.

Oglądając wczoraj Camp Rock (chyba wspominałam już o moich dziwactwach? ;)) usłyszałam piosenkę - "Here I am". Rozkosznie młodzieńcza opowieść o odnalezieniu siebie i swojego miejsca w świecie. I przyszła do mnie Panna Refleksja. A ostatnio dość często zdarza jej się przychodzić. I jest mile widziana! Nawet gdy przychodzi sama z siebie, bez zaproszenia, bez zapowiedzi.
Dlaczego Refleksja jest Panna, a nie Pani? Odpowiedź jest prosta - nie złapała jeszcze Pana Refleksa. Zawsze biedaczka przychodzi odrobineczkę spóźniona. Widocznie jej czas jeszcze nie nadszedł, więc tkwi w tym swoim panieństwie, a ja cieszę się, gdy mnie odwiedza. Ale wracając do meritum.
Panna Refleksja zapukała do mnie wczoraj i rozpoczęła dysputy ze mną. Przy dobrej herbacie lipowej z miodem. W końcu nie chcę, żeby mi się rozchorowała i padła gdzieś pod płotem. Ona słabowitego zdrowia jest...
Dysputy z Panną Refleksją lubię. Są stymulujące. I zawsze skutkują czymś. Po wczorajszej znów mi przetasowały się Prioryt Ety. I spojrzenie na Życie mam jakby inne.
Cytując słowa piosenki w wolnym tłumaczeniu by Justysia:

"Dostajesz tylko jedno życie
I kogo obchodzi, ze nie jest perfekcyjne.
Dla mnie jest bliskie ideału..."

Mało poetycko, ale chodziło przecież o uchwycenie sensu. I zrewidowałyśmy z Panna Refleksją moje Życie. O dziwo, podczas rewizji nawet zwykle śmiały Rozum i emocjonalne Serce siedzieli jak trusie.
A ja dzięki Pannie Refleksji doszłam do wniosku, że moje życie jest tak bliskie ideału. Brakuje kilku elementów puzzli, ale zarys obrazu został zachowany. Patrząc z daleka, nawet się tych braków nie dopatrzysz...
Wymarzyłam sobie mały biały domek z ogródkiem. Zamiast niego mam mieszkanie. Ale mam! Pomieszkuję sobie w nim, odnawiam, sprzątam, gotuję. Czynsz płacę i rachunki - ale na każdym materiale może być skaza, prawda? ;)
Miałam być piękna i bogata. Cóż.... Z Matką Naturą dyskutować nie będę - różne są kanony piękna :) A bogactwo? Mam bogatą osobowość! To się liczy bardziej niż drogi samochód czy markowe ciuchy.
Miałam mieć dwójkę ślicznych i mądrych dzieci. Tu sprawa nie jest przesądzona. Pertraktacje z Wielkim Manitou trwają.. Podobno twarda ze mnie sztuka i ciężki negocjator ;)
Męża mam. Nie wygląda jak Adonis, ale nie zamieniłabym go na żadnego innego Daje mi siłę, oparcie, poczucie bezpieczeństwa, daje mi serce. Jest kochany, czuły, cudowny. Jest moim przyjacielem, do którego mogę się zwrócić ze wszystkim. Pewnie, ze mnie wkurza, ale... Ale życie bez niego by nie istniało...
Tak naprawdę mimo całego codziennego marudzenia i narzekania, gdy rozłożyłam życie na czynniki pierwsze stwierdziłam, że ono jest bliskie ideału. Jest moje. Uwielbiam to moje Życie. Jedyne jakie mam.

Brak komentarzy: