niedziela, 20 lutego 2011

Warto pamiętać....



Bywają momenty gdy wszystko wali się nam na łeb, grunt ucieka spod nóg a nadwątlona wiara i nadszarpnięte zaufanie drżą jak galareta. Wtedy warto mieć coś pewnego. Warto pamiętać, że jest Ktoś.
Nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia, a Ten na górze kocha nas bezwarunkowo. Cokolwiek się dzieje, cokolwiek zrobimy, gdziekolwiek pójdziemy.
Tylko dlaczego nam ludziom tak łatwo przychodzi zapominać?
Zapominamy o krzywdach i przykrościach wyrządzanych bliźniemu. Zapominamy o telefonie do rodziny. Zapominamy mówić "Kocham"... A potem nagle okazuje się być za późno. Ile takich "Zapomniałem", "Nie zdążyłem" doświadczyliśmy w naszym życiu.
Potwierdziło się to co już wiedziałam. Córka Wujaszka zmarła. Razem z S. obstawialiśmy wypadek samochodowy, okazało się że to tętniak. Przyczyna nieważna, ważne jest samopoczucie Wujaszka. A staruszek się trzyma niesamowicie. Jestem pełna podziwu. Tyle w nim wiary, tyle miłości i ufności... Tyle mądrości i ciepła.... Jest mi wstyd. Jest mi tak cholernie wstyd za siebie samą. Za brak niezłomności, za zmęczenie, za zwątpienie, za strach, za narzekanie na niesiony przeze mnie krzyż... Za zapominanie...

Dzisiaj juz wiem, że ból w klatce nie był mój. Po prostu zadziałałam jak bufor i ściągnęłam na siebie jego ból. Dzięki temu się nie rozsypał. To dziwna świadomość, ból realny, ale ufam, ze nic mi nie będzie. Nie wiedziałam, ze jestem jak gąbka.

Tęsknię.
Minęło tylko kilka godzin...
Kocica nie chce zejść mi z łóżka.
Wtulam nos w poduszkę...
Dziwnie cicho...

Ufam...

Nadal czuję niepokój...

Nadal ufam...

Pamiętam każdą chwilę...

Brak komentarzy: