wtorek, 31 maja 2011

Pocałuj żabkę w łapkę...

To był maj, pachniała Saska Kępa...
Faktycznie jest maj, ostatni dzień, ale nadal maj. Jestem pewna, że Saska Kępa pachnie, lecz ja wdycham zapach bzu we własnym ogródku wymiennie z tymi z ogródka S. ;-) Upajam się nimi na równi i to czyni mnie radosną.
Moi rodzice zmienili nieco swoje podejście i myślę, że w końcu udało nam się wypracować działający i satysfakcjonujący kompromis.
W sferze finansowej nadal, mimo pracy, jestem mocno pod kreską. Długi trzeba spłacić a i rodziców bez pomocy zostawić nie mogę, ale wierzę że damy wszyscy radę.
Prywatnie jest... tfu, tfu, odpukać w niemalowane ;-) - Może wystarczy powiedzieć, że czuję się szczęśliwa? :p
Mieszkanie w domku z ogródkiem jest jak samospełniające się marzenie małej dziewczynki, która we mnie drzemie. Nie potrafię opisać radości, którą czuję wychodząc w piżamie na taras, z poranną kawą w dłoni, gdy wyciągam stopy na oparciu krzesła obok i grzeję palce w promieniach słońca, gdy wieczorem kładę się na huśtawce i patrzę w gwiazdy... Czuję spokój i harmonię, coś czego bardzo mi brakowało. Zwalniam tempo i rozkoszję się każdym podmuchem wiatru niosącym zapach bzów i jabłoni.
Grądy stały się moim azylem, ucieczką przed zbyt szybką i hałaśliwą Warszawą, namiastką Opinogóry. Ta ostatnia nadal jest moim małym magicznym miejscem, w którym wilczy Książę i Księżniczka polują na żaby i okazję by cmoknąć się w mordki. Niemal jak w żabią łapkę... ;-)

Brak komentarzy: