sobota, 7 lutego 2009

Kilku kumpli weź...

"Kilku kumpli i patyk albo dwa
Powstanie dom, w którym mieszkać się da
Kumpli weź patyk w garść
Potrafisz to
Wyrośnie dom choć nie było tu go.."

Ostatnio renesans w moim domu przeżywają bajki dla dzieci. Spowodowane jest to dużą ilością szybko rosnących dzieci znajomych. Przecież ta fajna "ciocia Justyna" musi być na bieżąco.
Dzieci znajomych płacą za to szerokim uśmiechem, moi domownicy - bólem głowy. Pod hasłem moich domowników ukrywa się oczywiście Kristof, bo psa nie liczę. Suńka się na ból głowy nie uskarża. A Krzysztofa trzeba zrozumieć. Ma chłopak anielską cierpliwość. Na jego miejscu słysząc po raz szesnasty piosenkę Ani Jurksztowicz "Kilku kumpli weź.." z "Prosiaczka i przyjaciół", uciakłabym gdzie pieprz rośnie. A Kristof znosi ciagłą migrenę... i jeszcze pociesza, gdy mi nerwy puszczą. A puszczają ostatnio często. W ogóle jakaś mało ogarnięta się zrobiłam. Mało ogarnieta prywatnie, bo zawodowo wręcz przeciwnie... Wszystko terminowo, zgodnie z kalendarzem, bez terminarza to się teraz nie ruszam, bez telefonu to jak bez ręki. Nawet jezyk mi się nieco wyostrzył. Podobno nie daję już sobie po głowie chodzić, tylko usadzam nadpobudliwe jednostki. Cóż... Akcja budzi reakcję. Praca nad samodzielnym projektem bardzo mnie zmieniła. I ta nowa ja bardzo mi się mnie samej podoba. Mogę więcej. Właściwie to wierzę, że mogę więcej. A przyjaciele mnie w tym wspierają, utwierdzają. Dzięki nim przestaję wierzyć, a zyskuję pewność, że mogę więcej. A to połowa sukcesu. I chociaż mnie samą od Prosiaczkowych piosenek boli głowa, to ta jedna pomaga mi wiarę utrzymać. Wiarę w to, że z pomocą przyjaciół i bliskich osiągnąć można wiele. I za to ich kocham.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

a witam, witam :))

Anonimowy pisze...

Jac :):):)
A witaj, witaj :D