Artyzm i wielkość Marka Twaina zawsze mnie prześladowały.
Odkąd pamiętam.
Prześladowały w ten miły i nieszkodliwy dla nikogo sposób.
Twain czarował mnie swoją twórczością.
Ostatnio robiłam porządek w przepastnych czeluściach domowej biblioteczki i w ręce wpadły mi "Pamiętniki Adama i Ewy". Uśmiałam się do łez. Do łez i przez łzy.
Bo ileż razy sama czuję, ze w moje życie wkradają się takie nieporozumienia? Ile razy ze strony bliskich doświadczam nieprzyjemnych słów i zachowań? Ile razy oni z mojej? Bez liku. Ale nie tylko ze strony bliskich. Ze strony tych dalszych również.
Czasem myślę, że to jest wpisane w nasze jestestwo, że nie ma ucieczki od niedopowiedzeń, niezrozumienia i błędów. Czasem żałuję, ze nie ma pigułek na niemiłość...
I żałuję, ze nie ma pigułek na samotność.
Często czuję się samotna. Nie sama, a samotna. Mogę być otoczona wianuszkiem znajomych i nadal czuję się samotna.
Bez zrozumienia.
Bez szans na poczucie się częścią ich grupy.
Uśmiecham się i kiwam głową.
Nadal Samotna.
Wolę jednak być samotną niż niemile widzianą...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz