Śpiewam. W dużej ilości. Zachłystuję się Jaredem z jego seksownym "R". Upijam się głosem Aarona z jego cudownym wokalem. Odreagowuję ostatni stres odwiedzając kolejne światy, kolejne postacie. Ryczę nad "Milionem małych kawałków", wyję przy "Moim przyjacielu Leonardzie".
W nocy nie sypiam. Znów koszmary... Ale wiem, że miną. Zawsze mijają. Panna Rozpacz próbowała ostatnio przedostać się przez zasieki, ale ją odparto. Panna Refleksja siedzi cicha w kącie. nie ma dla mnie żadnych rad ostatnio. Jesień za pasem, to się oszczędza przed sezonem. Pogadanki zostawia sobie na długie i zimne wieczory. Pan Rzeczywistość za to szaleje. Dziś uraczył mnie uderzeniem o szafkę. Bo i po co chciałam słonecznika sięgać? Że niby do chleba dosypać? Pff. Mam te zachcianki... Wczoraj Pan Rzeczywistosć mnie nastraszył, ale wyszło pozytywnie. Szefowa mi poważną robotę przydzieliła. Nie wiem jak się z tym ogarnę. Jeszcze nie mam planu. Rozum mi się buntuje. Serce mi się buntuje. Zawiązali przedziwna koalicję i chcą chwili spokoju. Walczą o urlop. A w tej swojej walce są gorsi od zwiazków zawodowych, stoczniowców i górników razem wziętych. Bez kitu. Sięgają po terroryzm emocjonalny. Stawiają mnie pod ścianą i co ja mogę? Kapituluję licząc, ze ten ich urlop nie potrwa zbyt długo. Na odchodne zostawili mi paczkę z muzyką żeby się ode mnie głupoty trzymały z daleka. Pan Rzeczywistość śmieje mi się w twarz gdy proszę go o pomoc. Zamiast się za mną ująć to wyciąga swoje notatki i mi je pokazuje. Zapisał skubaniec wszystko co chciałam zrobić i trzyma to z żelazną konsekwencją. Moja rada dla Was? Nie obiecujcie sobie solennie niczego. Bo później taki kolejny terrorysta wytknie Wam to i rzuci tym w twarz... Wzruszam ramionami, zakładam słuchawki, włączam "Right Here" i drąc się z Aaronem biegnę przed siebie. Obiecałam przecież, ze będę biegać. Cham nie powiedział mi dziś, ze będzie padać rano. Zmokłam. Zimno mi. A on stoi i się śmieje. Nie upiekę mu już żadnego ciasta. Na złość. I na zdrowie. Przytył ostatnio. Panna Refleksja zrywa się z kąta i podchodzi do okna. "Samotność..." mówi tylko. Zamyślam się dzierżąc kubek gorącej herbaty na rozgrzanie. Samotność jest dla wszystkich taka sama. Bez względu na wiek, wyznanie, charakter czy miejsce zamieszkania. Nie są też ważne powody. Często nawet jej nie zauwazamy. Tak jak nie zauważamy w życiu wielu rzeczy. "Sceny naszego życia podobne są do obrazków w masywnej mozaice, które z bliska nie robią wrażenia; trzeba stanąć od nich z dala, aby ocenić ich piękno... Rzeczy teraźniejsze natomiast przyjmujemy w poczuciu tymczasowości, uważając je za nic innego, jak tylko drogę do celu. Dlatego to ludzie, spoglądając u kresu swych dni wstecz, stwierdzają zazwyczaj, że całe ich życie upłynęło pod znakiem "ad interim", i ze zdziwieniem widzą, iż to, co na ich oczach przechodziło tak niedocenione i mdłe, stanowiło właśnie ich życie..." przebrzmiewają mi słowa Schopenhauera. Panna Refleksja odwraca się od okna z uśmiechem. "Dobrze, że ty studiujesz życie, Justyna. Dobrze, że widzisz..." i wraca do kąta. Pan Rzeczywistość milknie i siada koło niej. Sadzam tyłek razem z nimi i się tak nad tym swoim życiem zamyślam. Panna Refleksja się myli. Często nie widzę. Ale przynajmniej się staram zobaczyć. To że sąsiadka ledwie idzie. To, ze samotny sąsiad nagle zaczął się uśmiechać. To, że na ramieniu Piotrka spod 98 przybył nowy tatuaż.... To, że ktoś potrzebuje, zeby go po prostu przytulić i pomilczeć. To, że ostatnio popełniłam kilka błędów i nie wiem jak je naprawić... Widzę. Staram się widzieć to wszystko. Notuję w Pamięci. Chcę żeby inni też widzieli. Chcę żeby wiedzieli. I wiem czemu zaczynam nucić...
Well I want you to notice
To notice when I'm not around
I know that your eyes
See straight through me
And speak to me
Without a sound
To notice when I'm not around
I know that your eyes
See straight through me
And speak to me
Without a sound

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz