W moim domu cisza.
Pełna niepokoju.
Pełna smutku.
Pełna rozedrganych emocji.
Moich.
Niepokój odbiera mi oddech.
Niepokój nieuzasadniony, niewyjaśniony.
Umykam przed nim do łazienki.
Zanurzam się w onieśmielający głos Franka Sinatry i ciepłe światło świec.
Zanurzam się w wodę pachnącą jaśminem.
Zanurzam się w siebie.
Zamykam oczy i zanurzam się w wyimaginowanym dotyku.
I głosie Franka S.
Cichym.
Przejmującym.
Przyprawiającym mnie o drżenie.
Zanurzam się pod wodę zaczerpnąwszy oddechu. Tam nie widać, że płaczę. Zanurzam się we łzach.
Słyszę bezgłośne pytanie: Po co?
To Panna Melancholia wkradła się do środka i przycupnęła półdupkiem na brzegu wanny. Mąci dłonią spokojną toń i nawołuje bym się wynurzyła.
Ty nie umiesz tak długo wstrzymywać oddechu, Justyna. Utopisz się - mówi trącając mnie palcem.
Może właśnie tego chcę? Może nie tyle siebie chcę utopić, a jedynie wszystkie niepokoje, całe to rozedrganie... Chciałabym zostać pod wodą dłużej, jednak posłuszna Pannie Melancholii i jej spokojnemu obliczu wynurzam się łapiąc haust powietrza.
Miała rację. Nie umiem dłużej wstrzymywać oddechu.
SMS
Lwiczka.
Kiepsko się bawi. Zabrałabym ją do siebie. Ot tak. Od zaraz.
Odpisuję.
SMS
Inna ważna dla mnie osoba.
SMS. Kolejny... i kolejny... i kolejny.
Oni są jak powietrze.
Przyjaciele.
Bez nich się topię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz