Wczoraj runęły mury mojej Samotni.
Pan Rzeczywistość wspomagany wysiłkami Panny Melancholii, Panny Refleksji, Jędzy Zazdrość i niecnego Pana Pożądanie, okryci Sztandarem Państwa *** zmylili mnie pozornym odejściem i zaatakowali w chwili najmniej spodziewanej.
Stwierdzam, że poległam. Bez żadnej przykrości.
Właściwie uległam.
Ciepłu.
Dotykowi.
Zmysłom.
Pocałunkom.
Oddechom.
Słowom.
Szeptom.
Łaskotkom.
Rozum z Sercem zamilkli, bo jak sami stwierdzili, nie zwykli kłamać jednocześnie.
Przypominanie sobie bolało.
Bolało, bo świadomość boli.
Świadomość ciała.
Świadomość serca.
Świadomość duszy.
Świadomość nadziei.
Świadomość wad.
Świadomość zalet.
Świadomość błędów.
Boli świadomość, że nagle wspiera cię ktoś kto nie umie cię zrozumieć. A ten, kto cię rozumie, milczy lub ucieka.
I dociera do ciebie, że już nie wiesz na kogo możesz liczyć, komu ufać. Zastanawiasz się, czy to co słyszysz, widzisz jest prawdą czy już podkolorowanym obrazem, który chcesz zobaczyć. Plączesz się, gubisz, umierasz....
Dlaczego?
Żyjemy w czasach, w których bardziej wierzy się pozorom niż prawdzie uczuć duszy ludzkiej.
Dałam się w tę grę pozorów wciągnąć. Jestem tym zmęczona i zniechęcona, a przede wszystkim zła na siebie. Za naiwność i łatwowierność. Jakże łatwo ulegam. Jakże łatwo daję się zwieść. A jednocześnie chcę w tym trwać. Chcę ufać. Chcę wierzyć. Chcę ulec. Z masochistyczną przyjemnością czerpaną z własnej poranionej zawodami duszy chcę dzielić się sobą.
Po co?
Sama nie wiem właśnie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
rarara romama
gaga ulala
Prześlij komentarz