czwartek, 11 lutego 2010

*Nikt nie odrzuca ciebie, odrzuca tylko to, kim jesteś według jego mniemania. Zresztą, jest to broń obosieczna, nikt też nie akceptuje ciebie. Dopóki ludzie się nie obudzą, po prostu akceptują lub odrzucają posiadane przez siebie wyobrażenie o tobie. Stworzyli sobie twój wizerunek i albo go odrzucają, albo akceptują.*

Anthony de Mello swoim "Przebudzeniem" zapadł mi w pamięć.

Dlaczego?

Sama nie wiem. Może dlatego, że jest to dla mnie łagodne wytłumaczenie poczucia odrzucenia, które czujemy. O ileż milej powiedzieć sobie: Oni nie odrzucają Ciebie. Odrzucają jedynie swoje wyobrażenie o Tobie. To, które sami stworzyli.

Łatwiej jest to zaakceptować, łatwiej się z tym uporać.

W mojej samotni panuje cisza.
Spokojna.
Błoga.
Moja.
Miła.

Nie wpuszczę do niej nikogo.

Wszystkie moje Panny Melancholie, Panny Rozpacz i Panowie Rzeczywistość trzymają się z daleka.

Nawet oni nie mają tu wstępu.

To Odludnia.
Moja.

Inny świat.
Mój.

Nie ma tu miejsca na akceptację i odrzucenie.
Nie ma miejsca na roztrząsanie własnych słabości.
Nie ma miejsca na zastanawianie się nad silnymi stronami.
Nie ma miejsca na opłakiwanie zranionej dumy, czy zszarganych uczuć.
Nie ma miejsca na radość czerpaną z każdego uśmiechu.
Nie ma miejsca na smutek.
Nie ma miejsca na dobro.
Nie ma miejsca na zło.

Cisza.
Spokój.
Równowaga.

Zatapiam się w nich.
Otulam się nimi jak płaszczem. Pozwalam by delikatnie muskały moją skórę, zapuszczając miękkie macki w tkankę, wtapiając się w nią. Wtapiając się we mnie. Głęboko. Daleko. Sięgając wszystkich neuronów.

Witam je z ulgą.
Pozwalają mi nie czuć.
Pozwalają mi nie myśleć.
Pozwalają mi nie widzieć.
Pozwalają mi nie słyszeć.
Gdyby jeszcze pozwoliły mi nie oddychać...

Brak komentarzy: