Na dystans jesteśmy mniej onieśmieleni, niż patrząc sobie w twarz; że łatwiej przychodzi nam coś napisać, niż powiedzieć...
Chrzanię dystans. Chcę prawdy.Brutalnej, bolesnej, wczepiającej mi się w mózg i wydzierającej ostatki nadziei i przyzwoitości.
Chcę cholernej prawdy.
Mam dość gubienia się w domysłach.
Czego Ty ode mnie chcesz? Czego oczekujesz? Dlaczego mnie dręczysz wciąż swoim niezdecydowaniem, swoimi humorami, swoimi pretensjami? Nie odpowiadam Ci więc po co wciąż tu jesteś? Po co stoisz mi pod oknem i pukasz wciąż i na nowo? Dlaczego dręczysz mnie pakując się do mojej głowy, nie dając o sobie zapomnieć - jakbym w ogóle mogła.... To trwa zbyt długo, nie sądzisz? Podejmij chociaż raz w życiu męską decyzję. Ja się poddaję, kapituluję, wieszam białą flagę zostawiając Tobie decyzję co dalej z ta bitwą. Nie mam na to wszystko siły. Zwijam się samotna w kłębek. Zasypiam samotna. Przecież nigdzie człowiek nie jest równie samotny jak leżąc w łóżku z własnymi myślami i uczuciami, chwilę przed zaśnięciem.
Bezgłośnie wyję błagając o to by ktoś przegnał koszmary i potrzymał mnie za rękę, gdy zasypiam. Nikt nie słyszy tego milczącego wołania. Nikt nie zna mnie na tyle by się zorientować, prawda?
Po tylu latach jestem dla nich wszystkich obca.
Tak naprawdę nie chcieli mnie poznać. Nikt. Nawet pies z kulawą nogą.
Ja nie będę błagać.
Nigdy więcej nie będę już nikogo o nic błagać.
Ani o to by mnie dotknął, ani o to by mnie przytulił.
Nigdy.
Never.
Ever.
Te podchody mnie męczą.
Masz odwagę mi powiedzieć wszystko prosto w twarz?
Ja naprawdę wolę być samotna niż niemile widziana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz