poniedziałek, 8 marca 2010

My life is a mess.... Can you help me?

Nie ogarniam nic dzisiaj. Nic a nic.
My life is a mess. Can you help me?

Dźwiedź okazał się zbawieniem. Zmusza mnie do skupiania się na szczegółach i to zadziwiająco pomaga. Pomaga mi nie myśleć i nie denerwować się. Poza tym w swej łaskawości podzielił się cierpliwością. To również pomaga się trzymać w karbach postanowień.
Cierpliwość topnieje mi w oczach ostatnio. Ciągną się za mną problemy, przełożone, przeniesione, przejęte... Dopiero teraz schodzi ze mnie stres ostatnich tygodni. Potrzebuję by ktoś do mnie mówił, by opowiadał o swoim dniu, by oderwał mnie od czarnych myśli.
Potrzebuję ktosia... Kogoś, kto zjawi się jak mały głód i kogo będę mogła załatwić miską sałatki owocowej jak ciosem karate.
Bo na chandrę pomaga sałatka owocowa. Z sosem z likieru xD
Potrzebuję kogoś kto złapie mnie pod rękę i powie: "Nie łam się Justka. Pomogę Ci. Razem poradzimy sobie szybciej i znów będziesz mogła się śmiać do łez."
Potrzebuję powietrza. Czystego. Wolnego. Pełnego wiatru. To, które mnie otacza, zawiera ciężkie pierwiastki depresji i cierpienia. Dusi mnie i nie mogę oddychać.
Potrzebuję budyniu. Do zrobienia najgłupszej rzeczy z możliwych: Wymazania kilku gębuś. Dla zabawy.
Potrzebuję poduchy z pierza, by móc ją rozwalić i pozwolić piórkom opadać biały, miękkim deszczem.
Nie mam nic z tego czego potrzebuję.
Mam za to Dźwiedziowy głos w słuchawkach, który mówi, że ma pustkę we łbie i za Chiny nie wie czemu dziwka miałaby zamordować klienta.
Ja też nie wiem.
Ale szukanie powodów pomaga.

Brak komentarzy: