Żadnego komentarza dotyczącego dzisiejszego dnia... Zapomnieć, zaspać, zapić...
Tak koszmarnego dnia dawno nie miałam.
Najpierw praca, potem wzięły w łeb wszelkie plany a mnie to nawet nie obeszło, co świadczy o tym, że znów jestem przemęczona.
Za późno na przeprosiny.... Timbaland w słuchawkach. One Republic na głośnikach.
Wieczór spędzam z winem, kominkiem i ciszą.
Ciszą nieplanowaną. Ale cóż to za niespodzianka w dniu dzisiejszym? Żadna...
Liczyłam na kilka słów komentarza, ale widocznie nie tylko ja mam dzień, w którym żaden komentarz się nie nasuwa? A może po prostu to nie było warte żadnego słowa. Zaczyna mi to wisieć i powiewać.
W przebłysku rozsądku, Wojti, powiedział dziś, że się znudzę. Pierwsza. Miał rację? Nie skomentuję tego dziś. Czemu? Bo po prostu chwilowo mam mętlik w głowie i jest mi tak cholernie i kurewsko przykro, że aż nie mogę oddychać.
Brak mi Tommiego i jego ramienia, na którym mogę wypłakać wszystkie żale a on nie będzie pytał o powód płaczu.
Brak mi wirtualnego ... Dlaczego? Bo to jest takie.... Hmmm.... xDDDDD Na to też nie mam komentarza. Może ja po prostu jestem dziwna? xD
Jak się odrobinę ogarnę, pójdę z Adaśkiem do kina. W końcu trzeba znaleźć trochę czasu dla swojego ulubieńca ;-) Ale żadnych spotkań na przystanku pod IPN-em xD Nigdy więcej takich przeżyć! Ile to już minęło? Pół roku? Może troszkę więcej. W zasadzie do kina z Adaśkiem zabrałabym i Lwiczkę. Rozerwałaby się nieco, pośmiała, oderwała od myślenia w kółko o tym samym. I mnie i jej dobrze by to zrobiło.
Odciąć się od tego wszystkiego, odseparować, odetchnąć... Chronić siebie... To właśnie powinnam zrobić. To podpowiada mój rozsądek. Nie dać się ranic i nie dać się kopać. Nigdy więcej. Nikomu.
Ludzie to hieny. Przychodzą łasząc się do Ciebie gdy czegoś potrzebują, ale gotowi są rozszarpać Cię gdy tylko okażesz słabość.
I najpoważniejsza refleksja, która dziś mnie zaatakowała z całą siłą...MYLIŁAM SIĘ!
Cholernie się myliłam.
Agusia też się myliła.
Nie warto do tego wracać. Należy zagrzebać głęboko i dopilnować by nikt się do tego nie dokopał. Nigdy.
Tylko świadomość popełnionego błędu boli i tkwi jak zadra.
Wyrwę ją. Amputuję połowę siebie. Byle nie myśleć i nie czuć. Wyrwać z korzeniami i spopielić wzrokiem.
Nauczę się być asertywna i mówić nie.
Konsekwencji też się nauczę. Tych wobec samej siebie.
Jedno słowo. Czekałam na to jedno słowo cały dzisiejszy pieprzony dzień.
Nie nadeszło.
Nie będę czekać więcej.
Nie będę i koniec.
Więcej czasu mi nie potrzeba.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz