Nadal nie umiem się otrząsnąć z tego co się stało.
Nadal nie dociera to do mnie w pełni druzgocącej świadomości.
Straszna tragedia dotknęła nasz naród. Nikt nie spodziewałsię, nikt nie pomyślał nawet, że czeka nas coś takiego. Prezydencki samolot Tupolew 154-m rozbił się w smoleńskim lesie. Nieopodal Katynia. Na pokładzie było 96 osób. Nikt nie przeżył. Były wśród nich najwyższe osobistości w państwie, w tym para prezydencka, ministrowie, zwierzchnictwo sił zbrojnych, byli także Ci mniej znani, dla wielu z nas wręcz anonimowi. Lecieli do Katynia na 70. rocznicę zbrodni na polskich oficerach. O godzinie 8.56 czasu polskiego samolot, przy bardzo gęstej mgle próbował wylądować na starym, fatalnym lotnisku wojskowym w Smoleńsku.
Nie jest istotne rozważanie dlaczego zdecydowali się tam lądowac. To jak płakanie nad rozlanym mlekiem, wybaczcie to mało stosowne porównanie.
Zastanawia mnie jedno, dlaczego najważniejsze osobistości państwa leciały tym samym samolotem. Jak powiedział jeden z komentujących tę tragedię Roman Polko „ Aż się prosiło o coś złego”. Jestem tego samego zdania. Nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka... Powinno lecieć kilka mniejszych samolotów. Nauczyłam się dmuchać na zimne...
Dlaczego nie wyciągnięto wniosków po wypadku polskich żołnierzy i oficerów sprzed roku? Wówczas także zginęli wysokiej rangi żołnierze.Wówczas też lecieli jednym samolotem…
Wczoraj była wigilia Miłosierdzia Bożego. Pięć lat temu, w sobotę 2 kwietnia, zmarł nasz największy Polak - Papież Jan Paweł II… Wtedy też była wigilia Miłosierdzia Bożego. Do tego wczoraj przypadała 70. rocznica zabicia polskich oficerów przez NKWD w Katyniu. Pasażerowie Tupolewa zginęli w lesie, niedaleko miejsca mordu katyńskiego.
Tak wiele symboli, tak wiele znaków, co to może znaczyć? Wielokrotnie słyszałam stwierdzenia, że jesteśmy narodem wybranym, dlatego Bóg nas ciągle doświadcza. Denerwuje mnie fakt, że w złych chwilach zwala się wszystko na Boga, niejednokrotnie zapominając o nim w chwilach dobrych. Może powinniśmy zastanowić się co Ten na górze chce nam przez tę tragedię powiedzieć.
Wszyscy pamiętamy niedawne dyskusje premiera i prezydenta, których tematem był samolot. Kłócili się o to który z nich ma polecieć do Brukseli. Wtedy wydawało się to irytująco śmieszne. Jak dla mnie to był pierwszy znak, że stanie się coś co na zawsze zmieni nasze zapatrywania na ten środek transportu. Teraz stał się symbolem cierpienia i bólu naszego społeczeństwa.
Chciałabym wierzyć, że natchnieni ostatnimi tragicznymi wydarzeniami politycy, przestaną się kłócić a zajmą się sprawami naprawdę ważnymi. Jestem jednak realistką i mój pragmatyzm zbyt mocno daje o sobie znać. Bardziej niestety skłaniam sie ku twierdzeniu, że tragedia zostanie wykorzystana i zbezczeszczona brudną grą polityczną.
Dokładnie tak jak wykorzystywano śmierć Jana Pawła II przed pięcioma laty.
Ci, którzy odeszli mają teraz lekkie serca, cieszą się towarzystwem tych, którzy odeszli przed nimi. I tylko nam , na ziemi, z ciężkim sercem przychodzi pogodzenie się z faktem, że ich już nie będzie...
Cześć ich pamięci.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz