
...It's time to forget about the past
To wash away what happened last
Hide behind an empty face
Don't ask too much, just say
'Cause this is just a game
Everyone's looking at me
I'm running around in circles, baby
A quiet desperation's building higher
I've got to remember this is just a game...
/30 stm - Beautiful lie /
Wzbiera we mnie krzyk. Bezgłośny. Silny. Rozrywający od środka.
Nie mówię o tym, bo i po co?
Nie mogłam spać. Znów męczył mnie koszmar. Byłam zamknięta w małym przezroczystym pudełku i brakowało mi oddechu. Słyszałam głosy na zewnątrz, więc myślałam, że ktoś chce mnie uratować... A on tylko oparł się o nie wygodnie i patrzył jak opadam na dno. Z uśmiechem patrzył jak się duszę... Ktoś. Bez twarzy, a jednak wiedziałam, że się uśmiecha.
Źle się czuję wpychając tam gdzie mnie nie chcą. Ostatnio źle mi wszędzie... U siebie, u innych...
Niby się uśmiecham, niby mówię, że jest w porządku, ale w głębi serca chciałabym przestać oddychać. Tak sama z siebie. W jednej chwili. Z nikim nie rozmawiam na ten temat. Dlaczego? Nikt nie pyta. Udaje mi się zbywać ich zwykłym: "Ciężki dzień, zmęczona jestem". A w środku wszystko wyje i krzyczy. Maskuję uśmiechem wzbierające łzy i pierwszy raz cieszę się, że nosze okulary. Zza szkieł nie widać zawilgoconych oczu. Dławię ten bezgłośny krzyk pilnując by nic nie wydostało się na zewnątrz. Jak Cerber bram Hadesu.
Pan X pytał jak z K. Co miałam powiedzieć? Szczególnie teraz, gdy wszystko się zaciera. Serce pękło mi w nocy a rano zostało pogrzebane. Oczywiście powiedziałam, że z K. jest lepiej, w porządku. Przecież jest. Nie skłamałam. Jest lepiej. Ale czy lepiej znaczy dobrze? Czy lepiej znaczy super? Lepiej znaczy dokładnie to co znaczy: lepiej niż było. Oznacza poprawę. Jednak dy było tragicznie lub katastrofalnie czy można powiedzieć, że lepiej znaczy dobrze? Nie bardzo. Lepiej w takim przypadku znaczy, że jest nieco mniej źle. Nic więcej. Nie mam złudzeń, że wrócimy do tego co było na początku. Zbyt dużo pokutuje między nami bólu, zbyt dużo wzajemnych blizn, zbyt mocno pamiętam. Czasem nienawidzę tej swojej pamięci i nęci mnie perspektywa elektrowstrząsów. Może gdyby wymazali mi pamięć możliwe byłoby bym znów czuła się naprawdę szczęśliwa. Może zapomniałabym ostre i celne słowa, które jak nóż, wbiły mi się w serce. Może nauczyłabym się żyć bez seksu, bo temperament by mi się zmniejszył. Może zapomniałabym... Może byłabym inna.... Jak czysta biała karta, którą można zapisać po swojemu. Tylko czy wówczas byłabym sobą?
Ogarnia mnie przerażenie, które osacza mnie i zaciska macki na moim ciele. Moje własne nigdy niekończące się więzienie tego co mogę i co powinnam, tego co muszę i czego się ode mnie oczekuje. Więzienie złożone z cudzych pragnień i potrzeb. A gdzie miejsce na moje?
Niektórzy potrzebują mnie na wyłączność, innym wystarczy kilka chwil przed snem. A czy ktoś z nich pomyślał chociaż przez chwilę o tym czego potrzebuję ja? Czy ktoś o to zapytał?
Ja potrzebuję czasem nabrać oddechu, takiego który nie boli. Czasem potrzebuję porozmawiać, a nie prowadzić monolog. Monologi mogę przeprowadzać patrząc w lustro albo płomień świeczki. Czasem potrzebuję ludzi, którzy są jak powiew wiatru, świeżego, ożywczego, kojącego. Czasem czyjeś milczące towarzystwo, gdy tylko trzyma mnie za rękę, pozwala mi złapać równowagę, wyciszyć się. Nie... Sądząc po zachowaniu i tym co mówią, nikt o tym nie pomyślał, nikt się nie zastanawiał. Świadomość tego boli. I rodzi niemy krzyk buntu.
Czuję się jak narzędzie, za pomocą, którego zaspokajają braki w swoim życiu. Nigdy nie traktowałam ludzi przedmiotowo i trudno mi pogodzić się z faktem, że ktoś w ten sposób może postrzegać mnie. Jak szczotkę, którą niepotrzebną chowa się do szafy.
Wycofuję się. Powoli się wycofuję bojąc się, że mnie zranią tym razem zbyt mocno. Wołodia miał rację, że jestem ostrożna i brak mi zaufania. Może to wynika z moich doświadczeń, a może z asekuranckiej natury. Czort wie... Nie było zbyt wiele osób, którym dotąd zaufałam. Bezgranicznie jedynie dwóm. Ta statystyka przeraża mnie samą.
Ufam. Obecnie ufam, ale to zaufanie sprawia, ze ciągle czuję się zagrożona. Taki odruch bezwarunkowy. Jak z psem, którego przez lata bito, gdy tylko podszedł. Taki pies będzie się kulił i uciekał na widok każdej wyciągniętej ręki. Nawet tej, którą ktoś chce go pogłaskać.
Rozpoczęłam sezon na misia. Moja przytulna jaskinia woła mnie gwarantując bezpieczeństwo. Wiem, że idzie wiosna, a na wiosnę miśki wychodzą na świat. Ja się chowam, ale widocznie dziwny ze mnie niedźwiedź. Tchórzliwy nieco, pamiętliwy i zbyt wrażliwy.
Nie mówię o tym, bo i po co?
Nie mogłam spać. Znów męczył mnie koszmar. Byłam zamknięta w małym przezroczystym pudełku i brakowało mi oddechu. Słyszałam głosy na zewnątrz, więc myślałam, że ktoś chce mnie uratować... A on tylko oparł się o nie wygodnie i patrzył jak opadam na dno. Z uśmiechem patrzył jak się duszę... Ktoś. Bez twarzy, a jednak wiedziałam, że się uśmiecha.
Źle się czuję wpychając tam gdzie mnie nie chcą. Ostatnio źle mi wszędzie... U siebie, u innych...
Niby się uśmiecham, niby mówię, że jest w porządku, ale w głębi serca chciałabym przestać oddychać. Tak sama z siebie. W jednej chwili. Z nikim nie rozmawiam na ten temat. Dlaczego? Nikt nie pyta. Udaje mi się zbywać ich zwykłym: "Ciężki dzień, zmęczona jestem". A w środku wszystko wyje i krzyczy. Maskuję uśmiechem wzbierające łzy i pierwszy raz cieszę się, że nosze okulary. Zza szkieł nie widać zawilgoconych oczu. Dławię ten bezgłośny krzyk pilnując by nic nie wydostało się na zewnątrz. Jak Cerber bram Hadesu.
Pan X pytał jak z K. Co miałam powiedzieć? Szczególnie teraz, gdy wszystko się zaciera. Serce pękło mi w nocy a rano zostało pogrzebane. Oczywiście powiedziałam, że z K. jest lepiej, w porządku. Przecież jest. Nie skłamałam. Jest lepiej. Ale czy lepiej znaczy dobrze? Czy lepiej znaczy super? Lepiej znaczy dokładnie to co znaczy: lepiej niż było. Oznacza poprawę. Jednak dy było tragicznie lub katastrofalnie czy można powiedzieć, że lepiej znaczy dobrze? Nie bardzo. Lepiej w takim przypadku znaczy, że jest nieco mniej źle. Nic więcej. Nie mam złudzeń, że wrócimy do tego co było na początku. Zbyt dużo pokutuje między nami bólu, zbyt dużo wzajemnych blizn, zbyt mocno pamiętam. Czasem nienawidzę tej swojej pamięci i nęci mnie perspektywa elektrowstrząsów. Może gdyby wymazali mi pamięć możliwe byłoby bym znów czuła się naprawdę szczęśliwa. Może zapomniałabym ostre i celne słowa, które jak nóż, wbiły mi się w serce. Może nauczyłabym się żyć bez seksu, bo temperament by mi się zmniejszył. Może zapomniałabym... Może byłabym inna.... Jak czysta biała karta, którą można zapisać po swojemu. Tylko czy wówczas byłabym sobą?
Ogarnia mnie przerażenie, które osacza mnie i zaciska macki na moim ciele. Moje własne nigdy niekończące się więzienie tego co mogę i co powinnam, tego co muszę i czego się ode mnie oczekuje. Więzienie złożone z cudzych pragnień i potrzeb. A gdzie miejsce na moje?
Niektórzy potrzebują mnie na wyłączność, innym wystarczy kilka chwil przed snem. A czy ktoś z nich pomyślał chociaż przez chwilę o tym czego potrzebuję ja? Czy ktoś o to zapytał?
Ja potrzebuję czasem nabrać oddechu, takiego który nie boli. Czasem potrzebuję porozmawiać, a nie prowadzić monolog. Monologi mogę przeprowadzać patrząc w lustro albo płomień świeczki. Czasem potrzebuję ludzi, którzy są jak powiew wiatru, świeżego, ożywczego, kojącego. Czasem czyjeś milczące towarzystwo, gdy tylko trzyma mnie za rękę, pozwala mi złapać równowagę, wyciszyć się. Nie... Sądząc po zachowaniu i tym co mówią, nikt o tym nie pomyślał, nikt się nie zastanawiał. Świadomość tego boli. I rodzi niemy krzyk buntu.
Czuję się jak narzędzie, za pomocą, którego zaspokajają braki w swoim życiu. Nigdy nie traktowałam ludzi przedmiotowo i trudno mi pogodzić się z faktem, że ktoś w ten sposób może postrzegać mnie. Jak szczotkę, którą niepotrzebną chowa się do szafy.
Wycofuję się. Powoli się wycofuję bojąc się, że mnie zranią tym razem zbyt mocno. Wołodia miał rację, że jestem ostrożna i brak mi zaufania. Może to wynika z moich doświadczeń, a może z asekuranckiej natury. Czort wie... Nie było zbyt wiele osób, którym dotąd zaufałam. Bezgranicznie jedynie dwóm. Ta statystyka przeraża mnie samą.
Ufam. Obecnie ufam, ale to zaufanie sprawia, ze ciągle czuję się zagrożona. Taki odruch bezwarunkowy. Jak z psem, którego przez lata bito, gdy tylko podszedł. Taki pies będzie się kulił i uciekał na widok każdej wyciągniętej ręki. Nawet tej, którą ktoś chce go pogłaskać.
Rozpoczęłam sezon na misia. Moja przytulna jaskinia woła mnie gwarantując bezpieczeństwo. Wiem, że idzie wiosna, a na wiosnę miśki wychodzą na świat. Ja się chowam, ale widocznie dziwny ze mnie niedźwiedź. Tchórzliwy nieco, pamiętliwy i zbyt wrażliwy.
Nie lubię samotności, lecz jak trwoga to do Boga, jak to mówią. Gdy jest mi źle uciekam. Daleko od ludzi, daleko od wszystkiego... Jak teraz... mam ochotę zwinąć się w kłębek i milczeć. Z Jaredem w słuchawkach, bowiem on jeden jakoś umie stłumić wszystkie myśli kotłujące się w nadmiarze. Kiedyś takim remedium był oddech Kudłatego, ale przestał... Dlaczego? Bo się boję. Staram się uciec, odzwyczaić się. Bo co zrobię gdy go zabraknie? Gdy odejdzie? Zniknie?
Boję się kolejnej wizyty u Lwiczki i Kudłatego. Wszystko teraz jest inne. Chciałabym by było takie samo, ale jest inne... Nie chcę pamiętać tej ostatniej wizyty. Boli mnie. Od początku do końca. Boli mnie każda jej sekunda, w szczególności te, które miały dać wytchnienie i przynieść ukojenie. Czy ja mam jakieś oczekiwania? W stosunku do tych chwil nie miałam żadnych. Zamieniły się w koszmar na jawie, który samym swom wspomnieniem wywołuje łzy. Chyba dawno nie czułam się tak samotna i odepchnięta, ale przecież nie będę o tym mówić żadnemu z nich. Czasem lepiej nie używac słów...
Jednocześnie rozpaczliwie pragnę, żeby ktoś potrzymał mnie za rękę.
Ktoś...

3 komentarze:
A wywlec Cię z jaskini za kudły? ;>
Nie ma Cię tutaj. Nie masz prawa głosu, Tommy. Siedź w tej swojej C... Ale słońca trochę mógłbyś przesłać. Podobno u Was nigdy nie pada.
Może i nigdy nie pada, ale milczeć nam jeszcze nie nakazują.
A Ty się, J. ogarnij trochę. Wiesz, że nie warto się tak męczyć. Olej temat i nabierz powietrza. A potem je wypuść. Nikt nie jest wart Twoich nerw. Poza mną :P
Prześlij komentarz