Powoli osiągam ten poziom zmęczenia, w którym zaczyna mi być wszystko jedno jakie emocje mnie otaczają. Po prostu wyczerpują mi się bateryjki, a co za tym idzie, maleje wrażliwość na bodźce zewnętrzne.
Oczy mam na zapałki a w głowie pustkę. Niebawem zacznę zasypiać na stojąco. Ten stan miewa swoje dobre strony - jestem zbyt zmęczona na durne myśli i zanikają skłonności do bezsensownych rozważań.
Dzień przerywany ziewaniem. Nie wyspałam się znów, ale zaczynam przywykać do tego stanu. Na całe szczęście nie wymagano ode mnie dzisiaj zbytniej sprawności fizycznej ani nadmiernej działalności motorycznej.
Śniadanio-obiad w Pasji Smaku pachniał strogonowem (pysznym!) i zieloną herbatą. I dyskusją o Wilkołaku :) Całkiem miłą i brzemienną w skutkach.
Sesja oszałamiająca! Bardzo mi się podobała, chcę więcej! :)
Spałam krótko, ale za to zasypiało mi się cudownie.
Tęsknię.
Dzisiejszy dzień na wariackich papierach. Dużo bieganiny, troszkę niezbyt wygodnych tematów w rozmowie z babcią, ale za to kapitalna wizyta u dziadka. Bilans na plus.
Tęsknię.
Jak nigdy mam ochotę na partię szachów.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz