sobota, 15 stycznia 2011
Czasem po prostu opuszczasz gardę i dostajesz w mordę.
Wprowadzenie do Wilka to był kawał niezłej zabawy, przynajmniej dla mnie.
Wieczór zdecydowanie inny niż planowany - zero kina, wina zaledwie kieliszek, "Wilk" z Nicholsonem leży odłogiem. Humor - bez rewelacji. Sporo bezsensownych słów i niepotrzebna dyskusja.
Macie czasem chęć na bieg aż do upadłego? Albo na krzyk do zdarcia gardła? Albo na uporczywe uderzanie czegoś aż się nie rozpadnie albo to coś albo Wy sami? Macie? Jeżeli tak to welcome to my world.
Dzisiaj przede wszystkim mam ochotę krzyczeć, głośno, daleko, wysoko. Krzyczeć aż zaboli mnie w klatce i zagłuszy to dudnienie w okolicy serca. Czuję się jak w klatce. W klatce własnych słabości i namiętności. W klatce własnego umysłu, który płata figle. Zdławiona chęć ucieczki i wycofania ciąży na wątrobie a dziwne szepty intuicji jeżą włosy na przedramionach. Z tyłu głowy mi łupie, że to wszystko niebawem odbije mi się czkawką, ze niektóre rzeczy nie są tym na co wyglądają i że zapętlam się w czymś co niekoniecznie jest właściwe.
Brak mi dystansu, brak mi słów, brak mi ochoty na głęboki oddech. Znów łapię się na tym, ze zakładam sztuczny uśmiech i wciskam się w szablon pt "Wszystko-jest-w-porządku" A wszystko we mnie krzyczy że nie jest. Zamykam się w szczelnym kokonie tego co powinnam. Ciało jest zbyt ciasne i kokon pęka, rozrywany przez wyrzucony z ciała kręgosłup moralny, namiętności i zazdrość. Wybuchowa mieszanka mnie samej, której nie potrafię utrzymać wewnątrz. Rozlewa się po okolicy i wywołuje pieczenie oczu. Potem pojawiają się łzy. Płyną, płyną, płyną. Zamieniają się w rzekę bez końca. A potem nadchodzi pustka. Tylko ciężar z serca nie znika.
Dzisiaj jestem przerażona. Tak do cna i bez granic. Wszystko we mnie drży i krzyczy. Przerażeniem. Bólem. Eksploduje gniewem.
Kłamstwa.
Są wszędzie.
Kłamstwa.
Wbijają we mnie swe szpony.
Nie umiem się im wyrwać.
Mam ochotę się poddać.
Po prostu.
Raz na zawsze.
Teraz.
Już...
Nie umiem pomagać.
Od jakiegoś czasu, nie umiem.
Nie mogę.
Utraciłam to.
Miotam się.
Wszystko krzyczy.
Nie jestem dla nikogo.
Nikt nie jest dla mnie.
Niosę ból.
Niosę cierpienie.
Niosę pustkę.
Świat eksploduje samotnością.
Nie wiem już czy to moje emocje, czy czyjeś.
Sama....
W ciszy łez...
Za dużo...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz