poniedziałek, 7 marca 2011

Bezsilność...

Obudziłam się przerażona.
Staram się utrzymać życie w karbach ale coraz częściej mam wrażenie, że przecieka mi przez palce jak woda.
Serce boli znerwicowane i walczy chwilami o oddech.
Rozwód przebiegł szybko i bezboleśnie. To plus.
Pracy nadal nie mam. To minus.
Oszczędności topnieją w zastraszającym tempie. TO tragedia. Z lękiem czekam na moment w którym po prostu na koncie zobaczę zero. A on się zbliża jak pędzący pociąg w tunelu.

Co raz częściej do głowy przychodzą mi głupie myśli. Ale takie rozwiązanie byłoby nie tylko tchórzostwem. Takie rozwiązanie byłoby absolutnym i kompletnym poddaniem się, a przecież to nie w moim stylu. Inne głupie jest niezgodne z moim charakterem i osobowością.


Na wysłane przeze mnie CV odpowiedziano kilka razy. Podobno papiery mam zbyt dobre, doświadczenie za bogate. Jestem zbyt dobra na te stanowiska. Jak można być zbyt dobrym?
Złamałam dane sobie słowo i złożyłam ofertę do kilku biur rachunkowych. Najwyzej będę robić to czego nienawidzę, nie mam wyjścia. Stoję pod ścianą.

Rozważam przeprowadzę do Leszna, czyli powrót córki marnotrawnej do domu. W moich oczach to byłoby porażką i przyznaniem się do tego, ze sobie nie radzę.

Uciekam od ludzi bo mi wstyd. Nie mam i nie wiem kogo poprosić o pomoc. P. pożyczył pieniądze mamie, więc jest wyssany z oszczędności, A. chce gdzieś zainwestować, mama sama tonie w długach po uszy. Są dwie osoby, które mają możliwości by mi pomóc, ale ich ja nie chcę prosić. S. i K. Dlaczego nie chcę prosić? Przede wszystkim dlatego, ze nie wiem kiedy bym mogła oddać, poza tym przed nimi jest mi wstyd i głupio najbardziej. To nieco nienormalne, ale tak jest. Przed jednym bo nie chcę wyjść na niedorajdę i słabeusza życiowego, chcę pokazać że jestem silna i oboje możemy czuć się bezpiecznie. Drugiemu nie chcę pokazywać, ze sobie nie radzę, chcę mu udowodnić że potrafię żyć sama i swietnie sobie radzę. Wiem, ze to głupia duma, ale nic nie poradzę że mnie taką obdarzono...

Nigdy nie zwykłam się skarżyć w sprawach naprawdę ważnych, dlatego nawet wśród przyjaciół uchodzę za kogoś kto nie ma kłopotów i problemów. Zawsze starałam sie wszystko rozwiązać sama, ale tym razem przyznaję, naprawdę nie daję już rady. Mam wrażenie, ze sufit już mi spadł na głowę, a zaraz za nim zleci cały swiat. Brakuje mi oddechu, brakuje mi odwagi by samej otwierać oczy i przestąpić próg domu. Uciekam w siebie, chowam się w skorupce i znó przywdziewam maskę optymizmu. Nie wiem co mam robić, nie wiem co mogłabym zrobić, nie wiem nic. Czuję się bezsilna i głupia. Ta bezsilność mnie zżera od środka a głupota zsyła idiotyczne myśli i rozwiązania.

Niech mnie ktoś przytuli, proszę....

2 komentarze:

Annathea pisze...

To może wpadniesz jutro? Herbatę, przytulenie i żurawinę suszoną gwarantuję. Problemów to nie zniknie, ale może uda się niebo podeprzeć?

J.L. pisze...

Bardzo chętnie. Każda podpora nieba się przyda...