W Zumbie.
Zumba obecna jest od niedawna w moim życiu ale na całego. A dzisiaj uświadomiłam sobie tę miłość. Nie mogę się przestać ruszać a muzykę nucą mi wszystkie komórki w mózgu, wszystkie neurony w pozostałej części mnie wykonują kroki salsy, samby i merengue. Że o cumbi nie wspomnę. :D
Biodra wykonują roll same z siebie a ramiona shimmy nawet przy sprzątaniu. Mambo obecne pod prysznicem.
Zumba jest jak cichy terrorysta. Skrada się i BACH! Już Cię porywa w szpony.
Kocham taniec, nie umiem się od niego uwolnić. Pilates jest świetne na rozluźnienie i rozciągnięcie ale Zumba.... Przy niej odżywam.
Dzisiaj dotarło do mnie co sprawiało, ze czułam się tak pewna siebie i zadowolona z życia. To nie była praca, ale taniec. To taniec dawał mi energetycznego kopa i uśmiech na gębie od rana. W tańcu wyrzucałam z siebie wszystkie negatywy i otwierałam się na energię drzemiącą głęboko we mnie samej. To taniec sprawiał, że miałam dystans do siebie i potrafiłam w tempie błyskawicznym spaść na nóżki i dokopać życiu w dupsko.
I przede wszystkim sprawiał że doceniałam siebie w całości, a nie tylko to co w moim wnętrzu. Doceniałam swoje ciało i lubiłam je bez względu na wielkość Weroniki i Marceliny (wtajemniczeni wiedzą cóż to:P)
Widziałam w sobie kobietę zmysłową, piękną, interesującą i przede wszystkim robiącą to co chce. Lubiącą niewinny flirt i świadomą swej wartości nie tylko jako przyjaciółki ale i partnerki. To taniec dawał mi siłę potrzebną do zadowolenia z samej siebie, bo niósł ze sobą optymizm i nieskrępowaną radość, pozwalając na wyrzucenie z siebie złości, żalu i negatywnych emocji. A ostatnio z tym u mnie na bakier.
Zumba ze swoimi radosnymi rytmami przypomniała mi o tym. Przede wszystkim przypomniała mi o umiejętności cieszenia się z każdej chwili. Carpe diem. :D
Czas mi wrócić do tego.
Za dużo się martwiłam o wszystko, o przyszłość, o to co będzie, co jest. Po co?
Zamiast cieszyć się, ze ktoś chce spędzić ze mną resztę swoich dni, ja zaczęłam się martwić jak ta reszta dni będzie wyglądała. Zamiast radować się i smakować dzień dzisiejszy, ja zamartwiałam się czy moja i jego rodzina będzie w stanie nas zaakceptować. A tak po prawdzie co mnie to obchodzi? W końcu to nie z nimi będę przeżywać życie, tylko z kimś kto mnie już akceptuje. Jeżeli coś się zepsuje to trudno, będę cieszyła się że przeżyłam to co przeżywam teraz. Ale wierzę że nic się nie zepsuje i wszystko rozkwitnie w cudowny ogród pełen ciepła i miłości.
Chwilowo zerkam na kapselek Tymbarka i niepozorny pierścionek i uśmiecham się pełna szczęścia.
A w sercu i umyśle kołyszą się rytmy Zumby.
Gorące jak nasza M...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz