sobota, 27 lutego 2010

Ja jestem, proszę Pana, na zakręcie...

Ludzie listy piszą, piszę i ja, a że ich nie wysyłam to już całkiem inna historia... A nie wysyłam ich bo nie jestem pewna czy wszyscy by sobie życzyli dostać te wiadomości albo nie znam adresu, czasem po prostu powstają pod wpływem chwili... jak ten do Pana X.


Szanowny Panie X.

Wszedł mi Pan do życia jak do sklepu. Powiedział: "Poproszę połowę myśli, ćwierć duszy i garść zaufania". Zapłacił Pan i wyszedł, a sprzedawczyni już wciągnęła Pana na listę stałych klientów otwierając rachunek kredytowy bez limitu. Powinnam się od Pana uczyć...

Wczoraj wieczorem słuchałam Jandy. Mówiłam Panu, że jest genialna? Ja byłam tam, Pan gdzie indziej, a mimo to moje myśli oscylowały wokół Pana jak ćmy wokół lampy. Czy Pan nie wie jaki to nietakt wobec boskiej Krysi i jej "Kobiety zawiedzionej"? Byłaby szczerze oburzona wiedząc, że słuchając jej myślę o niebieskich migdałach (Właściwie o Pańskich oczach i uśmiechu, ale nie wyprowadzajmy jej z błędu. Niebieskie Migdały brzmią tak egzotycznie, a wielka K.J. mogłaby nie zrozumieć mojej fascynacji Pana fizjonomią)

"A ja jestem, proszę Pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest Pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo..."

Mogłabym zaśpiewać tak Panu, ale wcale nie jestem pewna czy w sprzętach domowych nie zobaczyłby Pan kawałka Puszczy Amazońskiej. Widzi Pan stanowczo zbyt dużo.

Ja jestem, proszę Pana, na zakręcie. Boję się zrobić krok w przód, nie chcę robić kroku w tył. A Pan?
A Pan raz mnie kusi z dali przede mną, zaś innym razem nawołuje zza pleców sugerując odwrót. Już mi się w głowie kręci od tego.

Dlaczego nie powiedział Pan, że lubi taki zamęt?

Poszlibyśmy na karuzelę....

Brak komentarzy: