Tak w swojej "Grze w klasy" pisał Julio Cortázar.
Tęsknię. Boleśnie tęsknię. Aż do utraty tchu.
Nie lubię 25 lutych. Od pewnego czasu ich nie znoszę. Odkąd Kochana odeszła...
Całą noc nie spałam, znowu...
Tęsknię za Kochaną.
Tęsknię za jej ciepłem i cierpliwymi ramionami, w które uciekałam ilekroć życie bolało.
Tęsknię za jej łagodnym uśmiechem i spokojnym oceanem słów, jakim mnie obmywała, gdy brały mnie nerwy.
Tęsknię za kojącym dotykiem jej dłoni, którymi osuszała mi łzy.
Tęsknię za jej jasnym uśmiechem, który rozjaśniał nawet najbardziej ponure dni.
Tęsknię za jej mądrym spojrzeniem, które widziało wszystko na wskroś.
Tęsknię za jej bystrym umysłem, pełnym dobrych rad i dobrych słów dla każdego.
Tęsknię.
Dzisiejszy wieczór otulona w ciepły koc i zaopatrzona w zapas świeczek, najchętniej spędziłabym przy jej obecnym łożu. Wśród kwiatów, liści, niepowtarzalnego zapachu miejsca wiecznego spokoju. Ułożyłabym się opierając policzek o zimny kamień.
I trwałabym.
Ciągle i niezmiennie.
Wpatrując się w płomień świecy.
A potem kolejnej.
Całą noc...
W ciszy.
Tęsknię za Kochaną. Najdroższą mi. Najukochańszą. Za Aniołem. Moim. Jedynym. Tym, który zawsze miał dla mnie czas.
Nie chcę rozmawiać.
Miałam nadzieję nie tęsknić. Planowałam iść na koncert Moodlight, którego managerem jest Jacek. Nie mogę. Pójdę i będę siedzieć płacząc. Przy tych wszystkich ludziach. Nie mogę. Planowałam się uodpornić na tęsknotę. Nie umiem.
Dziś nie chcę marudzenia. Nie chcę pretensji. Nie chcę rozmów. Chcę milczenia. Wyrozumiałego i bezpiecznego. Jeśli potrafisz spędzić z kimś pół godziny w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym wcale skrępowania, ty i osoba ta możecie zostać przyjaciółmi.
Potrzebuję. Pragnę. Przyjaciela. Dzisiaj. Pragnę jego ramion i milczenia. Pragnę jego cichego towarzystwa w drżącym blasku świecy. Pragnę by nie krzywił się na moje łzy i nie pytał co się stało. Pragnę by był, by trwał. Ze mną. W bezpiecznej ciszy. Bez rozedrgania. Po prostu...
Tymczasem zamknę się sama w pokoju, zapalę świeczki dla Kochanej, naleję nam obu wina, mimo że ona nigdy nie piła. W milczeniu przerywanym "Ciszą", otulona kocem będę prosić o oddech. Spokojny i krzepiący. Będę prosić o duszę. Taką, która trwać będzie z moją duszą ramię w ramię. Taką, która będzie. Po prostu...
Jak ja...
Pamiętam...
Kochaną...
Pamiętam ją radosną, gdy trzymając mnie za rękę szła na targ. Pamiętam zmęczoną, jak gładziła mnie po włosach, po swoim ciężkim dniu pracy. Pamiętam jak czarowała w kuchni, dosypując do garnka kolejne przyprawy. Pamiętam każdą kolejną zmarszczkę, którą witała z cichym śmiechem, uważając, że dodają jej piękna.
Pamiętam ją z twarzą wykrzywioną bólem, gdy rak zjadał ją od środka i wyciskał powietrze z płuc. Pamiętam ją płaczącą bez słowa skargi. Płakałam z nią. Ukradkiem. By nie widziała.
Pamiętam ją wtuloną we mnie, gdy gasła powoli z maską tlenową na twarzy.
Bez słów.
Nigdy się nie skarżyła. Nigdy nikomu nie powiedziała złego słowa. Przez małe gesty każdego dnia pokazywała jak bardzo nas kocha. Płakała na boku, w kącie. Nie chciała sprawiać kłopotu. Uważała, że i tak już mamy za dużo na głowie.
Była mi bliska, często bliższa niż własna matka. Nie chodziło o to, że rozpieszczała do granic możliwości... Ona po prostu z całą łagodną cudownością prowadziła przez ścieżki życia nie pozwalając upaść i zabłądzić. Nauczyła mnie wiary w ludzi, w to, że w każdym można znaleźć coś pięknego. Nauczyła mnie, że każdemu należy się szansa, że nie wolno nikogo skreślać ostatecznie. Nauczyła mnie nie oceniać ludzi powierzchownie, patrzeć głębiej, szukać w sercu. Nauczyła mnie wdychać zapach wolności unoszący się nad Narwią. Nauczyła doceniać to, co wokół nas. Nauczyła mnie czuć prawdziwie. Nauczyła mnie przekuwać porażki w coś wartościowego, w naukę dla siebie. Nauczyła, że na wszystko przychodzi czas, że na nic nie jest za późno. Nauczyła mnie żyć.
Uwielbiam ją. Była wyjątkowym człowiekiem jakiego nie spotkałam nigdy przed nią i nigdy po niej.
Kochana...
Jak można pomieścić w sobie,
Tyle troski, ciepła i miłości.
Jak można podarować innym,
Tyle uśmiechu, dobroci, radości.
Jak można zdobyć zdolność,
By w trudnych chwilach
nieść pociechę.
Jak można,
powiedz Babciu,
stać się jak Ty,
cudownym człowiekiem?
Mówią, że mam jej charakter. Chciałabym. Niczego w życiu nie pragnęłabym bardziej niż być jak ona.Jak można pomieścić w sobie,
Tyle troski, ciepła i miłości.
Jak można podarować innym,
Tyle uśmiechu, dobroci, radości.
Jak można zdobyć zdolność,
By w trudnych chwilach
nieść pociechę.
Jak można,
powiedz Babciu,
stać się jak Ty,
cudownym człowiekiem?
Irenka.
Babcia.
Kochana.
Pozostała tylko czerwona świeża róża w wazonie i laurka z napisem: „Kochanej babci…”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz