niedziela, 28 lutego 2010

Remedium na bezsenność...

Listy do Pana X tworzą się same. Po prostu piszę coś, piszę, piszę.... a tu kolejny list wychodzi, jakby ręka sama chciała wyrzucić wszystko co we mnie siedzi i powiedzieć mu. To zaczyna się robić straszne. Co będzie jeżeli ona postanowi napisać coś, co wolałabym zatrzymać dla siebie?


Szanowny Panie X.

Odwiedza Pan moje życie od czasu do czasu. Miło tak popatrzeć na Pana, gdy Pan krąży pomiędzy zdarzeniami jak między półkami w supermarkecie. Wybiera Pan, ogląda, obmacuje każdą myśl, każdą emocję, każdą informację. Zupełnie jakby Pan kupował owoc i sprawdzał, który dojrzalszy, słodszy, soczystszy...

Z pewną fascynacją zerkam zza węgła, chociaż w chwili obecnej obnaża mi Pan duszę i raczej w poczuciu skromności powinnam się schować. Tymczasem chwyta Pan w szczupłe palce nowe znalezisko. Z rozbawieniem ogląda Pan je z każdej strony i smakuje je Pan jak wyborne wino.
Wyciągam szyję by dostrzec cóż to.
Ach.
Histeria.
Moja histeria z ostatnich kilku tygodni.
Odwrócił się Pan w moją stronę i tym wstydliwym uczuciem wzniósł Pan toast. To okrutne. To okrutne, tak mi wypominać pewne rzeczy. Aż się zarumieniłam.

Przyznaję, histeryzuję nieco. Ostatnio troszkę więcej, ale nic na to nie poradzę. To z przemęczenia. Gdybym mogła się wyspać... Ech. Ale nie mogę usnąć.

Potrzyma mnie Pan za rękę?

Brak komentarzy: