Dlaczego płaczemy?
Czasem z radości, czasem ze smutku, a czasem bez powodu płaczemy. Przez łzy wyrażamy to co czujemy. Nierzadko jest to ból, gorycz i smutek. Płaczemy w chwilach narodzin i chwilach śmierci. W ważnych momentach, często brak nam słów, a jedyne co potrafimy wyrazić, to płacz. Bardzo często płacz jest uznawany za naszą słabość i przejaw bezradności. Płaczemy w chwilach kryzysu bo czujemy, że nic już się nie da zrobić, a jedyne co nam pozostało to właśnie łzy.
Niegdyś w chwili zagubienia otrzymałam mailem niecodzienną wiadomość, która mnie wzruszyła. Krótka opowiastka o kobiecych łzach, o ich naturze...
"Dlaczego płaczesz? - młody chłopiec zapytał swą mamę.
- Ponieważ jestem kobietą, odpowiedziała mu.
- Nie rozumiem, odpowiedział. Ona go przytuliła i rzekła: ...i nigdy się nie dowiesz, ale nie martw się to normalne.
Później chłopiec spytał swojego Ojca, dlaczego Mama płacze bez powodu? - Wszystkie kobiety płaczą bez powodu. ...było to wszystko co mógł mu odpowiedzieć. Mały chłopiec urósł i stał się mężczyzną i wciąż nie wiedzą dlaczego kobiety płaczą. Nareszcie uklęknął złożył ręce i zapytał: Boże... Dlaczego kobiety płaczą (tak łatwo)?
A Bóg mu odpowiedział...
- Kiedy tworzyłem kobietę postanowiłem ją uczynić wyjątkową. Stworzyłem jej ramiona na tyle silne by mogła dźwigać ciężar całego świata! Dałem jej nadzwyczajną siłę, pozwalającą jej rodzić dzieci jak również znosić odrzucenie, spowodowane czasem przez jej własne dzieci! Dałem jej stanowczość, która pozwala jej na opiekę nad rodziną i przyjaciółmi.Niestraszna jej choroba! Stworzyłem ją wrażliwą, aby kochała wszystkie dzieci, nawet wtedy, gdy jej własne ją bardzo skrzywdzą!
Dałem jej siłę, aby opiekowała się swoim mężczyzną mimo jego wad, Zrobiłem ją z żebra mężczyzny, tak, aby chroniła jego serce! Dałem jej mądrość, aby wiedziała, że dobry mężczyzna nigdy nie skrzywdzi swej kobiety. Czasem jednak testuje jej siłę i wytrwałość w wierze w niego. Na sam koniec dałem jej również łzę do wypłakania. Jest to jej jedyna słabość! Jeśli kiedyś zobaczysz, że płacze, powiedz jej jak bardzo ją kochasz i jak wiele robi dla innych. I jeśli nawet wciąż płacze, sprawiłeś, że poczuła się lepiej."
Nawet po tych kilku latach lubię wracać do tych słów i przez chwilę zatrzymać nad nimi.
I zawsze patrzę na ostatnio minione tygodnie z pytaniem: Dlaczego płakałam? Każda łza uczy nas jakiejś prawdy, czego więc nauczyły mnie moje?
Spojrzałam wstecz. Łez było dużo, ale nie jestem przekonana czy wszystkie nauczyły mnie czegoś. Jednak znajdą się dwie, które na pierwszy rzut oka mnie napadły.
Obie dotyczą zaufania i przyjaźni. Te dwa aspekty po sprawie z Paulem splotły się w jeden nierozerwalny węzel. Swój mały węzełek doplótł też Kudłaty. Obaj przypomnieli mi dwie sentencje łacińskie. A nauki płynące z obu przerażają mnie i usilnie staram się ich nie łączyć.
Paul potwierdził starą prawdę: Qui saepenumero nos per fidem fefellerunt, eorum orationi fidem debere non habemus. Mieli rację starożytni, twierdząc, iż nie powinniśmy darzyć zaufaniem tych, którzy nas często w tym zawiedli. Moja naiwność i wiara w to, że każdemu należy się druga szansa, kolejny raz podcięła mi nogi. Upadłam, potłukłam sobie tyłek, podniosłam się i pójdę dalej. Bez Paula i jego prawd życiowych. Następnym razem, gdy pojawi się w okolicy strzelę do niego ze śrutówki. Jak do Panny Rozpacz.
Kudłaty nie uzurpował sobie prawa do potwierdzenia łacińskich powiedzonek. On zadał im kłam. Do tej pory żyłam w błogim przeświadczeniu, że zaufanie to rzecz obopólna. Habita fides ipsam plerumque fidem obligat. Otóż nie. W kilku bardzo treściwych słowach dowiedziono mi w jakim błędzie tkwiłam. Chylę czoła przed przeprowadzeniem tak sprawnego i przekonującego obalenia twierdzenia funkcjonującego od lat. Powiedziałam, że postaram się o tym pamiętać. Kolorowałam. Ja Z PEWNOŚCIĄ to zapamiętam i będę miała na uwadze. Dlaczego? Bo mam dobrą pamięć. Bo to coś co mnie... nawet trudno mi się do tego ustosunkować. Zabolało? Chyba nie. Zirytowało? Nawet nie... Sprawiło przykrość? Owszem... Dało nauczkę? Do końca życia... Słowa "Jesteśmy przyjaciółmi", które kiedyś padły, nagle zyskały nowy wymiar, lecz czy zyskały również głębię? Z całą pewnością nie. Bo przecież w tym wszystkim nie ma wyjątków... Po prostu, naiwności moja, kolejny raz dostałaś po nosie ;) Lepiej wcześniej niż później.
Amicum laedere ne ioco quidem licet, więc nawet przez myśl mi nie przemknął żaden komentarz. ;-)
In amicitia nihil fictum est, nihil simulatum et quidquid est, id est verum et voluntarium. I to ostatnie sprawia, że mój stosunek i moje poglądy się nie zmieniły. I mimo wszystko doceniam szczerość tej chwili obalania mitów. Wstrząśnięty niedawnym odkryciem Rozum nawet nie analizuje rozmów poprzednich, nie zastanawia się nad tęsknotami i bezinteresownością zachowań. Wierzy. Przyjmuje rzeczy takimi jakie są, nie doszukuje się ukrytych znaczeń. Po prostu...
Tylko gdzieś na dnie, skryte za mostkiem, głupie Serce szepcze: Czy można zaufać komuś kto nie ufa Tobie?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
jak mawiał R.R.
"Czasem płaczę, bo chce mi się płakać, wtedy czuję, że uchodzi ze mnie złość."
Prześlij komentarz