środa, 10 marca 2010

M.A.C. - a o czym Ty do mnie rozmawiasz?

Szanowny Panie X.

Chciałabym Panu opowiedzieć o czymś, a właściwie o kimś.
M.A.C - to nie jest jego imię. To skrót od określenia zaczerpniętego z języka gaelickiego.
Mo Anam Cara.
Konkretna dla mnie osoba.
Mo Anam Cara.
Przyjaciel Duszy.
Nie przypominam mu o tym zbyt często, chociaż są dni gdy chciałabym wykrzyczeć to głośno.
To dni gdy obnaża mnie bez trudu. Gdy sięga we mnie i czerpiąc z siebie samego obnaża mi Duszę stawiając ją nagą przed swoimi oczami.
To dni, gdy cieszę się z czegoś, dni gdy płaczę, dni w których pęka mi serce... Żadne określone.
Po prostu dni.
Chciałabym mu powiedzieć o tym, kim dla mnie jest, patrząc mu prosto w oczy, ale nie umiem.
Może dlatego, ze prosił bym nie mówiła mu takich rzeczy? Najprawdopodobniej.
Może dlatego że się boję? Boję się, że z jego strony nie ma tego samego, ze jednak on wszystko odbiera inaczej... Na pewno.
A mimo wszystko chciałabym żeby wiedział.
Chciałabym żeby zrozumiał, pojął, chociaż to wszystko jest tak trudne i skomplikowane.
Jeżeli Pan pozwoli, proszę Pana, to opowiem to Panu. Tak jakbym mówiła to jemu.
Siadam naprzeciwko Pana, ze świeczką pachnącą wanilią w dłoniach. Jej subtelny aromat dodaje mi odwagi, a chybotliwy blask płomienia sprawia, że bez problemu mogę skryć się w cień, gdy tylko zechcę.
Czy jest Pan gotowy, proszę Pana?

Mo Anam Cara.
To termin, którego tłumaczenie najlepiej oddaje sformułowanie Przyjaciel Duszy. Nie najlepszy przyjaciel,nie bratnia dusza ale właśnie Przyjaciel Duszy.
A wszystko wywodzi się od Celtów.
Mówiłam Panu, ze mnie fascynują?
W Celtyckiej tradycji duchowej uważa się, że dusza promieniuje poza ciało, co okresla się jako aurę. Czasem spotykamy kogoś wobec kogo nasza dusza staje się otwarta i ufna. Do końca, bez barier, bez oporów. I te dwie dusze, nie serca a dusze, łączą się by płynąć razem. Aby taka właśnie głęboka więź powstała, trzeba znaleźć swego Przyjaciela Duszy, Anam Cara.
Pański Przyjaciel Duszy, proszę Pana, zawsze akceptuje to jakim Pan naprawdę jest, podtrzymując Pańskie wewnętrzne światło i piękno. By to docenić prawdziwie, sam musi Pan je dostrzec w sobie, co nie jest proste. Celtowie wierzyli, że Przyjaźń Dusz, to niezwykłe błogosławieństwo pozwalające na obudzenie świadomości własnej natury, charakteru oraz możliwości doświadczania radości innych.
Niezwykły Przyjaciel Duszy, proszę Pana, to ktoś komu można powierzyć najintymniejsze i najbardziej skryte szczegóły życia, ktoś z kim dzieli się głębię siebie, swój umysł i swoje serce. Taka przyjaźń jest aktem uznania i przynależności, wyzbywa się i odcina wszelkich konwencji, moralności i kategorii. Taka przyjaźń nie daje ubrać się w ramy ani ograniczyć schematami. Rozumie Pan o co mi chodzi? Dla tych dusz nie ma klatek, nie ma ograniczeń, jest za to światło zrozumienia, które przepływa pomiędzy nimi wolno i swobodnie.
Niech Pan nie patrzy na mnie tak dziwnie. Nie umiem znaleźć na to innych słów. Nie umiem opowiedzieć tego w sposób bardziej zrozumiały.
Tęsknota za samą jego obecnością, za rozmową, za milczącym zrozumieniem, za wsparciem, które daje sama świadomość, że jest obok... Ta cała więź, specjalne towarzystwo sprawia, że moja dusza czuje się dopełniona. Niech się Pan tak nie śmieje, nie mam na to innych określeń. Może dla Pana brzmi to pompatycznie, może banalnie, może tandetnie. Dla mnie brzmi dokładnie tak jak powinno.
Przyjaciel Duszy wzbudza miłość. Miłość jednej duszy do drugiej duszy. To nie jest zakochanie, nie miłość w sensie romantycznym. To coś więcej. To taka miłość, która po prostu wypełnia i trwa, nie odbiera zmysłów, ale jest zawsze obok, na wyciągnięcie ręki. To taka miłość-przyjaźń, która kruszy Pana bariery wewnętrzne, jednym tchnieniem znika pasy ochronne, którymi się Pan otacza. Anam Cara to jedyna osoba na świecie, której pozwala Pan zajrzeć do najgłębszych zakamarków duszy, którą sam zaprasza Pan do najskrytszej świątyni swojego ducha. Jej obecność jest tak naturalna, tak powszednia, jakby była tam od zawsze. Trzeba wielkiej odwagi, proszę Pana, by dopuścić kogoś tak blisko. Ja tę odwagę znalazłam w sobie, proszę Pana. Czy także on ją odnajdzie? Nie wiem.
O ile przyjaźń uznawana jest jako dar sam w sobie, swoiste błogosławieństwo, o tyle błogosławieństwo jakim jest Przyjaciel Duszy sprawia, że czujesz iż dotarłeś do najświętszego miejsca na ziemi: domu. Ta więź między Przyjaciółmi jest nierozerwalna, nierozwiązywalna, niezniszczalna. Będzie trwała bez względu na wiek, czas, miejsce czy okoliczności.
To właśnie czuję, proszę Pana.
Przytłaczające? Przerażające? Piękne? Niezwykłe?
Prawdziwe, proszę Pana.
Moja dusza nie ma przed nim tajemnic, proszę Pana. Nie koloryzuje, nie ubarwia. Jaśnieje własnym wewnętrznym blaskiem. Śmieje się gdy jestem szczęśliwa, czy też gdy on jest szczęśliwy. Płacze gdy mnie ogarnie smutek, lub też jego ogarnie żal. Drży z rozkoszy od splecionych oddechów.

Chciałabym żeby kiedyś powiedział: Chcę byś mi opowiedziała o Anam Cara.
Chciałabym kiedyś opowiedzieć mu to patrząc w jego oczy.

Tymczasem dziękuję, że mnie Pan wysłuchał, proszę Pana.

Brak komentarzy: