niedziela, 28 marca 2010

Retrospekcja - Kroniki Dużego Cichego, Dezire i zapach mandarynek

Jak ziemia wilgotna do rak twoich lepko przywieram
I staję się maścią leczę gdy w ciało mnie wcierasz
Za gęste powietrze a moja skóra oddycha
Cień ziębił mnie jeszcze ty go wargami odpychasz
Płonę

Owiń lekko mnie wokół ciała
Opleć mną miękki puls twoich ust
Potem układaj mnie jakbyś obawiał się
Że nie starczy ci mnie by przykryć cię

Zmieniasz mnie w ogień tobą pachnę i płonę
Ogrzewasz jak wodę gdy wytapiam się w tobie
Spływam swobodnie skóra muskając twe palce
Wiem już co będzie gdy się całkiem zatracę
Ja płonę

Owiń lekko mnie wokół ciała
Opleć mną miękki puls twoich ust
Potem układaj mnie jakbyś obawiał się
Że nie starczy ci mnie by przykryć

/Dezire - Płonę /

Kroniki Dużego Cichego rozłożyły mnie na łopatki. Stanowiły dziś cudną odmianę pozwalającą się na chwilę odbić od ciężkiej ściany koncentracji. Śmiałam się do łez czytając o obozach, na których byłam. Śmiałam się do łez wspominając gagi i zabawne sytuacje (-Cichy, czy możesz mi wytłumaczyć co robi bielizna Justysi w Twoim namiocie? - Ekhm... Mieszka?). Jacy my byliśmy młodzi i beztroscy... A jacy jesteśmy dzisiaj? Młodzi i beztroscy... Beztroscy może nieco mniej, ale nadal mamy w sobie ten ogień. Przynajmniej niektórzy :P I to napawa mnie optymizmem :))))

Z rzeczy, które mnie cieszą dzisiaj najbardziej jest fakt, że chyba znalazłam styl, w którym czuję się świetnie.
Spojrzałam ostatnio w lustro, zerknęłam na ofertę odzieżową proponowaną dla kobiet w rozmiarze 46+ i załamałam rączki. A potem przyjrzałam się raz jeszcze i przyszło olśnienie. A gdzie kształty Marylin Monroe?! Lata '50! Cudownie kobiece i seksowne pin up girls, które zachwycały pewnością siebie i pięknem krągłości.
W przypływie nagłej inspiracji przeszukałam zasoby internetu i jęknęłam z rozkoszną satysfakcją. To coś dla mnie! Ubrania i kroje dzięki, którym bezkształtne worki proponowane przez współczesnych producentów ubrań na zawsze znikną z mojej szafy.
Spódnice ołówkowe akcentujące wcięcie w talii i krągłe biodra, bluzeczki i sukienki podkreślające proporcjonalność figury. W końcu kobieta może być kobietą bez względu na rozmiar płaszcza.
Zadowolona z siebie zamówiłam szeroki pas do pończoch w kolorze czarnym oraz pończochy ze szwem z tyłu (Mrrrrrrrr!). Następnie z nieśmiałością zagłębiłam się w aukcje na allegro. Jest! Były sukienki, w moim rozmiarze! Oczka zaświeciły mi się łakomie, po czym hamując własne zapędy skusiłam się na dwie: Mena oraz Marylin. Nie mogę się już doczekać gdy wszystkie części dotrą w moje łapki. Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze butów. Oczywiście na wszystko posiadającym portalu allegro znalazłam i owe, lecz jakoś nie jestem przekonana do zakupu butów przez internet, wolę je przymierzyć.

Od samego patrzenia na te świetne ciuchy poczułam się seksownie i zapadka w moim umyśle ponownie otworzyła się na piękno tego świata. Przy okazji zalewając mnie falą zmysłowości i pożądania. Okrucieństwo losu nie zna granic ;)
I z tegoż wspaniałego powodu przypomniała mi się stara piosenka Dezire "Płonę". Bowiem i ja płonę, z wielu powodów. Pragnienia należy zaspokajać, co też sukcesywnie zamierzam czynić, ale do tego potrzeba kilku jeszcze składowych.

Nieustannie tęsknię za Panem X.
Za jego fizyczną obecnością. Za tym by móc go dotknąć, wtulić się w jego ramiona podczas oglądania filmu, za jego zapachem, za smakiem, za uśmiechem, za żartami, za spojrzeniem.
Ba! Nawet za tym czymś, co pali tęsknię...
Tęsknię za wspólnym oglądaniem głupawego filmu i piciem piwa, za jedzeniem chipsów o północy i poszukiwaniem zapalniczki w półmroku.
Tęsknię za dziecinną bitwą na poduszki i całkiem dojrzałymi dywagacjami nad polskim społeczeństwem i jego stanem intelektualnym.
Tak po prostu.
Tęsknię.
I cieszy mnie, że on też tęskni.
Przynajmniej staram się przemóc moją ostatnią nieufność i wierzyć w to, że tak jest.
Skoro tak mówi. Nie mam przecież powodów by wątpić w jego słowa, prawda?
Dość, że dzięki temu nie czuję się samotna w tej mojej tęsknocie.
I nie czuję się głupio wsadzając nos w torebkę po tytoniu.
Ani wąchając w sklepie mandarynki.

Brak komentarzy: