Ostatni raz spowiadałam się z Rozumu, gdy Serce mi stanęła po raz pierwszy. Kochana zabrała moje słowa ze sobą, uniosła aż do nieba.
Od wczoraj rozliczam Rozum z poczynań, Serce z uczuć i nijak nie mogę do ładu dojść z tym swoistym rachunkiem sumienia.
Pan Rzeczywistość się wypiął i zerka nieprzyjaźnie z balii pełnej chłodnej wody. Panna Melancholia poddała się po kilku pierwszych wyznaniach. Panna Rozpacz z rozpaczliwym krzykiem uciekła gdzieś za Tatry. Nie rozumieją. A we mnie pełno jest żałości. Haruki Murakami pisał "jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy". I na moim Sercu osiadł właśnie taki. A Serce mi marznie, kurczy się od chłodu tego smutku. Słyszę jak błaga i woła o zrozumienie, ale nie ma pomocy, nie ma rady... Rozum markotny drapie się po neuronach i kręci szarymi komórkami. Nie umie nic wymyślić. Radzi Sercu, żeby była silna.
Pffff....
Silniejsza osobowość - silniejsze cierpienie, straszniejsze upadki, większa amplituda przeżyć. Być silnym - to boli. - bezgłośnie powtarzam za Kamieńską. A jednak sama uparcie wpieram sobie i Sercu, że obie musimy być silne. Tylko po co?
Z tego parszywego rachunku sumienia wychodzi, że powinnam się rozpaść już tydzień temu a Serce powinna przestać bić przed dwoma miesiącami. Rozum wychodzi jako jedyny obronną ręką. Jego niedawna utrata świadomości jest niczym. Patrzymy obie z Sercem na świstek papieru, na którym kaligrafowałam wszelkie przewiny i zerkamy na siebie. Mamy to samo zdanie.
Spopielam papierzysko jednym gestem i obejmuję Serce za aortę, Rozum protestuje ale straszę go, że jego też spopielę. Obrażony odchodzi dwa kroki i siada tyłem do nas. A Serce i ja marzniemy teraz razem w tym smutku co jak śnieg opadł. Po tej spisanej na pergaminie spowiedzi, jakby się go więcej zrobiło.
Niech szlag trafi Rachunki Sumienia!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz