Wróciłam do siebie sprzed Pana X.
Tyle, ze już nie mam tak niezłomnych zasad, ale nie o ten aspekt mnie samej mi idzie.
Wróciłam do samej siebie w skórze dobrego kumpla. I tyle.
Nie ziębi mnie to ani grzeje. Schowałam się za ścianę koleżeńskości i nie chcę wyjść. Pewnie schowałabym również do szafy sukienki, ale jakoś je polubiłam.
Przestałam patrzeć na siebie z głupią nadzieją, że z dnia na dzień coś się zmienia.
Prawdę mówiąc, przestało mnie to obchodzić i przestało mi zależeć.
Mam dość walki z wiatrakami i samą sobą. Historia i tak pokazała, że to bez sensu, więc po co tracić energię na coś czego zmienić się nie da? Lepiej przeznaczyć ją na coś innego, nieprawdaż?
Czuje się jak w klatce, ograniczona samą sobą.
Zamknięte koło własnego Ja.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz