wtorek, 24 sierpnia 2010

Does the pain weigh the pride...?

One, 21 guns...
Może powinnam napisać: one, 21 shots...
Urżnęłam się z Sercem w przysłowiowe "trzy dupy"
Pierwszy raz w życiu.

Wiele głupstw narobiłam i wszystkie one przyszły do mnie dzisiaj, jak sobie Serce rozcinało arterie.

Ciężko biedaczce przyszło zaakceptowanie, że znaczy w sumie tak niewiele.. Rozum spieprzył gdzieś przy Serca 5 hauście. Serce wtedy zaczęło śpiewać. Pięknie wyśpiewało wszystkie bolączki, wszystko to co ją gryzło i bolało od kilku lat. A potem złapała za herbatnik i rozorała sobie arterie. Patrzyliśmy z Rozumem jak się wykrwawiała. On z przerastającym go przerażeniem, ja z dziwaczną fascynacją. Agonia bywa niezmiernie pouczająca.

Nie lubię gdy się mnie okłamuje, nie znoszę gdy się mnie ignoruje i nie cierpię gdy się nade mną lituje.

Łukasz wyłączył mi telefon. Zabrał i wyłączył. A potem Serce urżnięte na amen, słabym głosem od nadchodzącej nicości wyszeptało to, co boli mnie. Miałam ochotę ją zabić, ale nie kopie się leżącego, prawda? Chociaż nikt na to nie zwraca uwagi jeżeli chodzi o mnie. Tylko ja mam jakieś takie popierdolone obiekcje....

Za dużo myślenia, jak zwykle. Powodów mogło być tysiące ale ja musiałam wybrać oczywiście najczarniejszy scenariusz.

Esh...
W zeszłym tygodniu minął miesiąc od czasu, gdy pochowaliśmy dziadka. Nikt nie pamiętał... Dzisiaj to do mnie dotarło, że poza mną nikt nie był zapalić świeczki... Zatęskniłam za kochaną.
Ostatnie dni były próbą sił i nie wyszłam z nich najlepiej. Zbyt wiele wzięłam do siebie i na siebie. Część tego powinnam odpuścić, ale nie umiem. Cholerny altruizm! Pieprzona niewidzialna ręka! Dziadowskie motto: Lepiej cierpieć samemu niż na cierpienie innych patrzeć... Co ja Konrad jestem, który za miliony cierpiał?!

Kudłaty się na mnie wkurzył. Piłam, a ja nie piję bez powodu. True... Nie chciałam powiedzieć dlaczego piłam. W zasadzie nie piłabym gdybym tylko mogła z nim porozmawiać. Wtedy nie dałabym się wciągnąć w te porąbane rozterki Serca. On się na mnie wściekł za to, że nie chciałam mu powiedzieć. Przykro mu. Mnie też. Mnie też było przykro, bo czekałam na telefon. Był zajęty. Tak bywa.
A teraz poszedł... I też jest zajęty. Ok. Też bywa. Powinnam życzyć miłej gry, chyba. Przyzwyczajam się. Serce już mi się nie buntuje bo dogorywa pod stopą. Nadepnęłam na nie niechcący...

Dołożył swój gwoździk do trumienki. Im ich więcej tym lepiej. Będę miała pewność, że to co w niej zamknę nie wstanie, nie wyjdzie i nie wyrwie mi resztek godności w nocy gdy śpię. Albo gdy spać nie mogę.

Nie umiem podejmować decyzji ostatecznych od ręki. Muszę wiele przemyśleć i wiele rozważyć. Dzielę wtedy włos na czworo.
Czy ból przeważył głupią dumę? Nie. Chyba nadal jeszcze nie.....

Brak komentarzy: